Kompromitacja szantażystów
... czyli skandale postclintonowskie Powtórzyłem sobie ostatnio parę książek Chandlera. Oczywiście Chandlera wielbimy nie za wątki fabularne, tylko odzywki Philipa Marlowe'a, zwłaszcza obecnie, gdy cięty język i nonszalanckie traktowanie kobiet wciąz są twardą walutą, natomiast detektywistyczne historie z lat 50., przynajmniej niektóre, jakby straciły impet i moc przekonywania. Wiadomo, że trup jest punktem wyjścia, dekoracją lub okolicznością, natomiast liczy się motyw. I tak, w prawie wszystkich książkach Chandlera występuje szantażysta. Może być głównym mącicielem ( Playback ) albo występować w tle jako atrakcja lub zmyłka wewnątrz konstelacji postaci ( Wysokie okno ). Nieodmiennie jest obleśnym, lepkim, cynicznym typkiem, usiłującym najczęściej nie tylko się dorobić pieniędzy w zamian za milczenie, lecz też położyć ohydne łapy na ciele głównej bohaterki. To dokładne przeciwieństwo Marlowe'a – pozbawiony finezji prostacki cwaniak w odmianie wieśniaczy kark lub pokurczony szc...