Międzynarodówka tybetańska pod flagą amerykańską
... czyli o sztuce zglobalizowanego protestu J.M. Coetzee pisze: Ciekawe, że właśnie na obecnym etapie historii, gdy neoliberalizm obwieszcza, jakoby (skoro politykę podporządkowano wreszcie ekonomii) dawny podział na lewicę i prawicę już się zdezaktualizował, na całym świecie ludzie, którzy dotychczas uważali się za „umiarkowanych” (czyli przeciwnych ekscesom zarówno lewicy, jak i prawicy), stwierdzają, że w epoce prawicowego triumfalizmu lewicowe idee są zbyt cenne, aby można było się ich wyrzec. [ Zapiski ze złego roku , Znak 2008] Fajnie powiedziane. Jednak człowiek ma zagwozdkę, kiedy czyta takie słowa. Jaką - zilustruję przykładem chińsko-tybetańskim z olimpiadą w tle. Olimpiada sportowa jest wydarzeniem publicznym, w którym nie uczestniczą zawodowi sportowcy, krzewi kulturę fizyczną i wspólne działanie dla powszechnego dobra ponad podziałami, tak więc jest lewicowa. Jednak kraje wysyłają tam reprezentacje narodowe, walczą więc przeciw sobie narody, stęchłe rupiecie dziewiętnasto...