Jak etnolog laptop kupował
... czyli antytechnokratyczny bunt rodzin
Kupowanie laptopa dla tak protestancko zorientowanego
konsumenta jak ja nie jest wcale prostą sprawą. Gdy się jest kutwą i skąpcem, zaczyna się drobiazgowa analiza danych z pomocą Google'a, Ceneo.pl, Skapiec.pl itd. i kursowanie po marketach w celu zestawienia wirtualnych opisów z tak zwaną rzeczywistością. Nie po to, by sprzęt kupić rzecz jasna, tylko żeby go zobaczyć, a potem dać zarobić małym sklepikom internetowym, które Amerykanie umieszczają w klasie przedsiębiorczości typu "dot com". Wejść do sklepu, zapłacić, wziąć pudełko z towarem... dziwaczne, nie?
Być może wiecie, że od pewnego czasu wszystkie laptopy mają monitory (w żargonie "matryce" – w sumie niczym się nie różniące od stacjonarnego monitora LCD, ale słówko znać i używać należy), które wyglądają, jakby nałożono na nie szybę. Kto na rok – dwa stracił laptopowy rynek z oczu, może się zdziwić tak jak ja. To, co było symbolem jakości, czyli płaska, ostra, matowa powierzchnia ekranu, jest obecnie szklaną płytą kojarzącą się raczej z płytą grzejną
kuchni elektrycznej niż komputerem. Od dziś ekran twojego laptopa – przepraszam, notebooka, bo to dawniej cenny komputer kładło się na podołku (lap) jak dziecię, dziś raczej spogląda się na jego walory użytkowe i jest notesem (notebook) – więc ekran ten teraz już świecić się może jak gładkie, wypucowane ajaksem powierzchnie kuchenne, klarownie odbijać świetlne igrce słońca i ciepłe energooszczędne oświetlenie rodzinnego domu. Co też czyni, niemal zupełnie uniemożliwiając pracę lub sprowadzając ją do zabawnych wygibasów, gdy użytkownik stara się uniknąć odbić światła i przepędzić słońce/lampę zza pleców. Dzisiejszy posiadacz notebooka to człowiek, który odwraca się tyłem do ciemności i słońce ma zawsze przed sobą, odwrotnie niż rewolwerowiec czy samuraj.
Spytacie, skąd ta refleksująca szyba na ekranie i po co wykonywać technologiczny krok wstecz. Umówmy się, nie chodzi przecież o pracę na laptopie, tylko o emocje i symbole, które się z nim wiążą. Bo z jednej strony laptopy mocno staniały, z drugiej elektronika doszła do poziomu, przy którym podnoszenie parametrów komputera ma sens jedynie w niektórych przypadkach: do nowych gier i pracy na fachowym oprogramowaniu. Tymczasem 95% użytkowników serfuje po sieci, słucha muzyki, ogląda filmy i okazjonalnie korzysta z Worda czy raczej PowerPointa, a do tych zadań procesor 1 GHz i 256 MB Ramu wystarczą w zupełności. Żyjemy więc w ciekawych czasach: coraz starsze i tańsze komputery zaspokajają większość potrzeb większości ludzi. Tak więc stworzenie mody na laptopy to duży sukces producentów: inwazja mas na gałąź jeszcze 3 – 4 lata temu dość specjalistyczną, biznesową i drogą pozwala na chwilę przełamać stagnację. W ten sposób tworzy się nowe potrzeby – resztę klienci sami sobie uzasadnią (bo laptop zajmuje mniej miejsca, bo go mogę zabrać do pociągu, bo nie jest aż taki drogi, bo jest cichy, bo lubię mojego laptopa). W dodatku, co ciekawe, wydaje się, że klasyczny laptop nie spełnia zbyt dobrze masowych oczekiwań: monitor ma za mały do oglądania filmów i dysk twardy nie za duży (a wszak masy to kumulatorzy filmów i muzyki), jest czarny albo szary i do tego kanciasty, a poza tym osobisty, dla jednej osoby, a nie "społecznościowy", a masy przecież potrzebują się gromadzić.
Spójrzmy więc, co się dzieje. Klasyczny ekran o proporcjach 4:3 zmienia się na 16:10, żeby można było wykorzystać większą powierzchnię do oglądania filmów kinowych. Dyski twarde rozbudowuje się kosztem innych podzespołów, np. kart graficznych i muzycznych, głośników czy płyt głównych. Pojawiają się wbudowane kamery do gromadnych sesji rozmów na żywo. Wkracza design kolorowy i nasycony świecącymi elementami ("Notebook Acer Aspire 5920 jest pierwszym modelem, zaprojektowanym zgodnie z przełomową koncepcją inspirowaną wyglądem kamieni szlachetnych" – inf. producenta). Rynek zostaje nasączony sygnałami, że sprzęt nadaje się dla rodziny. Laptop przestaje być nudnym zawodowym instrumentem pracy, kojarzonym z czymś osobistym, z poufnymi danymi, wykresami korporacyjnymi, którymi nie należy się dzielić, z jakąś nową wersją niedostępnej czarnej, skórzanej walizki ojca. Staje się familijną zabawką. ("Notebooki z tej serii opracowano tak, aby mogły pełnić funkcje centrum domowej rozrywki dla całej rodziny" – inf. prod.).
