Posty

Wyświetlanie postów z 2009

Postlapidarium 1

By być jak Ryszard Kapuściński, postanowiłem kompilować lapidaria. Będę miał też więcej wejść, bo są tu słowa kluczowe "kapuściński" i "lapidarium". (A będę miał jeszcze więcej, jeśli dodam "darmowy", "e-book" i "download"). Tworzenie notek z rozsypanych fragmentów to działalność od tak dawna postmodernistyczna, że już klasyczna. "Dziś najśmielszą rewolucją jest napisanie solidnej XIX-wiecznej powieści" - mówi John Banville. I ma rację (Setterfield, Littel, Dukaj). Ja więc wybiegam jeszcze dalej i wracam do postklasycznego postmodernizmu fragmentów, przynajmniej na chwilę. ||| Już dawno temu na Allegro pojawiły się aukcje ludzi proponujących swoje usługi jako wirtualnych przyjaciół. Taki przyjaciel na Naszej klasie lub Facebooku komentuje zdjęcia i wypisuje peany o swym mecenasie. Samemu prezentuje się jako np. super laska. Jeśli uznać, że supermarkety to takie dzisiejsze bazary, a bazary to portale społecznościowe w realu...

Myśli o piractwie

Obraz
... czyli święci kontra przestępcze hordy 1. Niedawno w necie zobaczyłem kilka nowych stron internetowych poświęconych piractwu oprogramowania. Reklamują się na różnych portalach. Można sobie tam np. przeliczyć specjalnym kalkulatorem, ile się zapłaci kary, jeśli się przypadkiem posiada programy. Zaznaczamy ptaszkiem np. Worda, Photoshopa i Corela, po czym pojawia się zastraszająca suma. W innym jest rodzaj przewrotnego FAQ-a: prowadzący portal jednym czy dwoma zdaniami, słusznymi jak tylko może być słuszny gniew uzasadniony prawami wolnego rynku, zbijają najczęściej pojawiające się uzasadnienia piracenia programów. (Za drogie? Nie używaj. Producent woła tyle, ile zechce). 2. W mieście można zobaczyć anarchistyczną wlepkę dotyczącą nielegalnego oprogramowania. Nie pamiętam hasła, ale szło mniej więcej: "Piractwo: wolny przepływ informacji między wolnymi ludźmi". Jako że mam anarchistów ogólnie rzecz biorąc za ludzi konserwatywnych, dostrzegam tu wygodne hasełko, które ma kr...

O fantastyce skarlałej

[1] Ten tekst umieściłem kilka dni temu na portalu Intergalactic Radio Station . Współtworzę go i zapraszam do poczytania wielu ciekawych materiałów nie tylko o RPG i SF. [2] Uprzedzam, że artykuł ten zawiera informacje o treści i zakończeniu filmów Raport mniejszości , Equilibrium i Gattaca , choć zapewniam, że zakończenia te są z góry przewidywalne. iteracja zero Fantastyka to gatunek, który tylko z pozoru lubuje się w stawianiu trudnych pytań, wybiega w przyszłość, rozważa śmiałe projekty i pokazuje nieznane przyszłe światy. Mam tu rzecz jasna na myśli amerykańską fantastykę filmową, która stanowi pewnie 90% współcześnie konsumowanej fantastyki na świecie. A fantastyka umasowiona milionowymi budżetami siłą rzeczy musi obniżać poprzeczkę. Z drugiej strony fantastyka jest gatunkiem popularnym z definicji i nie ma sensu zrzędzić nad jej pauperyzacją, bo masowość to jej stan naturalny, a raczej warto chwalić kierunek odwrotny, ku gustom bardziej wymagającym, który tu i ówdzie obiera...

Szaty i putta

Obraz
... czyli renesans, barok i gandzia Po przyjęciu morderczej dawki kilkuset renesansowych obrazów w pinakotece Brera (zresztą zapuszczonej i prymitywnej muzealniczo) miałem w głowie zestaw podobny do serii ludzkich twarzy, które telewizje typu Discovery dla efektu puszczają czasem kolejno po sobie w wielkim przyspieszeniu (tak że twarze nakładają się na siebie w oku widza), uzyskując w ten sposób absolutnie uśredniony wizerunek człowieka , tak zwaną eigenface . Takimi metodami gubi się rzecz jasna wszelkie niuanse twarzy. Czasem jednak trzeba zgubić niuanse i pognać korytarzami jak dzieciaki z filmu Godarda przez Luwr. W ten sposób w mojej głowie powstał eigenface renesansu (i baroku). Minęły lata od czasu, gdy przeciętny Europejczyk przestał rozpoznawać postacie świętych i sceny z chrześcijańskiej mitologii, wiek temu stanowiące jeśli nie fundament, to w każdym razie ważny element systemu kształcenia i nabywania kulturowego kapitału. Dziś kapitał kulturowy nabywa się, oglądając postp...

