Charles Manson i meteoryty
... czyli mit natychmiastowy
Większość ludzi kojarzy nazwisko Charlesa Mansona z parareligijną sektą i masowymi morderstwami.
Niektórym dodatkowo przypomina się nazwisko Sharon Tate i Romana Polańskiego. Manson stał się ikoną postmodernistycznego, miejskiego, bezrozumnego bestialstwa. Stanowi jedno z tych zjawisk, które się starły od ciągłego używania, jak Che Guevara, Elvis Presley i E=mc^2: jak powiedziałby dziennikarz - ikony popkultury, rzeczy tak znane, że czujemy się zwolnieni z obowiązku dowiadywania się o nich więcej. Kto wie, może taki research zakrawałby wręcz na chorą fascynację.
Fakty, które przedstawię, pochodzą z (angielskiej) Wikipedii. To historia Mansona w telegraficznym skrócie. Trafiłem na to wszystko przypadkiem, przełączając się od hasła do hasła. Jestem pewny, że was zaskoczę.
W mroźną wigilię roku 1968 Manson zebrał wokół ogniska swoich zwolenników (rodzinę, jak się określali), po większości dziewczyny, i wyłożył im po raz pierwszy swoje poglądy, które dopracował w ciągu następnych trzech miesięcy, przekształcając je w opowieść o przyszłych losach świata. Otóż w najbliższym czasie, twierdził Charles, biali rasiści zaczną walczyć z białymi nierasistami o kwestię traktowania czarnych. Wskutek różnych napięć, których wyrazem miało być np. niedawne morderstwo Martina L. Kinga, rozpęta się między nimi wielka wojna i w jej wyniku wszyscy biali wyginą. Na świecie pozostaną zatem masy czarnych pogrążające się stopniowo w chaosie – czarni nie potrafią bowiem organizować się i tworzyć ładu społecznego. Manson jest jednak przewidujący: wraz ze swoją grupą ucieknie zawczasu w niedostępną dzicz, na ranczo w kalifornijskiej Dolinie Śmierci. Po całym zamieszaniu z wielką wojną rodzina wyjdzie na powierzchnię. Jako ostatnia i jedyna grupa białych na świecie przejmie panowanie nad wszystkim, będąc w naturalny sposób zaaprobowana czy wręcz wybrana przez masy do władzy. (Marzenie Mansona o zamknięciu, izolacji, zapadnięciu w "bezdenną czeluść" [bottomless pit], do której nie dobiega zgiełk świata, wiele razy przejawia się w jego wypowiedziach więziennych (przed morderstwami i po nich), kiedy twierdzi, że chce wrócić do celi i nie jest w stanie konfrontować się ze światem).
Poza istniejącymi już napięciami wśród białych narracji Mansona potrzebny był dodatkowy element, który wyzwoli wielką rzeź. Miała się nim stać muzyka – płyta rockowa nagrana przez rodzinę.
Ruszyły więc przygotowania, niestety jednak płyta nie ukazała się – początkowo entuzjastycznie nastawiony do jej nagrania Terry Melcher, zabawny jegomość w białym garniturku, producent Beach Boysów, wycofał się w ostatniej chwili. Rock nie znika jednak z planów Mansona, przeciwnie, jest z nimi organicznie zespolony. Niedługo po nagraniu White Albumu przez Beatlesów Manson obwieszcza rodzinie, że brytyjscy muzycy, piosenka po piosence, zakodowali i przedstawili jego własny scenariusz, adresując płynący z płyty zaszyfrowany przekaz bezpośrednio do niego i rodziny. Dla niektórych melomanów The White Album to jedna z najważniejszych płyt w historii rocka. Dwudziestym trzecim kawałkiem jest niezwykły, szorstki i żywiołowy Helter Skelter, określany jako utwór protometalowy – w owym czasie najostrzejsza nuta w historii. I tak właśnie – helter skelter – nazywać się teraz będzie wielka ostateczna wojna, starcie białych z białymi i białych z czarnymi.
Znamy już mitologię Mansona. Uwierzywszy w nią, kilkoro członków rodziny pojechało do dawnego domu Terry'ego Melchera, by dokonać brutalnej i krwawej rzezi wszystkich, których tam napotkają. Melcher nie mieszkał już w tamtym miejscu – o czym Manson wiedział – i traf chciał, że dom przejęła po nim rodzina Romana Polańskiego, w dniu napadu nieobecnego. Jego ciężarna żona Sharon Tate, przyjaciel Wojciech Frykowski (jego wnuczką jest bigbrotherowa bezpruderyjna Frytka) i dwie inne osoby padły ofiarą rodziny Mansona. Myśl była taka: pojechać do bogatej dzielnicy, wymordować grupę białych, a dowody podrzucić w dzielnicy czarnych (i przy okazji do niemożliwości wystraszyć krnąbrnego producenta Melchera). Wówczas wybuchnie helter skelter.