I tu pojawia się refleksyjna szyba. Wpisuje się w tę samą strukturę, z której korzystała średniowieczna zasada splendoru – czyli w pozytywne wartościowanie tego, co się błyszczy, świeci, złoci, odbija światło. Monitor błyszczący już nazwą deklasuje matowy. Słyszy się głosy, że dzięki zastosowaniu szyby kolory są "soczystsze" i "głębsze", jest lepszy "kontrast",
obraz jest "wyraźniejszy". To cytaty forumowiczów i sprzedawców – od żadnego nie usłyszałem zaś prawdziwej (i jedynej) zalety szyby, z której wynikają pozostałe opisywane efekty, czyli tego, że bardziej nasycona jest czerń i nic więcej, co stwierdzam autorytatywnie jako człowiek siedzący w fotografii i grafice (no bo co, gadać o jakiejś czerni klientowi?! że obraz będzie bardziej czarny?!!). Rodzina nie chce matu i jakiegoś realizmu tonacji barwnej, ona potrzebuje koloru, blasku, refleksów, odbić. W świecie laptopów trwa bowiem antytechnokratyczny bunt rodzin. Jeszcze ma szansę potrwać, bo dzisiejsze laptopy wciąż stoją na rozdrożu – są już kiczowate, ale jeszcze nie aż tak kolorowe i familijne, jak mogłyby być. Producenci, do dzieła!
Na zdjęciach: laptop NEC La Vie G Hello Kitty ("Jest nawet lalka Barbie z serii Hello Kitty, która nosi pas, naszyjnik i kurtkę z wizerunkiem sławnego bezustnego kota" - za PC & Laptop review); rodzina przy laptopie z Encyklopedii Britanniki; pokrowce na laptopy za Lapstyle.com.
splendor okazałość, świetność, wspaniałość, blask, przepych.
Etym. - łac. 'jw.' od splendere 'błyszczeć'.
[słownik Kopalińskiego]
Kupowanie laptopa dla tak protestancko zorientowanego

konsumenta jak ja nie jest wcale prostą sprawą. Gdy się jest kutwą i skąpcem, zaczyna się drobiazgowa analiza danych z pomocą Google'a, Ceneo.pl, Skapiec.pl itd. i kursowanie po marketach w celu zestawienia wirtualnych opisów z tak zwaną rzeczywistością. Nie po to, by sprzęt kupić rzecz jasna, tylko żeby go zobaczyć, a potem dać zarobić małym sklepikom internetowym, które Amerykanie umieszczają w klasie przedsiębiorczości typu "dot com". Wejść do sklepu, zapłacić, wziąć pudełko z towarem... dziwaczne, nie?
Być może wiecie, że od pewnego czasu wszystkie laptopy mają monitory (w żargonie "matryce" – w sumie niczym się nie różniące od stacjonarnego monitora LCD, ale słówko znać i używać należy), które wyglądają, jakby nałożono na nie szybę. Kto na rok – dwa stracił laptopowy rynek z oczu, może się zdziwić tak jak ja. To, co było symbolem jakości, czyli płaska, ostra, matowa powierzchnia ekranu, jest obecnie szklaną płytą kojarzącą się raczej z płytą grzejną
kuchni elektrycznej niż komputerem. Od dziś ekran twojego laptopa – przepraszam, notebooka, bo to dawniej cenny komputer kładło się na podołku (lap) jak dziecię, dziś raczej spogląda się na jego walory użytkowe i jest notesem (notebook) – więc ekran ten teraz już świecić się może jak gładkie, wypucowane ajaksem powierzchnie kuchenne, klarownie odbijać świetlne igrce słońca i ciepłe energooszczędne oświetlenie rodzinnego domu. Co też czyni, niemal zupełnie uniemożliwiając pracę lub sprowadzając ją do zabawnych wygibasów, gdy użytkownik stara się uniknąć odbić światła i przepędzić słońce/lampę zza pleców. Dzisiejszy posiadacz notebooka to człowiek, który odwraca się tyłem do ciemności i słońce ma zawsze przed sobą, odwrotnie niż rewolwerowiec czy samuraj.Spytacie, skąd ta refleksująca szyba na ekranie i po co wykonywać technologiczny krok wstecz. Umówmy się, nie chodzi przecież o pracę na laptopie, tylko o emocje i symbole, które się z nim wiążą. Bo z jednej strony laptopy mocno staniały, z drugiej elektronika doszła do poziomu, przy którym podnoszenie parametrów komputera ma sens jedynie w niektórych przypadkach: do nowych gier i pracy na fachowym oprogramowaniu. Tymczasem 95% użytkowników serfuje po sieci, słucha muzyki, ogląda filmy i okazjonalnie korzysta z Worda czy raczej PowerPointa, a do tych zadań procesor 1 GHz i 256 MB Ramu wystarczą w zupełności. Żyjemy więc w ciekawych czasach: coraz starsze i tańsze komputery zaspokajają większość potrzeb większości ludzi. Tak więc stworzenie mody na laptopy to duży sukces producentów: inwazja mas na gałąź jeszcze 3 – 4 lata temu dość specjalistyczną, biznesową i drogą pozwala na chwilę przełamać stagnację. W ten sposób tworzy się nowe potrzeby – resztę klienci sami sobie uzasadnią (bo laptop zajmuje mniej miejsca, bo go mogę zabrać do pociągu, bo nie jest aż taki drogi, bo jest cichy, bo lubię mojego laptopa). W dodatku, co ciekawe, wydaje się, że klasyczny laptop nie spełnia zbyt dobrze masowych oczekiwań: monitor ma za mały do oglądania filmów i dysk twardy nie za duży (a wszak masy to kumulatorzy filmów i muzyki), jest czarny albo szary i do tego kanciasty, a poza tym osobisty, dla jednej osoby, a nie "społecznościowy", a masy przecież potrzebują się gromadzić.
