Posty

Wyświetlam posty z etykietą telewizja

Wojna w Libii w telewizji

Obraz
Jak było w Libii? Biednie? Bogato? Sprawiedliwie? Bezprawnie? Czy istniały nożyce ekonomiczne jak w republikach bananowych z morzem biedoty i garstką bogaczy? Czy szalał terror totalitarnego reżimu jak w Korei Północnej? Ciekawie byłoby się dowiedzieć tych podstawowych, a także bardziej szczegółowych faktów o państwie, które wskoczyło do nagłówków gazet na fali arabskiej wiosny ludów. Jednak o libijskiej historii i ekonomii przez telewizję jesteśmy informowani bardzo skromnie. Podobnie trudno tam o odpowiedź, dlaczego właściwie wybuchła rewolucja i co trzeba rozważyć, by świadomie być za lub przeciw. Po raz pierwszy niezdolność do informowania o przyczynach masowych ruchów demonstracyjnych uderzyła mnie przy okazji zamieszek we Francji w 2005, a cztery lata później w Grecji. Rzec by można, że są to skomplikowane sprawy dobre raczej dla tygodników opinii niż wiadomości TV, i to prawda, ale nasuwa się argument, że telewizja nie ma żadnych zahamowań w „wyjaśnianiu” przyczyn i wydawaniu e...

Postlapidarium 3

Obraz
Na Facebooku w Edycji profilu jest sekcja Informacje podstawowe . Tam rubryczka Relationship status z wieloma opcjami do wyboru, wskazującymi, że Facebook, w przeciwieństwie do peerelowskiego dowodu osobistego, to otwarte, rozumiejące, światowe środowisko, które nie wyklucza różnych preferencji czy sytuacji życiowych. Jakie są tam opcje? 1) "Wolny/a", wiadomo. Obnoszenie się z wolnym stanem to sól Internetu społecznościowego i jego hunterskiego nachylenia. 2) "Zaręczony/a" - to ukłon w stronę drobnomieszczaństwa i wsi. 3) "Żonaty/a", też często się zdarza, podatki, dzieci itd. 4) "W wolnym związku" - nowoczensy światowy tłumek to naturalny przyjaciel Facebooka. 5) "To skomplikowane" - oczywiście, miejska młodzież tak ma. 6) "Wdowa/wdowiec", wyrazy współczucia. Przy wszystkich opcjach wyskakuje ramka do wpisania osoby, której dotyczy Relationship status  (poza pierwszą i ostatnią, gdzie nie ma żadnej ramki). Ale dla...

Młodzież wszystko już przeżyła

Obraz
... czyli starzy maleńcy i mali starcy w kinie Każdy, kto ogląda czasem filmy z lat 70., musiał to na pewno zauważyć. W tamtych czasach na ekranie rzadko pokazywano aktorów poniżej czterdziestki. Kiedy jakiś występował, to jako młodociany przestępca (pamiętam, jak nagle zobaczyłem Marka Hamilla sprzed Gwiezdnych Wojen w serialu Ulice San Francisco - sprzedawał gandzię na rogu w hipisowskich spodniach i ścigał go trochę jednak starszy Michael Douglas) albo jako chłopak na posyłki, parkingowy itp. Nawet studentów grali trzydziestoparolatkowie udający dwudziestoparolatków. Jeszcze w latach 90. w serialu BH 90210 trzeba było wysoko zawiesić niewiarę. W hitowym filmie Network (1976) Faye Dunaway ma 35 lat, a gra przebojową, agresywną bizneswoman, która właśnie zaczyna poważną przygodę ze światem kariery i jest określana jako młoda. To samo dotyczy kina komercyjnego, Charlton Heston ma w Zielonej pożywce (1973) 49 lat, a w Planecie małp (1968), jako młody rzutki szef wyprawy na obcą plane...

