Posty

Wyświetlam posty z etykietą popkultura

Postlapidarium 3

Obraz
Na Facebooku w Edycji profilu jest sekcja Informacje podstawowe . Tam rubryczka Relationship status z wieloma opcjami do wyboru, wskazującymi, że Facebook, w przeciwieństwie do peerelowskiego dowodu osobistego, to otwarte, rozumiejące, światowe środowisko, które nie wyklucza różnych preferencji czy sytuacji życiowych. Jakie są tam opcje? 1) "Wolny/a", wiadomo. Obnoszenie się z wolnym stanem to sól Internetu społecznościowego i jego hunterskiego nachylenia. 2) "Zaręczony/a" - to ukłon w stronę drobnomieszczaństwa i wsi. 3) "Żonaty/a", też często się zdarza, podatki, dzieci itd. 4) "W wolnym związku" - nowoczensy światowy tłumek to naturalny przyjaciel Facebooka. 5) "To skomplikowane" - oczywiście, miejska młodzież tak ma. 6) "Wdowa/wdowiec", wyrazy współczucia. Przy wszystkich opcjach wyskakuje ramka do wpisania osoby, której dotyczy Relationship status  (poza pierwszą i ostatnią, gdzie nie ma żadnej ramki). Ale dla...

Młodzież wszystko już przeżyła

Obraz
... czyli starzy maleńcy i mali starcy w kinie Każdy, kto ogląda czasem filmy z lat 70., musiał to na pewno zauważyć. W tamtych czasach na ekranie rzadko pokazywano aktorów poniżej czterdziestki. Kiedy jakiś występował, to jako młodociany przestępca (pamiętam, jak nagle zobaczyłem Marka Hamilla sprzed Gwiezdnych Wojen w serialu Ulice San Francisco - sprzedawał gandzię na rogu w hipisowskich spodniach i ścigał go trochę jednak starszy Michael Douglas) albo jako chłopak na posyłki, parkingowy itp. Nawet studentów grali trzydziestoparolatkowie udający dwudziestoparolatków. Jeszcze w latach 90. w serialu BH 90210 trzeba było wysoko zawiesić niewiarę. W hitowym filmie Network (1976) Faye Dunaway ma 35 lat, a gra przebojową, agresywną bizneswoman, która właśnie zaczyna poważną przygodę ze światem kariery i jest określana jako młoda. To samo dotyczy kina komercyjnego, Charlton Heston ma w Zielonej pożywce (1973) 49 lat, a w Planecie małp (1968), jako młody rzutki szef wyprawy na obcą plane...

Postlapidarium 2

Obraz
Kiedyś skradziono mi rower. Kilka migawek z Policji. Na komisariacie przy Szerokiej pani w okienku pyta: "Czy tam, skąd go skradziono, są jakieś kamery?" Policyjna intuicja. Dosłownie o kilka sekund uprzedziła moje jednakowo brzmiące pytanie. Na komisariacie przy Rynku długie zeznania. Wreszcie idzie w ruch drukarka. Produkuje wyblakły arkusz. Niektóre litery da się rozpoznać, zwłaszcza duże. Policjant patrzy krytycznie pod światło, ocenia. "Cóż, skończył się atrament. Ale... chyba... da się przeczytać. Tak już musi być". Na komisariacie przy Lubiczu jakieś rowery (odzyskane, zabezpieczone?) stoją na korytarzu przypięte łańcuchem do kaloryfera. Na stoliku w poczekalni zostawiam szalik i rękawiczki. Policjant prosi mnie do gabinetu, spogląda na stolik. "Te rzeczy są pana? Lepiej niech pan je stąd weźmie, żeby nikt nie ukradł". No przecież. ||| Szukając nowego roweru, wszedłem na stronę dla zachodnich importerów grupującą chińskich producentów. Kli...

O fantastyce skarlałej

[1] Ten tekst umieściłem kilka dni temu na portalu Intergalactic Radio Station . Współtworzę go i zapraszam do poczytania wielu ciekawych materiałów nie tylko o RPG i SF. [2] Uprzedzam, że artykuł ten zawiera informacje o treści i zakończeniu filmów Raport mniejszości , Equilibrium i Gattaca , choć zapewniam, że zakończenia te są z góry przewidywalne. iteracja zero Fantastyka to gatunek, który tylko z pozoru lubuje się w stawianiu trudnych pytań, wybiega w przyszłość, rozważa śmiałe projekty i pokazuje nieznane przyszłe światy. Mam tu rzecz jasna na myśli amerykańską fantastykę filmową, która stanowi pewnie 90% współcześnie konsumowanej fantastyki na świecie. A fantastyka umasowiona milionowymi budżetami siłą rzeczy musi obniżać poprzeczkę. Z drugiej strony fantastyka jest gatunkiem popularnym z definicji i nie ma sensu zrzędzić nad jej pauperyzacją, bo masowość to jej stan naturalny, a raczej warto chwalić kierunek odwrotny, ku gustom bardziej wymagającym, który tu i ówdzie obiera...

