Posty

Wyświetlanie postów z 2010

Dzieci bawią się w wybory

Obraz
... czyli jakże smutna farsa Idę z Weroniką dopisać ją do listy wyborców ostatniego możliwego dnia. Byliśmy tydzień wcześniej, ale nie zabrała dowodu. Zdarza się. Urząd, czyli instytucja dla obywateli, czynny jest do 15.30 (obywatel musi się więc zwolnić z pracy, by cokolwiek w nim załatwić). Przy okienku blokada z krzeseł i karteczka: "Dziś czynne do 14". Praktyka podpowiada, że czas powinno się ostatniego dnia raczej przedłużyć niż skrócić. Interweniujemy. Na górze w pokoju 706 chamska rozpyskowana baba, szefowa czegoś tam. Aż się trzęsie z nienawiści, ciska słuchawką telefonu, wreszcie chowa się w pokoju w połowie rozmowy i już się nie pojawia. (To człowiek pracujący za moje pieniądze.) Powód? Prośba o dopisanie do listy w zwyczajnych godzinach pracy urzędu. Odebrano wielu osobom prawo wyborcze, zamykając półtorej godziny wcześniej i nie informując o tym w żadnym miejscu. Poza kartką na krześle w urzędzie, ma się rozumieć.  Staram się podjąć decyzję, na kogo głosować. Ma...

Postlapidarium 4

Obraz
Spamerzy od powiększania penisa i viagry strzelają do własnej bramki. Na jedno z kont dostaję dziennie po kilkanaście maili na ten temat i cały świat jest zalewany takim spamem. Jeśli ktoś ma więc problem z potencją albo wielkością penisa, myśli sobie: skoro spamerzy decydują się działać w tych właśnie branżach i tak zaciekle konkurują, zapewne jest tam morze użytkowników do przejęcia. Znaczy to, że te problemy są bardzo powszechne, zaś mały penis i słaba potencja to norma. A więc nie ma sensu kupować specjalnych tabletek, by leczyć problem, którego nie ma, bo każdy go ma - jest to więc po prostu cecha. Uff. Dziękujemy, spamerzy! ||| Pomysł na opowiadanie albo shorta filmowego: Złodziej okrada przechodniów. W mieszkaniu przetrząsa łupy. Jednym z nich jest damska torba. Sztruksowa, studencka. W środku - trochę papierów, portfel (z którego zaraz wyciąga pieniądze), książka czytana w tramwaju. Uwagę zwraca nowa tekturowa teczka. Kierowany czczą ciekawością, złodziej otwiera ją. Prze...

Nic, tylko żarcie mózgów i picie krwi

Obraz
...czyli w poszukiwaniu usprawiedliwień Do tego wpisu zainspirowało mnie ogłoszenie jakiś czas temu polskiego odkrycia związanego z fizjologią roślin. W skrócie mówi ono, że w komórkach roślin jest przewodnictwo elektrochemiczne, zaś prowadzący badania profesor używa (moim zdaniem bardzo nieroztropnie) takich słów jak "myślenie" i "pamięć". Fachowcy rozumieją, że robi to w celu podgrzania atmosfery oraz zbudowania prostej analogii na użytek dziennikarzy. Ale dziennikarze - i prości ludzie - biorą to dosłownie. I oto media mówią, że rośliny myślą, a co w mediach, to prawda. Ja zaś dzień po tym tekście w GW miałem już trzy rozmowy ze znajomymi, którzy zaczepiali mnie zawadiacko w sprawie wegetarianizmu. Ciekawe jest to, że pierwsza myśl prostego człowieka biegnie właśnie ku temu: a co na to wegetarianie? Przykładem Cezary Łasiczka z Tok FM , którego mam za typ idealny prostego człowieka. To naprawdę osobliwe i trochę straszne, że pierwsza myśl na naukowe doniesieni...

Nie ma queerowej granicy

Obraz
Intro . W Muzeum Narodowym w Warszawie otwarto właśnie wystawę Ars Homo Erotica , a w Berlinie 33. pochód lesbijek i gejów i pomyślałem, że warto na tę okoliczność napisać kilka słów. Jako rekwizyt przyda nam się jeszcze plakat z dziwnej, niewidzialnej, ale fajnej jakiejś kampanii wiszący przy Krakowskiej koło mostu (fot. Mateusz Szczerbiński) oraz Różowy elementarz Biedronia. 1 . Biedroń pisze, że homoseksualistą się jest lub nie. Nie można się nim stać samodzielnie, nie da się zmienić preferencji. Słowem, nie jest i nie może to być sprawa wyboru, ale, powiedzmy, genów. Według tej wizji między homo i hetero przebiega ścisła granica. Metroseksualne zabawy heteryków to co najwyżej pozowanie. Decyzja Biedronia o rozdzieleniu światów nie jest niewinnym opisem barwnej rzeczywistości LGBT. To decyzja strategiczna podjęta z określonych przyczyn. Pozwala mianowicie na odparcie (czy wyminięcie) dwóch ważnych w polskim dyskursie wokół-LGBT zarzutów: o promocję homoseksualizmu i o zgejowa...

Postlapidarium 3

Obraz
Na Facebooku w Edycji profilu jest sekcja Informacje podstawowe . Tam rubryczka Relationship status z wieloma opcjami do wyboru, wskazującymi, że Facebook, w przeciwieństwie do peerelowskiego dowodu osobistego, to otwarte, rozumiejące, światowe środowisko, które nie wyklucza różnych preferencji czy sytuacji życiowych. Jakie są tam opcje? 1) "Wolny/a", wiadomo. Obnoszenie się z wolnym stanem to sól Internetu społecznościowego i jego hunterskiego nachylenia. 2) "Zaręczony/a" - to ukłon w stronę drobnomieszczaństwa i wsi. 3) "Żonaty/a", też często się zdarza, podatki, dzieci itd. 4) "W wolnym związku" - nowoczensy światowy tłumek to naturalny przyjaciel Facebooka. 5) "To skomplikowane" - oczywiście, miejska młodzież tak ma. 6) "Wdowa/wdowiec", wyrazy współczucia. Przy wszystkich opcjach wyskakuje ramka do wpisania osoby, której dotyczy Relationship status  (poza pierwszą i ostatnią, gdzie nie ma żadnej ramki). Ale dla...

