Posty

Wyświetlanie postów z 2011

Bo boeing lądował i inne krotochwile

Często najlepsze mgnienia dnia to te, kiedy rozmawiam z Vero i w trakcie krótkiej wymiany zdań udaje nam się stworzyć dialog pełen dyskretnego absurdu. Może po to właśnie wchodzimy w związki - dla humoru.  Przez GG: D: "Marta Kaczyńska pyta na Facebooku, jak to możliwe, że boeing lądował na twardym pasie, a Tu-154 rozbił się po uderzeniu w błoto".  V: bo boeing LĄDOWAŁ??  D: Twoja nudziarska odpowiedz jest wlasnie odpowiedzia z GW padajaca 3 zdania dalej. Odzieracie rzeczywistosc z trwogi i drzenia. V: przepraszamy! :| ||| D: Słuchaj, a może wstąpimy do tej partii? V: Ale do takiej...? D: No a czego jej brakuje? V: Na przykład programu! D: To jest partia opozycyjna, ona nie musi mieć programu. ||| Bar na Kolnej. Rozwiązuję krzyżówkę z "Kropki" . Vero popatruje i odgaduje banalne hasła, zanim przeczytam pytania. Cztery litery, ostatnia A. V: DUPA. D: "Połowa małżeństwa". V: No, mówiłam... ||...

Punkty nawigacyjne. Demontaż apartheidów

Obraz
Poniższy tekst jest dłuższą wersją mojej recenzji , która ukazała się w  listopadowym numerze czasopisma "Znak". Można je nabyć w wersji papierowej oraz elektronicznej. W bieżącym numerze z coetzeeian i herbertian jest jeszcze tekst z nowego na polskim rynku tomu esejów Obraza. Eseje o cenzurze (który miałem przyjemność redagować)  – to tekst o Zbigniewie Herbercie . Zapraszam do "Znaku"  – i do lektury tekstu  – dziękując redakcji pisma za pozwolenie na opublikowanie recenzji na blogu John Maxwell Coetzee Punkty nawigacyjne. Eseje i wywiady red. David Atwell przeł. Marek Król, Anna Skucińska, Dariusz Żukowski Znak, Kraków 2011 "Znak" nr 678 Tom Punkty nawigacyjne , wydany oryginalnie w 1992 roku, rozpoczyna – w każdym razie publicznie – dlugi proces autobiograficzny Coetzee'ego, którego podsumowaniem jest wydana w zeszłym roku powieść Lato . Elementem wyróżniającym Punkty na tle innych zbiorów esejów jest obecność wywiadów, k...

Jakie książki na święta? („Moje” tytuły na koniec 2011)

Obraz
Zbliża się czas zakupów świątecznych i wiem, że wszyscy kupicie w prezencie książkę. Dlatego w ramach autopromocji i promocji świetnych wydawców , z którymi najczęściej współpracuję, pozwolę sobie zasugerować parę pięknie wydanych nowości w twardej oprawie, które zmieszczą się pod choinkę (wszystkie są z II połowy tego roku). Są to różnorodne gatunkowo przekłady lub redakcje mojego autorstwa. Wszystkie kupić można przez strony wydawców ze zniżką (linki w tytułach). Będą też pewnie dostępne na Targach Książki w Krakowie , które zaczynają się 3 listopada. DLA CIEKAWYCH ŚWIATA:   Demokracja ajatollahów Hooman Majd Wydawnictwo Karakter 381 s., twarda oprawa Druga z książek Majda na polskim rynku w moim przekładzie - zbiór błyskotliwych, zabawnych i wnikliwych reportaży o Iranie. W jednej z recenzji przeczytałem, że Majd dociera tam, gdzie przed innymi zamykają drzwi. Wydaje mi się, że jest jeszcze inaczej: jako człowiek równie mocno zakorzeniony w kulturze ira...