The Syntetic: króluj, błaźnie!

Obraz
... czyli co można wyssać z The Syntetika [Jeśli nie masz pojęcia, kim jest The Syntetic, przed przeczytaniem tego posta posłuchaj go. Oto dwa przykładowe kawałki: tutaj i tutaj .] Parę dni temu poszedłem na koncert The Syntetika. W skrócie: jest to człowiek, który na tle muzyki z lat 80. recytuje niedorzeczne, choć utrzymane w określonej konwencji teksty atonalnym głosem. Jego kasetowe nagrania robione na dwóch Grundigach wyciekły do Internetu w 2000 r. i spowodowały mały kampowy kult. Niedawno „piosenkarz” zaczął koncertować, wszedł we współpracę z DJ-em, doczekał się strony internetowej i wydaje płytę, już nie na taśmie, z okładką wykonaną długopisem, ale na profesjonalnym CD. (Chociaż projekt okładki i tak pewnie będzie długopisem, lecz tym razem powielą go na offsecie). Chciałbym uciec przed pytaniem, które przy Syntetiku od razu się nasuwa: czy ten człowiek robi sobie jaja (świadomie i z pełnym wyczuciem popkulturowych trendów), czy jest niczego nierozumiejącą ofiarą jakiegoś p...

Jak etnolog laptop kupował

Obraz
... czyli antytechnokratyczny bunt rodzin splendor okazałość, świetność, wspaniałość, blask, przepych. Etym. - łac. 'jw.' od splendere 'błyszczeć'. [słownik Kopalińskiego] Kupowanie laptopa dla tak protestancko zorientowanego konsumenta jak ja nie jest wcale prostą sprawą. Gdy się jest kutwą i skąpcem, zaczyna się drobiazgowa analiza danych z pomocą Google'a, Ceneo.pl, Skapiec.pl itd. i kursowanie po marketach w celu zestawienia wirtualnych opisów z tak zwaną rzeczywistością. Nie po to, by sprzęt kupić rzecz jasna, tylko żeby go zobaczyć, a potem dać zarobić małym sklepikom internetowym, które Amerykanie umieszczają w klasie przedsiębiorczości typu "dot com". Wejść do sklepu, zapłacić, wziąć pudełko z towarem... dziwaczne, nie? Być może wiecie, że od pewnego czasu wszystkie laptopy mają monitory (w żargonie "matryce" – w sumie niczym się nie różniące od stacjonarnego monitora LCD, ale słówko znać i używać należy), które wyglądają, jakby nałożo...

Single, geje, romantycy

Obraz
... czyli czego nie ma w TV, chociaż każdy myśli, że jest Gdy łaziłem kiedyś po Krakowie, rzucił mi się w oczy billboard reklamujący portal Single.pl. Patrzyłem, patrzyłem i nagle poczułem ostry dysonans między obrazem a słowem. Gdy myślę o singlach, do głowy przychodzą mi drogie kosmetyki, nocne kluby, motocykle, rozpięte koszule, kusicielsko-gustowne wdzianka młodych businesswomen, aromat płynów po goleniu seksownych kreatywnych, muzyka house, bajzel w domu, genderowe książki na półkach i trwające trzy dni związki. Na billboardzie natomiast zobaczyłem migdalącą się do siebie obciachową parkę w otoczonym kwiatkami wielkim różowym sercu. Wszedłem na tę stronkę i przeczytałem: "Szukanie partnera pośród 5 milionów singli", "Znajdź wymarzonego partnera". Często pada słowo "flirt", ale mnóstwo zarejestrowanych osób, sądząc po profilach, ma raczej konserwatywne podejście do szybkiego seksu czy ostrego imprezowania i raczej nie tego zdaje się szukać. (Chociaż ni...

Anime i podskoki bohaterów

Obraz
Kiedy mowa o konwencji anime, przeważnie na myśl przychodzą wielkie oczy i małe usteczka długonogich panienek. Wiadomo jednak, że anime to nie tylko sposób przedstawiania, ale też rodzaj przekazu zawierający w sobie liczne gatunki, z których każdy jest głęboko skonwencjonalizowany pod względem obecności określonych elementów czy modułów fabularno-przedstawieniowych. Jest pewien motyw, który pojawia się w japońskich animkach tak regularnie, że po przyjęciu dawki paru godzin emisji widz przestaje zwracać na niego uwagę, jakby był naturalnym i logicznym elementem fabuły, tłem, warunkiem sine qua non . Otóż w większości filmów istotne postacie co pewien czas zajmują miejsce na jakimś stromym wyniesieniu - filarze, iglicy, gzymsie, urwisku, wieżowcu, kalenicy - z którego na stojąco lub w przykucu obserwują wydarzenia. Mogą to być bohaterowie pozytywni lub negatywni, ludzie lub istoty magiczne. Rozwinięciem i konsekwencją tego motywu jest walka w powietrzu - starcia postaci, które odbijają ...