Wąż w solarium

Obraz
... czyli jak rząd Austrii tresuje małpy Usłyszałem w radiu, że w Austrii, śladem Niemiec i Francji (podobna debata trwa w UK, a w Polsce coś o tym przebąkiwali posłowie PiS), wprowadzono zakaz korzystania z solarium dla osób poniżej 18 r.ż. motywowany badaniami wskazującymi na ograniczenie ryzyka raka. Dlaczego zakazano właśnie solarium spośród wszystkich możliwych rzeczy? W radiu RMF podawano jeden dziennikarsko jednoznaczny wynik: solarium na młodej skórze zwiększa ryzyko raka aż o 75%. Wow! A teraz przeanalizujmy na spokojnie. Jeśli 20% populacji ma/będzie mieć raka, a 1.5% będzie mieć właśnie raka skóry, realny wzrost zachorowań w skali populacji wyniósłby 0,625%. Osoby 1-18 stanowią circa 17%, więc ustawa ochroni jedną szóstą z tego, czyli 0,1% (38 tys.) ludzi w Polsce. Może pomijam jakieś odcyhlenia, ale nie otrzyma się tu znacząco różnej liczby. Choć mała, nie jest całkiem nieważna - o ile w ogóle jest prawdziwa. Krótki surf po necie wykaże, że badania nad rakiem skóry i ...

Młodzież wszystko już przeżyła

Obraz
... czyli starzy maleńcy i mali starcy w kinie Każdy, kto ogląda czasem filmy z lat 70., musiał to na pewno zauważyć. W tamtych czasach na ekranie rzadko pokazywano aktorów poniżej czterdziestki. Kiedy jakiś występował, to jako młodociany przestępca (pamiętam, jak nagle zobaczyłem Marka Hamilla sprzed Gwiezdnych Wojen w serialu Ulice San Francisco - sprzedawał gandzię na rogu w hipisowskich spodniach i ścigał go trochę jednak starszy Michael Douglas) albo jako chłopak na posyłki, parkingowy itp. Nawet studentów grali trzydziestoparolatkowie udający dwudziestoparolatków. Jeszcze w latach 90. w serialu BH 90210 trzeba było wysoko zawiesić niewiarę. W hitowym filmie Network (1976) Faye Dunaway ma 35 lat, a gra przebojową, agresywną bizneswoman, która właśnie zaczyna poważną przygodę ze światem kariery i jest określana jako młoda. To samo dotyczy kina komercyjnego, Charlton Heston ma w Zielonej pożywce (1973) 49 lat, a w Planecie małp (1968), jako młody rzutki szef wyprawy na obcą plane...

Postlapidarium 2

Obraz
Kiedyś skradziono mi rower. Kilka migawek z Policji. Na komisariacie przy Szerokiej pani w okienku pyta: "Czy tam, skąd go skradziono, są jakieś kamery?" Policyjna intuicja. Dosłownie o kilka sekund uprzedziła moje jednakowo brzmiące pytanie. Na komisariacie przy Rynku długie zeznania. Wreszcie idzie w ruch drukarka. Produkuje wyblakły arkusz. Niektóre litery da się rozpoznać, zwłaszcza duże. Policjant patrzy krytycznie pod światło, ocenia. "Cóż, skończył się atrament. Ale... chyba... da się przeczytać. Tak już musi być". Na komisariacie przy Lubiczu jakieś rowery (odzyskane, zabezpieczone?) stoją na korytarzu przypięte łańcuchem do kaloryfera. Na stoliku w poczekalni zostawiam szalik i rękawiczki. Policjant prosi mnie do gabinetu, spogląda na stolik. "Te rzeczy są pana? Lepiej niech pan je stąd weźmie, żeby nikt nie ukradł". No przecież. ||| Szukając nowego roweru, wszedłem na stronę dla zachodnich importerów grupującą chińskich producentów. Kli...

Avatar: mesjasz ze skażonego raju

... czyli na co niebieskim ludkom rewolucja Przyjaciel utyskuje na nowy film Camerona tymi słowy: "Przemowa zjednoczeniowa jest irytująca. >Ja, Bialy Człowiek, poprowadzę was, dzikusów, do wojny i was zjednoczę... bo sami, kurwa, na to nie wpadniecie! Hurrraaa!!<". Celna i trzeźwa krytyka, która demaskuje jedną z klisz filmów o międzykulturowych zderzeniach. Ale jakaś logika musi stać za tą kliszą, skoro jest tak trwała i uporczywa. Jaka? Przedstawię kilka puzzli, które zazębiając się wzajemnie, pozwolą zrozumieć, do czego jest potrzebny bohater z Ziemi na księżycu Pandora w filmie Avatar . 1. Lud Na'vi, Indianie ( Tańczący z wilkami , Ostatni Mohikanin ), Majowie ( Apocalypto ), Japończycy ( Ostatni samuraj ) są obcymi tylko z pozoru. W rzeczywistości przedstawiają nas samych, podobnie jak niemal wszyscy obcy pokazywani w popularnej fantastyce. Oto my, oczyszczeni z grzechów, wykoślawień, występków przeciw "naturalnemu porządkowi" - my sprzed Upadku. ...