Miłość morderców

Obraz
... czyli - ukazała się moja książka Od dzisiaj w księgarniach można kupić moją książkę Miłość morderców . Ukazała się nakładem Znaku w serii Proza. Jest więc to rzut na głęboką wodę i w sąsiedztwo bardzo zobowiązujących nazwisk. Na stronie internetowej wydawnictwa można ją kupić w promocyjnej cenie 26 zł. Jest także wywiad ze mną (zmiksowany do postaci monologu). Tytułowe opowiadanie można odsłuchać w wersji audio w ekspresyjnym i efektownym wykonaniu Wiktora Logi-Skarczewski ego. Ponadto Blask , drugie opowiadanie z tomu do przeczytania z monitora. Jak widzicie, prawdziwy atak prezentów. W najbliższych dniach, brutalnie zmuszony przez wierchuszkę wydawnictwa, będę udzielał wywiadów dla prasy i radia. Powiedziano mi, że nawet Davies i Szymborska się promują, więc ja też muszę. Jeśli będziecie mieć pecha, traficie na któryś wywiad przy porannej kawie. Za szkody odpowiada Znak. To chyba tyle autopromocji. Wiem, że wydawanie książek budzi różne pytania. Piszcie więc maile. Dla was zaba...

Nadejście roślin

Obraz
... czyli dlaczego biomasa pochłania beton W świetle poranka nad laguną zawisło niezwykłe, żałobne piękno: ponure, zielonoczarne liście skrzypów i paproci, intruzów z tria­sowej przeszłości, i na wpół zatopione dwudziestowiecz­ne gmachy o białych ścianach odbijały się razem w ciem­nej tafli wody, jak dwa połączone z sobą światy, zawie­szone gdzieś na rozstaju dróg w czasie. Mam oko do postrzegania zmian zachodzących powoli, które inni widzą dopiero przez kontrast, więc coś wam pokażę. Jeśli mieszkacie w Europie, wyjdźcie z domu w tych dniach i uważnie przyjrzyjcie się roślinności, która was otacza. Ważne są granice: trawnik-alejka, skwerek-chodnik, pole-murek. Na tych granicach zatrzymuje się roślinność, schludniej czy swobodniej potraktowana kosiarką. Do tego przynajmniej przywykliśmy, nie zwracamy uwagi na jakieś przydrożne zielsko. Tymczasem granice się upłynniają. Tu i ówdzie zobaczycie jęzory zieleni wpełzające na szary beton, ciemne zwarte plamy niepodobne do przypadkowych kęp, j...

Okrutna śmierć maszyn

Obraz
... czyli DVD ostatniej szansy Pamiętam swoje zaskoczenie przed bardzo wielu laty przy filmie o marynarzach w łodzi podwodnej (chyba). Do mnóstwa problemów, z których nie najmniej ważnym były wybuchające wokół bomby, dołączyło przegrzanie silnika. Kapitan wydał więc mechanikom polecenie: polewać wodą! Wiadra poszły w ruch, a na okręcie czego jak czego, ale wody nie brakuje. Co więc w tym wszystkim takie osobliwe? Ano to, że poważna złożona maszyneria okazała się tak podatna na najbardziej oczywiste, znane z codzienności manipulacje: ciepłe + zimna woda = schładzanie, i nie ma tu żadnych technoczarów. Chciałoby się, żeby dzisiejszy świat techniczny działał w ramach tej samej poetyki. Czasem działa, zwłaszcza przy instalacjach dużych a starych (kanalizacja, CO, pralka, używane auto). Wszędzie jednak wkraczają procesory, scalaki. Nie mówię, że to źle, jednak jest w tym coś nieeleganckiego, że czip się po prostu przepala (czy co też mu się tam dzieje) i trzeba go wymienić w całości, co zwy...

