Komunikaty brody
Tekst ten miał towarzyszyć cyklowi fotografii o temacie "broda" i znaleźć się w albumie, lecz ponieważ do projektu nie doszło, zachęcam do przeczytania tu. Załączone zdjęcia nie są częścią tego cyklu, wziąłem je z sxc.hu po prostu po to, by cieszyły oko. Dziękuję Mariuszowi Nierodzie za owocną rozmowę.
Broda bywa jednak również komunikatem o przeciwnym znaczeniu – okazuje poparcie dla grupy i wspólnie wyznawanej idei. W sporej części Bliskiego Wschodu zapuszczenie wąsów lub brody – przeważnie jednak w pewnym stopniu okiełznanej – oznacza męską dojrzałość i przyjęcie na siebie odpowiedzialności wynikającej z życia w rodzinie, klanie. (Wiedz zatem, że jeśli pracodawca czy znajomi krzywo patrzą na twoją brodę, są takie miejsca na Ziemi, gdzie będziesz z nią ciepło przyjęty. Jeśli jednak przeprowadzka jest ci nie w smak, zawsze możesz skorzystać z pomocy Frontu Wyzwolenia Brody, brytyjskiej organizacji mającej na celu ochronę przed dyskryminacją osób z brodą). Niekiedy brody nosi się wręcz z nakazu obyczaju – jak to się dzieje w wypadku muzułmańskich duchownych, polityków czy urzędników – bądź reguł prawa, obowiązującego na przykład w korpusach irańskich Strażników Rewolucji albo w całym Teheranie za czasów Ahmadineżada w roli burmistrza, który wydał urzędowy nakaz zapuszczania bród jako komunikat przywiązania ludu do wartości szyickich.
Przypomina mi to o kolejnej obserwacji z lotniska. Niedawno
przyglądałem się trzem włoskim surferom, którzy wybierali się popływać w
morzach północnej Afryki. Każdym gestem komunikowali swój luz, swobodę i
nonkonformizm. Ich wygląd wystylizowany był na dzikich facetów, grizzly menów,
jak gdyby więcej czasu spędzali przy pile spalinowej albo w psim zaprzęgu niż w mediolańskim
biurze. Ważnym elementem ich image’u były długie kręcone włosy, gęste wąsy i
brody. A jednak coś zgrzytało w tym wizerunku drwala. Włosi mieli skórzane
kurtki, ale modne i nowe; dżinsy co prawda przetarte, ale fabrycznie; zegarki –
z najnowszej kolekcji; czyściutke sznurówki w caterpillarach rozwiązane nie
przez niedbałość, lecz z wyrachowaniem; włosy – lśniące od kosmetyków i
starannie ułożone na nieład; i wreszcie brody: przytrymowane, ulizane,
wygładzone, kojarzące się raczej z dyrektorem działu marketingu niż z traperem z
Missouri.
Tak oto przejawiają się nasze dzisiejsze ostrożne transakcje
i negocjacje między światem tradycyjnych symboli a praktyką życia w nowoczesnym
świecie. Pragniemy zjeść kulturowe ciastko i zarazem wciąż je mieć. Chcemy
korzystać z zalet brody. Wskazywali je mężczyźni sportretowani w albumie:
to komunikat o męskości i mocy seksualnej (Dionizos, Zeus i Pan są brodaci!).
Chcemy też jednak uniknąć historycznego obciążenia zarostu – skojarzeń z niemodnymi
ideologiami, wiejskością, ubóstwem, radykalizmem. „Jestem męski i dziki” – mówi
broda, „jestem kulturalny i bogaty” – dopowiada jej czysto-schludny kontekst, w
którym nie ma miejsca na brud i znój fizycznego wysiłku innego niż pluskanie
się w falach Atlantyku. Trymowanie i układanie obniża ryzyko – ryzyko
posądzenia o faktyczną wizjonerską dzikość serca i umysłu, która przecież bywa
niebezpieczna w naszym ułożonym świecie i nie zawsze stanowi pożądany kapitał,
którym chcemy się chwalić. Nauka z tego taka: jeśli chcesz być po nowoczesnemu
„kreatywny”, nie stając się jednocześnie niebezpiecznym rewolucjonistą, zapuść
brodę – i starannie ją pielęgnuj.