Wszyscy jesteśmy bardzo starzy

Obraz
Kiedyś usłyszałem bardzo prawdziwe stwierdzenie, że każdy przeżywa stres właściwy dla swojego wieku. Jeśli to prawda, nie ma czegoś takiego jak "beztroskie dzieciństwo", przynajmniej w chwili, kiedy się ono wydarza. Wie o tym każde dziecko, które zgubiło się w supermarkecie, zapomniało zeszytu do szkoły albo straciło chomika. Często spoglądanie wstecz na ów okres to przypominanie sobie ze śmiechem, jak niepoważne rzeczy wzbudzały w nas trwogę i wstyd. Przypuszczam, że i tak lepszy stres z dzieciństwa niż dorosłości: jego źródłem było konkretne zdarzenie. Wskazówka rodzaju złego samopoczucia na skali od ataku paniki do męczącego, uogólnionego lęku wychylona była ku temu pierwszemu. Stres - obciążenie, strach, lęk - ma swoją dynamikę i zmienia się jego charakter, ale zawsze jest obecny. Podobnie jest z przeplatającym się z nim poczuciem starości. Nigdy nie jest się na nie za młodym - choć z perspektywy czasu może się to zdawać zabawne. Raz na Śląsku wsiadłem na stopa do c...

Prosta refleksja o prawicy

Obraz
Przeczytałem tekst Dariusza Kortki w GW o powyborczych wypowiedziach polityków, krótką summę tego, co można znaleźć w gazetach prawicowych i tabloidach. W tym wypowiedź dziennikarki "Gazety Polskiej Codziennie", którą tu przytaczam za GW: Albo stworzymy drugi obieg, niezależne społeczeństwo obywatelskie z własnymi instytucjami kultury, silnymi mediami i organizacjami, albo nie będziemy mieli najmniejszego wpływu na to, co będzie się działo z Polską. Teraz to konieczność dziejowa. Przeczytawszy te słowa, miałem krótki moment olśnienia. Bardzo popieram wizję tej dziennikarki. Jej postulat nasuwa myśl o mechanizmach filtrujących niechciane grafiki w Wikipedii i innych dużych portalach. Nie chodzi tu tylko o materiały erotyczne, ale wszystko, co może zostać uznane za szczególnie bulwersujące, poruszające czy obrzydliwe, jak zdjęcia chorób skóry czy dosłowne fotorelacje z etnicznych masakr. Może i wizja takich filtrów to wizja dość żałosna - oto delikatni mieszczanie glob...

Milicjanci Churchilla i wybory 2011

Obraz
Mówienie o powinnościach obywatelskich to sprawa śliska. Samo ich pojęcie wskazuje na chęć zbudowania (promowania) idealnego obywatela. Idealny obywatel to postać idealnie cywilizowana, w pełni usystemowiona. Idealny obywatel bierze udział w wyborach powszechnych i bezpośrednich, ubrany w białą koszulę i garnitur. (Moja mama, mieszczanka, kiedyś prawie się popłakała, bo nie ubrałem się dość oficjalnie, idąc do komisji wyborczej). Wszyscy, którzy czerpią korzyści z istnienia systemu, obracania się jego trybów, będą więc namawiać do udziału obywateli w obywatelskich świętach takich jak wybory parlamentarne. Ich udział to potwierdzenie systemu, reprodukcja jego wartości, podniesienie ceny akcji władzy - jako takiej - i jej ponowna legitymizacja. Wśród tak ucywilizowanych obywateli często przy tym padają dwie maksymy: "Demokracja to kiepski system, ale lepszego nie znamy"; "Jeśli nie pójdziesz do wyborów, nie będziesz miał/a prawa narzekać".  Pierwsze z powiedzon...