PRL w Almie

Obraz
... czyli emocje w puszkach Z pozoru Alma to zwykły market samoobsługowy dla klasy średniej, w którym wszystko jest nowoczesne, trochę droższe i można dostać zestaw do sushi. Ale to nie jest zwykły sklep. Przyjrzyjcie się uważnie: to wehikuł czasu. I wbrew pozorom nie podróżujemy nim ku przyszłości polskiego handlu - on nas przenosi ćwierć wieku wstecz. Lejtmotywem obecnym w rozmowach pokolenia rodziców jest westchnienie o przemianach dostępności dóbr. "Kiedyś dzieci bawiły się papierową łódeczką w kałuży, a klocki Lego w Peweksie kosztowały cztery pensje. A teraz wszystko jest". Pamiętający braki PRL-u człowiek wpada w nadmiary kapitalizmu. Dziewczynka z zapałkami też pewnie nie bardzo by się umiała odnaleźć, gdyby faktycznie wpuszczono ją na jedno z przyjęć, które widziała tylko przez szybę. Ale zostawmy pokolenie rodziców, które wolało widzieć na pół pustą szklankę, natomiast pokolenie dzieci, jak to dzieci, częściej widziało ją w połowie pełną. W krainie butów relaks i le...

Krasnale na froncie

Obraz
... czyli jak my, Niemcy, chronimy się przed chaosem Niedawno w facebookowym quizie okazało się, że moja prawdziwa wewnętrzna narodowość wcale nie jest polska (co już od lat podejrzewałem) - jestem Niemiec. Ich bin ein Berliner , chciałoby się zacytować. Bardzo się ucieszyłem i postanowiłem to tożsamościowe odkrycie uczcić kawałkiem pizzy i lampką wina Kumala w pizzerii Peppez przy Ks. Józefa. Jest ona blisko mnie, a my, Niemcy, nie lubimy łazić po próżnicy. W dodatku pizzeria Peppez to jedno z niewielu miejsc w Krakowie, gdzie można się natknąć na krasnala ogrodowego. Ba, żeby tylko. Rozsiane na posesji wokół budynku imitującego chatę z bali stoją sztuczne żaby i ptaszki, psy i sarny naturalnej wielkości. Po wilgotnych ścianach oczka wodnego pną się ślimaki giganty pod czujnym okiem rodziny plastikowych kaczek. Dla zrównoważenia sielanki, z głębi ogródka, dokąd sięga spojrzenie tylko najwytrwalszych kiczolubów, jedzących obserwują dwie mroczne postacie: pomniejszony Charlie Chaplin z ...

Miasto porzuconych rowerów

Obraz
... czyli jedno mgnienie dziwności Istnieje pewien niewytłumaczalny fenomen, który zaobserwowałem jedynie w Krakowie, lecz może nie nastawiałem się na odbiór właściwych fal w innych miastach. Chodzi o porzucone rowery. W centrum miasta od Kazimierza po Aleje stoi ich co najmniej kilkanaście. Z daleka wyglądają zwyczajnie - jak przypięte na chwilę pod nieobecność pana. Wprawne oko widzi jednak od razu, że coś nie gra. Brak refleksów światła na lakierze: pokrywa go warstwa skamieniałego pyłu. Nienaturalna pozycja przy latarni, bo w czasie miesięcy od porzucenia rower osunął się jak nieprzytomny pijak. Zwłaszcza zaś defekty w geometrii i budowie - porwane siodełko, wyłamane manetki, a przede wszystkim koła wygięte w ósemki, lejące się po betonie jak na obrazie Salvadora Dali. Porzucone rowery są przypięte linką, rzadziej U-Lockiem, i stoją na uwięzi tygodniami, miesiącami, nawet latami. Popadają w coraz większą dewastację i jak wszystkie opuszczone przez człowieka produkty techniki, zamie...

The Syntetic: króluj, błaźnie!

Obraz
... czyli co można wyssać z The Syntetika [Jeśli nie masz pojęcia, kim jest The Syntetic, przed przeczytaniem tego posta posłuchaj go. Oto dwa przykładowe kawałki: tutaj i tutaj .] Parę dni temu poszedłem na koncert The Syntetika. W skrócie: jest to człowiek, który na tle muzyki z lat 80. recytuje niedorzeczne, choć utrzymane w określonej konwencji teksty atonalnym głosem. Jego kasetowe nagrania robione na dwóch Grundigach wyciekły do Internetu w 2000 r. i spowodowały mały kampowy kult. Niedawno „piosenkarz” zaczął koncertować, wszedł we współpracę z DJ-em, doczekał się strony internetowej i wydaje płytę, już nie na taśmie, z okładką wykonaną długopisem, ale na profesjonalnym CD. (Chociaż projekt okładki i tak pewnie będzie długopisem, lecz tym razem powielą go na offsecie). Chciałbym uciec przed pytaniem, które przy Syntetiku od razu się nasuwa: czy ten człowiek robi sobie jaja (świadomie i z pełnym wyczuciem popkulturowych trendów), czy jest niczego nierozumiejącą ofiarą jakiegoś p...