Kulty filmożerców

Obraz
... albo jak przestałem się bać i pokochałem zapach napalmu rankiem Najprawdopodobniej ujawni się przy okazji rozmowy o kinie, bo właśnie filmy są najbardziej kultystogenne, chociaż literatura i inne sfery działalności artystycznej także nie są od nich wolne. Możesz go poznać przypadkiem, ale równie dobrze może nieoczekiwanie wychynąć z człowieka, którego znasz od lat. To kultysta, istota zachłyśnięta. Kult, rzecz jasna, wymaga przedmiotu uwielbienia, czyli właśnie filmu, a nawet pojedynczej sceny czy dialogu. Przedmiot ten odznacza się kilkoma cechami, które kultysta będzie mógł w niego dla własnych potrzeb wprojektować. Przede wszystkim film musi sprawiać wrażenie, że odwołuje się do jakiegoś uniwersum symbolicznego. Czyli nie mówić wprost i być trochę niejasny. Jeśli powiedzieć: wojna jest straszna i niszczy umysł, nie można liczyć na grono kultystów. Należy to ująć inaczej: uwielbiam zapach napalmu rankiem. Zamiast stwierdzić, że rzeczywistość jest zakręcona, trzeba pokazać dramaty...

Single, geje, romantycy

Obraz
... czyli czego nie ma w TV, chociaż każdy myśli, że jest Gdy łaziłem kiedyś po Krakowie, rzucił mi się w oczy billboard reklamujący portal Single.pl. Patrzyłem, patrzyłem i nagle poczułem ostry dysonans między obrazem a słowem. Gdy myślę o singlach, do głowy przychodzą mi drogie kosmetyki, nocne kluby, motocykle, rozpięte koszule, kusicielsko-gustowne wdzianka młodych businesswomen, aromat płynów po goleniu seksownych kreatywnych, muzyka house, bajzel w domu, genderowe książki na półkach i trwające trzy dni związki. Na billboardzie natomiast zobaczyłem migdalącą się do siebie obciachową parkę w otoczonym kwiatkami wielkim różowym sercu. Wszedłem na tę stronkę i przeczytałem: "Szukanie partnera pośród 5 milionów singli", "Znajdź wymarzonego partnera". Często pada słowo "flirt", ale mnóstwo zarejestrowanych osób, sądząc po profilach, ma raczej konserwatywne podejście do szybkiego seksu czy ostrego imprezowania i raczej nie tego zdaje się szukać. (Chociaż ni...

Zakiszeni w alchemii

Obraz
... czyli Einstein, Hitler i Frankenstein w tv Naukowiec w amerykańskich kreskówkach – kogo widzicie? Chuderlawego jegomościa z rozwichrzonymi włosami, w okularach i białym kitlu, który pochyla się nad stołem pełnym bulgocącyh probówek, przeważnie z demonicznym śmiechem i złowieszczym mamrotaniem. Dwie sprawy rzucają mi się w oczy: raz, że naukowiec zawsze reprezentuje nauki ścisłe, a w zasadzie ich wąską gałąź – fizykę i chemię. I dwa, że przeważnie stoi po tej niewłaściwej stronie, często poniewczasie żałując swoich postępków. Czy widzieliście kiedyś w kreskówce, a nawet szerzej – w filmie dla dzieci albo młodzieży – biologa, geografa, ekonomistę, nie wspominając o przedstawicielach nauk społecznych – socjologach, etnologach? Czy jakiś animowany szalony religioznawca realizował na ekranie spisek, by opanować świat? Czy zdarzyło się, by kreskówkowy muzykolog tworzył ukryte teorie w celu zdobycia potężnej mocy? Zdarzają się co prawda archeologowie awanturnicy w stylu Indiany Jonesa, al...

Teletubisie i konwencje widza

Obraz
... czyli niemowlak przed telewizorem Nie rodzimy się z umiejętnością oglądania telewizji. Postrzegania sylwetek i sensownych kształtów pomniejszonych na dwuwymiarowej powierzchni trzeba się nauczyć, donosi o tym m.in. B.L. Whorf (znany z hipotezy Sapira-Whorfa), opisując swoje doświadczenia z Indianami, którzy nie potrafili odczytać obrazu na zdjęciu. Teletubisie, jak wiadomo, to baloniaste stwory przypominające niemowlaki, skrojone ponoć na psychiczną miarę dzieci w wieku od 1 (jednego!) do 4 lat. Niemowlak nie tylko znacznie wcześniej ogląda (przyswaja? pochłania?) teletubisie niż czyta, ale nawet niż mówi. Około dwunastego miesiąca życia zaczyna się w mózgu mielinizacja komórek nerwowych -- Teletubisie wiodą dziecko w świat telewizji już od chwili, gdy przestaje być ono rozwrzeszczanym połciem mięsa, a zaczyna przypominać coś na kształt człowieka. Kadr i kompozycja: ujęcia z horyzontem na jednej trzeciej przedstawiające najczęściej centralnie pokazane postacie. Czasem zbliżenie n...