Posty

Wyświetlanie postów z styczeń, 2009

Bez teorii proszę!

Obraz
... czyli humaniści kąpią się w boskim świetle, a wszystko jest oczywiste Łaknienie Wiedzy Czystej o tym, jak jest naprawdę, albo staje się trendem i kondycją ostatnich czasów, albo to tylko w moim wypadku taki motyw pojawia się uporczywie coraz częściej w rozmowach w nieoczekiwanych sytuacjach jak trup wyskakujący z szafy, kiedy wszyscy sądzą, że już dawno po kremacji. Co gorsza, łaknienie to obudziło się w ludziach, którzy przeszli (przechodzą) rygorystyczną szkołę odchwaszczania głowy – studia humanistyczne. Skąd to się bierze? Czy to tylko stan przejściowy, coś jakby moda na radykalno-praktyczno-techniczne poglądy? I tak B., etnolog, planuje badać harcerzy na obozie. Z góry deklaruje, że ma to być „czysta” monografia, bez żadnej teorii. W jego głosie pobrzmiewa nuta buntu. Chyba chodzi też trochę o obronę (deklaracja bezwarunkowej, programowej wolności od teorii) przez wyprzedzenie ataku (którym byłyby pytania o nazwiska czy literaturę). „No ale jak będą wyglądać twoje badania?” „P...

Funkcje śmieci

Obraz
... czyli o krążeniu po targu z chłamem wciąż trochę po omacku DOPISEK Z 17 MAJA: Świetna recenzja albumu Andrzeja Kramarza, o którym będzie mowa, znajduje się na stronie Barbarzyńcy i napisała ją sama Weronika Chodacz. Jeden z doktorów w Instytucie Etnologii, relacjonując bazarowe życie biedoty w pewnym ukraińskim mieście, między inne opisy nędzy wtrącił taką obserwację: „Szmaciarze sprzedają sobie wzajemnie swoje szmaty”. Wtedy widziałem w tym zdaniu tylko zaskakującą otwartość, przebłysk dosadności u przeważnie stonowanego i wycofanego w teorię antropologiczną badacza. Skupiłem się bowiem na uderzających kolokwialnych słówkach „szmaciarze” i „szmaty”. Będąc niedawno pod Halą Targową zrozumiałem odkrywczą moc tej obserwacji – zauważyłem „sprzedają sobie wzajemnie”. O czym będzie tu mowa? Reprezentując „Barbarzyńcę” , stawiłem się na spotkaniu dyskusyjnym o albumie Andrzeja Kramarza Rzeczy . W skrócie: projekt, efektownie wydany przez MEK, polegał na sfotografowaniu niemal 70 stoisk,...

Kompromitacja szantażystów

Obraz
... czyli skandale postclintonowskie Powtórzyłem sobie ostatnio parę książek Chandlera. Oczywiście Chandlera wielbimy nie za wątki fabularne, tylko odzywki Philipa Marlowe'a, zwłaszcza obecnie, gdy cięty język i nonszalanckie traktowanie kobiet wciąz są twardą walutą, natomiast detektywistyczne historie z lat 50., przynajmniej niektóre, jakby straciły impet i moc przekonywania. Wiadomo, że trup jest punktem wyjścia, dekoracją lub okolicznością, natomiast liczy się motyw. I tak, w prawie wszystkich książkach Chandlera występuje szantażysta. Może być głównym mącicielem ( Playback ) albo występować w tle jako atrakcja lub zmyłka wewnątrz konstelacji postaci ( Wysokie okno ). Nieodmiennie jest obleśnym, lepkim, cynicznym typkiem, usiłującym najczęściej nie tylko się dorobić pieniędzy w zamian za milczenie, lecz też położyć ohydne łapy na ciele głównej bohaterki. To dokładne przeciwieństwo Marlowe'a – pozbawiony finezji prostacki cwaniak w odmianie wieśniaczy kark lub pokurczony szc...