PRL w Almie
... czyli emocje w puszkach Z pozoru Alma to zwykły market samoobsługowy dla klasy średniej, w którym wszystko jest nowoczesne, trochę droższe i można dostać zestaw do sushi. Ale to nie jest zwykły sklep. Przyjrzyjcie się uważnie: to wehikuł czasu. I wbrew pozorom nie podróżujemy nim ku przyszłości polskiego handlu - on nas przenosi ćwierć wieku wstecz. Lejtmotywem obecnym w rozmowach pokolenia rodziców jest westchnienie o przemianach dostępności dóbr. "Kiedyś dzieci bawiły się papierową łódeczką w kałuży, a klocki Lego w Peweksie kosztowały cztery pensje. A teraz wszystko jest". Pamiętający braki PRL-u człowiek wpada w nadmiary kapitalizmu. Dziewczynka z zapałkami też pewnie nie bardzo by się umiała odnaleźć, gdyby faktycznie wpuszczono ją na jedno z przyjęć, które widziała tylko przez szybę. Ale zostawmy pokolenie rodziców, które wolało widzieć na pół pustą szklankę, natomiast pokolenie dzieci, jak to dzieci, częściej widziało ją w połowie pełną. W krainie butów relaks i le...