Bez teorii proszę!

Obraz
... czyli humaniści kąpią się w boskim świetle, a wszystko jest oczywiste Łaknienie Wiedzy Czystej o tym, jak jest naprawdę, albo staje się trendem i kondycją ostatnich czasów, albo to tylko w moim wypadku taki motyw pojawia się uporczywie coraz częściej w rozmowach w nieoczekiwanych sytuacjach jak trup wyskakujący z szafy, kiedy wszyscy sądzą, że już dawno po kremacji. Co gorsza, łaknienie to obudziło się w ludziach, którzy przeszli (przechodzą) rygorystyczną szkołę odchwaszczania głowy – studia humanistyczne. Skąd to się bierze? Czy to tylko stan przejściowy, coś jakby moda na radykalno-praktyczno-techniczne poglądy? I tak B., etnolog, planuje badać harcerzy na obozie. Z góry deklaruje, że ma to być „czysta” monografia, bez żadnej teorii. W jego głosie pobrzmiewa nuta buntu. Chyba chodzi też trochę o obronę (deklaracja bezwarunkowej, programowej wolności od teorii) przez wyprzedzenie ataku (którym byłyby pytania o nazwiska czy literaturę). „No ale jak będą wyglądać twoje badania?” „P...

Funkcje śmieci

Obraz
... czyli o krążeniu po targu z chłamem wciąż trochę po omacku DOPISEK Z 17 MAJA: Świetna recenzja albumu Andrzeja Kramarza, o którym będzie mowa, znajduje się na stronie Barbarzyńcy i napisała ją sama Weronika Chodacz. Jeden z doktorów w Instytucie Etnologii, relacjonując bazarowe życie biedoty w pewnym ukraińskim mieście, między inne opisy nędzy wtrącił taką obserwację: „Szmaciarze sprzedają sobie wzajemnie swoje szmaty”. Wtedy widziałem w tym zdaniu tylko zaskakującą otwartość, przebłysk dosadności u przeważnie stonowanego i wycofanego w teorię antropologiczną badacza. Skupiłem się bowiem na uderzających kolokwialnych słówkach „szmaciarze” i „szmaty”. Będąc niedawno pod Halą Targową zrozumiałem odkrywczą moc tej obserwacji – zauważyłem „sprzedają sobie wzajemnie”. O czym będzie tu mowa? Reprezentując „Barbarzyńcę” , stawiłem się na spotkaniu dyskusyjnym o albumie Andrzeja Kramarza Rzeczy . W skrócie: projekt, efektownie wydany przez MEK, polegał na sfotografowaniu niemal 70 stoisk,...

Kompromitacja szantażystów

Obraz
... czyli skandale postclintonowskie Powtórzyłem sobie ostatnio parę książek Chandlera. Oczywiście Chandlera wielbimy nie za wątki fabularne, tylko odzywki Philipa Marlowe'a, zwłaszcza obecnie, gdy cięty język i nonszalanckie traktowanie kobiet wciąz są twardą walutą, natomiast detektywistyczne historie z lat 50., przynajmniej niektóre, jakby straciły impet i moc przekonywania. Wiadomo, że trup jest punktem wyjścia, dekoracją lub okolicznością, natomiast liczy się motyw. I tak, w prawie wszystkich książkach Chandlera występuje szantażysta. Może być głównym mącicielem ( Playback ) albo występować w tle jako atrakcja lub zmyłka wewnątrz konstelacji postaci ( Wysokie okno ). Nieodmiennie jest obleśnym, lepkim, cynicznym typkiem, usiłującym najczęściej nie tylko się dorobić pieniędzy w zamian za milczenie, lecz też położyć ohydne łapy na ciele głównej bohaterki. To dokładne przeciwieństwo Marlowe'a – pozbawiony finezji prostacki cwaniak w odmianie wieśniaczy kark lub pokurczony szc...