Jakiś czas temu mój znajomy wybrał się do Egiptu. Na granicy
wzbudził podejrzenia pograniczników. Dokładnie przeszukano jego bagaż i zabrano
go na przesłuchanie. Czy ma coś wspólnego z Al Kaidą? Jeśli nie, jak twierdzi,
to dlaczego nosi taką brodę? Mój znajomy był bezradny. Broda jak broda, co tu
odpowiedzieć? Wreszcie okazało się, że chodzi o brodę długą, specyficznie
„zapuszczoną”, a w dodatku noszoną bez wąsów. Dla polskiego turysty była to po
prostu kwestia mody. Dla pogranicznika z Egiptu całkowicie jasny przekaz: „Jestem
islamskim ekstremistą”.
Przypadek mojego kolegi jasno dowodzi, że zarost na twarzy
jest komunikatem, i to w dodatku takim, który w różnych kontekstach i kulturach
nabiera różnych znaczeń. Rządzą nim reguły zarostowego języka. Inny znajomy
zapuścił (czy raczej wciąż bez końca zapuszcza) dziki, krzaczasty zarost bez
żadnej formy – „żyjący własnym życiem”, jak powiada – gdyż jako lewicowiec i
anarchista odwołuje się w ten sposób do postaci Kropotkina, Bakunina i Marksa.
(Jest od nich nawet bardziej ekstremalny, bo ma także dready!). Bujna broda
sygnalizuje tu więc niechęć wobec systemowych rozwiązań i utartych ścieżek. Być
może nie mielibyśmy teorii ewolucji, gdyby nie przypominała Darwinowi przy
każdym spojrzeniu w lustro, że powinien myśleć śmielej niż jego koledzy z
akademii. Kto wie, czy poznalibyśmy losy Anny Kareniny, gdyby wielki nonkonformista
Tołstoj nie miał czego gładzić, szukając właściwych fraz. Oczywiście wszyscy dziewiętnastowieczni
wizjonerzy, których wymieniłem, ubrani są na zdjęciach w garnitury i upozowani
na poważnych dżentelmenów, gdyż komunikatem jest nie tylko broda, ale także
ubiór, mimika etc. Mimo to, patrząc na czarno-białe odbitki, odnosi się
przemożne wrażenie, że choć ludzie ci pozostawali w karbach dyscypliny
intelektualnej, dzikość ich zarostu na pewno szokowała osoby ze środowisk, w
jakich żyli.
Broda bywa jednak również komunikatem o przeciwnym znaczeniu – okazuje poparcie dla grupy i wspólnie wyznawanej idei. W sporej części Bliskiego Wschodu zapuszczenie wąsów lub brody – przeważnie jednak w pewnym stopniu okiełznanej – oznacza męską dojrzałość i przyjęcie na siebie odpowiedzialności wynikającej z życia w rodzinie, klanie. (Wiedz zatem, że jeśli pracodawca czy znajomi krzywo patrzą na twoją brodę, są takie miejsca na Ziemi, gdzie będziesz z nią ciepło przyjęty. Jeśli jednak przeprowadzka jest ci nie w smak, zawsze możesz skorzystać z pomocy Frontu Wyzwolenia Brody, brytyjskiej organizacji mającej na celu ochronę przed dyskryminacją osób z brodą). Niekiedy brody nosi się wręcz z nakazu obyczaju – jak to się dzieje w wypadku muzułmańskich duchownych, polityków czy urzędników – bądź reguł prawa, obowiązującego na przykład w korpusach irańskich Strażników Rewolucji albo w całym Teheranie za czasów Ahmadineżada w roli burmistrza, który wydał urzędowy nakaz zapuszczania bród jako komunikat przywiązania ludu do wartości szyickich.
Bo broda to nie tylko rewolucja, to przecież także tradycja
– pokażcie mi proroka bez brody! Wzorując się na religijnych mędrcach, zapuszczają
ją żydowscy kapłani i prawosławni popi. Lecz prorok to nie tylko „człowiek
systemu” i obrońca wiary, to także wizjoner, odnowiciel, nierzadko wręcz
obrazoburca, a więc człowiek stojący na pograniczu między starym i nowym,
między jedną a drugą opowieścią o tym, jak wyjaśniać świat. Broda znakomicie
nadaje się na jego atrybut – jest czymś dwoistym, mocno zakorzenionym w ciele,
a jednocześnie wystającym na zewnątrz. To nieodłączna część człowieka, ale chaotyczna,
jakby „roślinna” i „zwierzęca” zarazem, wyraźnie różniąca się od części ciała.
