Dzieci bawią się w wybory
... czyli jakże smutna farsa Idę z Weroniką dopisać ją do listy wyborców ostatniego możliwego dnia. Byliśmy tydzień wcześniej, ale nie zabrała dowodu. Zdarza się. Urząd, czyli instytucja dla obywateli, czynny jest do 15.30 (obywatel musi się więc zwolnić z pracy, by cokolwiek w nim załatwić). Przy okienku blokada z krzeseł i karteczka: "Dziś czynne do 14". Praktyka podpowiada, że czas powinno się ostatniego dnia raczej przedłużyć niż skrócić. Interweniujemy. Na górze w pokoju 706 chamska rozpyskowana baba, szefowa czegoś tam. Aż się trzęsie z nienawiści, ciska słuchawką telefonu, wreszcie chowa się w pokoju w połowie rozmowy i już się nie pojawia. (To człowiek pracujący za moje pieniądze.) Powód? Prośba o dopisanie do listy w zwyczajnych godzinach pracy urzędu. Odebrano wielu osobom prawo wyborcze, zamykając półtorej godziny wcześniej i nie informując o tym w żadnym miejscu. Poza kartką na krześle w urzędzie, ma się rozumieć. Staram się podjąć decyzję, na kogo głosować. Ma...