Spójrzmy więc, co się dzieje. Klasyczny ekran o proporcjach 4:3 zmienia się na 16:10, żeby można było wykorzystać większą powierzchnię do oglądania filmów kinowych. Dyski twarde rozbudowuje się kosztem innych podzespołów, np. kart graficznych i muzycznych, głośników czy płyt głównych. Pojawiają się wbudowane kamery do gromadnych sesji rozmów na żywo. Wkracza design kolorowy i nasycony świecącymi elementami ("Notebook Acer Aspire 5920 jest pierwszym modelem, zaprojektowanym zgodnie z przełomową koncepcją inspirowaną wyglądem kamieni szlachetnych" – inf. producenta). Rynek zostaje nasączony sygnałami, że sprzęt nadaje się dla rodziny. Laptop przestaje być nudnym zawodowym instrumentem pracy, kojarzonym z czymś osobistym, z poufnymi danymi, wykresami korporacyjnymi, którymi nie należy się dzielić, z jakąś nową wersją niedostępnej czarnej, skórzanej walizki ojca. Staje się familijną zabawką. ("Notebooki z tej serii opracowano tak, aby mogły pełnić funkcje centrum domowej rozrywki dla całej rodziny" – inf. prod.).
I tu pojawia się refleksyjna szyba. Wpisuje się w tę samą strukturę, z której korzystała średniowieczna zasada splendoru – czyli w pozytywne wartościowanie tego, co się błyszczy, świeci, złoci, odbija światło. Monitor błyszczący już nazwą deklasuje matowy. Słyszy się głosy, że dzięki zastosowaniu szyby kolory są "soczystsze" i "głębsze", jest lepszy "kontrast",
obraz jest "wyraźniejszy". To cytaty forumowiczów i sprzedawców – od żadnego nie usłyszałem zaś prawdziwej (i jedynej) zalety szyby, z której wynikają pozostałe opisywane efekty, czyli tego, że bardziej nasycona jest czerń i nic więcej, co stwierdzam autorytatywnie jako człowiek siedzący w fotografii i grafice (no bo co, gadać o jakiejś czerni klientowi?! że obraz będzie bardziej czarny?!!). Rodzina nie chce matu i jakiegoś realizmu tonacji barwnej, ona potrzebuje koloru, blasku, refleksów, odbić. W świecie laptopów trwa bowiem antytechnokratyczny bunt rodzin. Jeszcze ma szansę potrwać, bo dzisiejsze laptopy wciąż stoją na rozdrożu – są już kiczowate, ale jeszcze nie aż tak kolorowe i familijne, jak mogłyby być. Producenci, do dzieła!Na zdjęciach: laptop NEC La Vie G Hello Kitty ("Jest nawet lalka Barbie z serii Hello Kitty, która nosi pas, naszyjnik i kurtkę z wizerunkiem sławnego bezustnego kota" - za PC & Laptop review); rodzina przy laptopie z Encyklopedii Britanniki; pokrowce na laptopy za Lapstyle.com.
Na DH Jubilat zawieszono właśnie reklamę nowego kosmetyku Nivea. Szampon diamentowy blask. Przez węglo-czarne włosy wyszczerzonej (to miał być zdaje się uśmiech, a wyszło coś jakby ostentacyjna demonstracja białego i błyszczącego uzębienia z reklamy pasty do zębów) modelki przewiercają się stosy najtwardszych kamieni. Prowitaminy i inne „zdrowe i higieniczne rzeczy” odeszły już do lamusa. „Zabłyśnij blaskiem diamentów” mówi plakat. Czyż Nivea może kłamać? przecież „Piękno to blask” jak mówi druga część reklamowego sloganu.
OdpowiedzUsuńBardzo fajnie napisane. Pozdrawiam serdecznie !
OdpowiedzUsuń