Zarost na twarzy otacza usta, najważniejszy organ proroka będący bramą do boskiego
objawienia. Kto wie, dokąd sięgają korzenie brody, może do wnętrza głowy lub
natchnionego przez bogów serca? Inne typy religijnych wizjonerów czy postaci z pogranicza między światem doczesnym i duchowym również kojarzą się z brodą:
jurodiwy, derwisz, dziad proszalny, wróż, szaman. Ten ostatni przywdziewa się
też w emblematy zwierzęce – ptasie pióra, futra, pazury – na znak stanu
nieustannego pobytu pomiędzy tym, co znane, i tym, co zaświatowe, dzikie. Dziki
człowiek, bestia, zwierzak musi mieć brodę i nie ma mowy o ustępstwach na rzecz
społecznego gorsetu (garnituru), jaki dobrowolnie zakładali Tołstoj czy Whitman.
Przypomina mi to o kolejnej obserwacji z lotniska. Niedawno
przyglądałem się trzem włoskim surferom, którzy wybierali się popływać w
morzach północnej Afryki. Każdym gestem komunikowali swój luz, swobodę i
nonkonformizm. Ich wygląd wystylizowany był na dzikich facetów, grizzly menów,
jak gdyby więcej czasu spędzali przy pile spalinowej albo w psim zaprzęgu niż w mediolańskim
biurze. Ważnym elementem ich image’u były długie kręcone włosy, gęste wąsy i
brody. A jednak coś zgrzytało w tym wizerunku drwala. Włosi mieli skórzane
kurtki, ale modne i nowe; dżinsy co prawda przetarte, ale fabrycznie; zegarki –
z najnowszej kolekcji; czyściutke sznurówki w caterpillarach rozwiązane nie
przez niedbałość, lecz z wyrachowaniem; włosy – lśniące od kosmetyków i
starannie ułożone na nieład; i wreszcie brody: przytrymowane, ulizane,
wygładzone, kojarzące się raczej z dyrektorem działu marketingu niż z traperem z
Missouri.
Tak oto przejawiają się nasze dzisiejsze ostrożne transakcje
i negocjacje między światem tradycyjnych symboli a praktyką życia w nowoczesnym
świecie. Pragniemy zjeść kulturowe ciastko i zarazem wciąż je mieć. Chcemy
korzystać z zalet brody. Wskazywali je mężczyźni sportretowani w albumie:
to komunikat o męskości i mocy seksualnej (Dionizos, Zeus i Pan są brodaci!).
Chcemy też jednak uniknąć historycznego obciążenia zarostu – skojarzeń z niemodnymi
ideologiami, wiejskością, ubóstwem, radykalizmem. „Jestem męski i dziki” – mówi
broda, „jestem kulturalny i bogaty” – dopowiada jej czysto-schludny kontekst, w
którym nie ma miejsca na brud i znój fizycznego wysiłku innego niż pluskanie
się w falach Atlantyku. Trymowanie i układanie obniża ryzyko – ryzyko
posądzenia o faktyczną wizjonerską dzikość serca i umysłu, która przecież bywa
niebezpieczna w naszym ułożonym świecie i nie zawsze stanowi pożądany kapitał,
którym chcemy się chwalić. Nauka z tego taka: jeśli chcesz być po nowoczesnemu
„kreatywny”, nie stając się jednocześnie niebezpiecznym rewolucjonistą, zapuść
brodę – i starannie ją pielęgnuj.
Niezależnie jednak od tego, czy mężczyzna ma na rękach
odciski od siekiery, czy od myszki, broda go wyróżnia. Jeśli jest coś, co łączy
wszystkie brody świata – a przynajmniej te z kręgu euroatlantyckiego – to jest
to sprawianie, że ich posiadacze wydają się wyjątkowi. Zarost coś komunikuje,
podczas gdy „łyse” twarze pozostają milczące i anonimowe. Brodacz raczej nie
zechce kroczyć równym krokiem w karnym szeregu, a jeśli nawet postanowi włączyć
się w masowy ruch, stanie na jego czele lub będzie głosem krytyki. A nawet
broda-gadżet, którą nosi się bezideowo, chwilowo czy w pogoni za modą, to już
coś w miejsce niczego, szept wobec ciszy.
Foto: sxc.hu
Foto: sxc.hu

Komentarze
Prześlij komentarz
Jeśli komentujesz jako użytkownik niezalogowany, bardzo proszę o podpis imieniem lub pseudonimem. Wybierz poniżej z rozwijanej listy opcję "Nazwa/adres URL" i podpisz się. Dziękuję!