Pieniactwo kryspinowskie

Edit: Jest to 50 wpis w najpiękniejszym reaktorze. To mało jak na 3,5 roku działalności, ale przynajmniej jakoś się ten wózek toczy. Sto lat, reaktorze! Pojechałem dzisiaj "na Kryspinów", czyli dwa jeziorka pod Krakowem, cel tłumnego, grillowego wypoczynku rodzin i niewymagającej intelektualnie młodzieży. Tych przynajmniej słychać i czuć najbardziej. Inni także przyjeżdżają, próbują schować się gdzieś z książką pod krzaczkiem. Jeziorka otacza siatka - zardzewiała, lecz skrupulatnie połatana. Metalowe płoty. Haszcze. Brud. Chętni na relaks ciągną do skąpych plam piasku. Kiedy te zostaną już zajęte, drugiej kategorii wypoczynek jest na spłachetkach wilgotnej, zaśmieconej niedopałkami trawy. Na kawałku "plaży" dla gości obskurnego barku szary piach trzymają w miejscu betonowe płyty z wystającymi żelaznymi teownikami. Dzieci taplają się trzy metry od brzegu. Z zaimprowizowanej skoczni, kawałka obkruszonego betonu, skaczą na główkę nastoletnie dziewczyny. Spieczone r...

Jak wydać książkę, cz. II

Obraz
Właściwie od tej części powinno się zacząć lekturę mojego miniporadniczka, ponieważ będzie tu o pieniądzach, a więc opłacalności całego tego interesu, ale także o kilku innych ważnych rzeczach, takich jak smak porażki oraz wygląd umowy. VII Wydruki zrobione, wymagania spełnione, list napisany i załączony. Wysyłaj. Nie czekaj na odpowiedź od jednego wydawcy przed wysłaniem do kolejnego, tylko poślij tekst do wszystkich wcześniej wybranych oficyn jednocześnie listem zwykłym na adres stosownego działu/redaktora odpowiedzialnego za pocztę literacką. Wiedz, że wydawca nie poinformuje cię, czy otrzymał twoją przesyłkę. Musisz liczyć na to, że akurat tego dnia w trybach Poczty Polskiej nie zabrakło oleju. Po mniej więcej 10 dniach możesz zadzwonić do stosownego działu, przedstawić się i zapytać, czy twoja książka bezpiecznie dotarła. Przy okazji zapewne dowiesz się, ile czasu trzeba będzie poczekać na jej ocenę. Jeśli na www napisano, że wydawca decyzję podejmuje w ciągu np. 8 tygodni...

Jak wydać książkę: własny sumpt

W tym dodatkowym tekście mojego miniporadnika o wydawaniu książek prezentuję swoje zdanie na temat wydawania książki  własnym sumptem . Jeśli nie interesuje cię to zagadnienie, przejdź od razu do tekstu o nawiązaniu współpracy z wydawnictwem . Jeśli chciałbyś zasięgnąć mojej porady w kwestiach wydawniczych, napisz email . Wiemy, że obecnie nie jest trudno przygotować książkę do druku. Za niezbyt wygórowaną sumę można zlecić firmie edytorskiej korektę i skład, wybrać format i papier, poprosić o okładkę. Zajmuję się tym nawet ja sam w  mojej firmie Elektryczny Pies . Druk offsetowy nie jest może bardzo tani, ale osiągalny. Zresztą, po co drukować? W dobie PDF-ów i smartfonów można poprzestać na płatnej (albo nie) dystrybucji pliku, czym również zajmują się różne firmy. Dziesiątki stron internetowych wyświetlają się, kiedy wpisać do Googla słowa typu "jak samemu wydać książkę", "jak wydać e-booka" itp. Są pewnie i tacy, którzy gotowi byliby przerobić swój plik...

Jak wydać książkę, cz. I

Obraz
Początkowo chciałem zrobić z tego osobnego bloga, ale wyszło tak, że materiały leżą od miesięcy i się kurzą. Postanowiłem więc opublikować je w reaktorze - niech się przydadzą. EDIT: Wcześniej w tym tekście była także część o wydawaniu książki własnym sumptem. Przeniosłem ją do osobnego wpisu , skupiając się na wydaniu w wydawnictwie. Wszystko, co przeczytacie w tym miniporadniku, tyczy się próby wydania napisanego już, zwartego dzieła prozą (powieść, zbiór opowiadań). Nie jest to poradnik, jak pisać czy skąd wziąć pomysł. Zakładam, że masz już gotową książkę, czyli tekst o objętości od kilku do kilkudziesięciu arkuszy wydawniczych. Zakładam także, że nie masz rozległych znajomości w świecie wydawniczym i literackim, nie jesteś też sławnym aktorem czy politykiem. Jesteś zwykłym człowiekiem, napisałeś, u licha, Książkę, i nie spoczniesz, póki nie zobaczysz jej na półce w księgarni. Swoje doświadczenia opieram na sześciu latach pracy jako redaktor działu literatury pięknej w j...

W kaloszach za wózkiem

Obraz
Mieszczańskie czy też średnioklasowe gusta dotyczące tego, w czym człowiek jest widziany na ulicy przez współmieszczan, wywyższają przedmioty mające walory inne niż użyteczne. Odzież i galanterię dobiera się przede wszystkim, kierując się wartościami symbolicznymi, a nie funkcjonalnymi. Mieszczanin zawsze wybierze buty modne czy dizajnerskie zamiast niemodnych, ale praktycznych, na przykład wodoodpornych - stąd też pogarda dla gumowych kaloszy noszonych na wsi. Wizja założenia gumiaków przez mieszczanina była do niedawna tak kosmicznie absurdalna i tak bardzo wyłamała się poza wszelkie modowe dyskursy, że aż umożliwiło to trendsetterom wprowadzenie odświeżonej koncepcji wsiowego gumiaka na rynek miejski, koncepcji wziętej jakby z jakiejś odległej matrycy folkowych idei, a nie z pobliskiej obory. Lecz oczywiście chodzi nie tylko o kalosze. W porze jesiennej czy zimowej dość zaskakujące jest to, jak bardzo odzież mieszczan jest niedopasowana do realiów atmosferycznyc...

Wojna w Libii w telewizji

Obraz
Jak było w Libii? Biednie? Bogato? Sprawiedliwie? Bezprawnie? Czy istniały nożyce ekonomiczne jak w republikach bananowych z morzem biedoty i garstką bogaczy? Czy szalał terror totalitarnego reżimu jak w Korei Północnej? Ciekawie byłoby się dowiedzieć tych podstawowych, a także bardziej szczegółowych faktów o państwie, które wskoczyło do nagłówków gazet na fali arabskiej wiosny ludów. Jednak o libijskiej historii i ekonomii przez telewizję jesteśmy informowani bardzo skromnie. Podobnie trudno tam o odpowiedź, dlaczego właściwie wybuchła rewolucja i co trzeba rozważyć, by świadomie być za lub przeciw. Po raz pierwszy niezdolność do informowania o przyczynach masowych ruchów demonstracyjnych uderzyła mnie przy okazji zamieszek we Francji w 2005, a cztery lata później w Grecji. Rzec by można, że są to skomplikowane sprawy dobre raczej dla tygodników opinii niż wiadomości TV, i to prawda, ale nasuwa się argument, że telewizja nie ma żadnych zahamowań w „wyjaśnianiu” przyczyn i wydawaniu e...

Abonamentowy Freeware Kultury!

Obraz
Płatny dostęp do dóbr kultury to postępująca fikcja. "Nielegalne" kopiowanie muzyki, oprogramowania, a ostatnio coraz częściej książek jest od dawna faktem. Przepisy stojące na straży "legalności" dóbr intelektualnych są całkowicie nie do wyegzekwowania (a co ciekawe, wspierają je przeważnie ci, którzy wszelkie inne martwe prawa uznają za rozbuchaną biurokrację, jeśli nie zamach na wolności). Od czasu do czasu dochodzą nas echa jakichś żałosnych nalotów na akademiki i medialnie rozdmuchiwane akcje niszczenia nielegalnych płyt czy blokowania serwerów. Gdyby udało im się zniweczyć choćby jeden promil "nielegalnego" transferu danych, byłby to wielki sukces. Lecz jeden promil pozostaje wciąż w sferze policyjnych marzeń*. Prawodawcy i ich psy chcą zatamować rzekę pałką. Przy skali zjawiska i liczbie dostępnych funkcjonariuszy to się po prostu nie może udać. A jednak wokół walki z "piractwem" wyrósł i wciąż rośnie gigantyczny przemysł policyjno-prawn...