Plan powiódł się częściowo: wspomniane wyżej i kolejne morderstwa zostały wykonane, ale jak wiemy, wielka wojna nie wybuchła i na świecie rządzą ciągle jakieś gadające głowy zamiast Charlesa Mansona. Po złapaniu szefa rodziny rozpoczął się najmedialniejszy z procesów sądowych, w czasie którego pozostający na wolności członkowie grupy koczowali i demonstrowali w budynkach sądów. Naśladując Mansona ("wykreśliłem się ze społeczeństwa", mówił), przyszli na jedną z rozpraw z iksami wymalowanymi na czole. Po serii wyroków skazujących rodzina się rozpadła.
*
Mitologia sekty Mansona przyciągnęła moją uwagę z paru powodów. Po pierwsze, zdumiało mnie, jak niewiele wiadomo Polakom o tamtych sprawach, mimo że kamp, gore i kontrkulturowo-industrialowo-splatterpunkowe zajawki, które mogłyby prowadzić zainteresowanych na trop Mansona, siedzą mocno w naszej kulturze od lat. Już samo to jest swoistym fenomenem – im bardziej wyeksponowany staje się jakiś temat, tym płyciej się go eksploruje, jakby jego historia i istota tkwiła w jednym zdaniu, dawała się streścić zdjęciem, wizerunkiem na t-shircie albo półminutowym spotem w wiadomościach; to wiedza powszechna, każdy ją ma – zwalnia z poszukiwań. Prowadzi do tworzenia znaków pustych, kreuje postaci, które wbiły się tak głęboko do wnętrza dyskursu popularnego, że niczym meteoryt spalający się w atmosferze, straciły wszystko poza jednym wizerunkiem, zdjęciem, melodią, logiem, sentencją.
Druga sprawa ma związek z mitologią sekty. Zwróćcie uwagę, że pomimo posiadania narracyjnej struktury właściwej dla opowieści religijnej (objawienie proroka, święty tekst, lud wybrany, rekluzja, czas "potopu", oczyszczenie, eschatologiczne odrodzenie i nastanie raju), nie zawiera w swojej warstwie obrazów i symboli żadnych elementów tradycyjnie kojarzonych z kościołami, czy to dawnymi, czy odłamowymi. (Manson ponoć cytował swym wyznawcom fragmenty rozdz. 9 Księgi Objawienia, ale członkowie rodziny twierdzą, że religia chrześcijańska nie odgrywała żadnej poważnej roli w ich życiu). Tymczasem do tej pory – o ile mi wiadomo – każda z niebezpiecznych i morderczych sekt posługiwała się pojęciami mającymi podkreślić jej związek z systemami dawnymi, transcendentnymi, niosącymi ezoteryczną tajemnicę, jak hinduizm, buddyzm, krisznyzm czy katolicyzm. Tak było w szwajcarskiej Świątyni Słońca albo sekcie Jonesa w Gujanie, oba przypadki zakończone masowymi morderstwami i samobójstwami. Tymczasem Manson wyprodukował mitologię w oparciu o płytę rockową. Spowodował, że ludzie zabijali, wierząc w przekaz zakodowany nie w księdze pradawnej czy choćby sprokurowanej na potrzeby kultu (vide mormoni), ale w piosenkach Beatlesów. Prawdą jest, że lider każdej sekty jest interpretatorem słowa bożego, który ma moc rozumienia i dekodowania mistycznych przekazów. Manson przesunął jednak mit z czasu przed czasem, z uniwersum snów, ze sfery pełnej przedwiecznych mocy, do realiów świata tu i teraz, muzyki z list przebojów, biblii wyśpiewanej w brytyjskim studiu nagrań. Stworzył mitologię natychmiastową. Religię-hamburgera.
A trzeci wniosek, a raczej pytanie retoryczne, brzmi: jeśli dwadzieścia pięć osób jest w stanie uwierzyć, że w popularnej piosence zaszyfrowano wiadomość, która nakazuje mordować w imię nadchodzącej wojny, to czy jest coś jeszcze, w co ludzie mogą nie uwierzyć?
Charles Manson odsiaduje dożywocie. Może ubiegać się o przedterminowe zwolnienie w 2012 roku. Będzie miał wtedy 78 lat.
Zdjęcie Mansona i okładka płyty Melchera za Wikipedią.
Poszła morduj Karolinka do Gogolina przeciwników, a Karliczek jedynej za nią słusznej jak za młodą wiary panią, z flaszeczką w Cthulhu wina.
Większość ludzi kojarzy nazwisko Charlesa Mansona z parareligijną sektą i masowymi morderstwami.

Niektórym dodatkowo przypomina się nazwisko Sharon Tate i Romana Polańskiego. Manson stał się ikoną postmodernistycznego, miejskiego, bezrozumnego bestialstwa. Stanowi jedno z tych zjawisk, które się starły od ciągłego używania, jak Che Guevara, Elvis Presley i E=mc^2: jak powiedziałby dziennikarz - ikony popkultury, rzeczy tak znane, że czujemy się zwolnieni z obowiązku dowiadywania się o nich więcej. Kto wie, może taki research zakrawałby wręcz na chorą fascynację.
Fakty, które przedstawię, pochodzą z (angielskiej) Wikipedii. To historia Mansona w telegraficznym skrócie. Trafiłem na to wszystko przypadkiem, przełączając się od hasła do hasła. Jestem pewny, że was zaskoczę.
W mroźną wigilię roku 1968 Manson zebrał wokół ogniska swoich zwolenników (rodzinę, jak się określali), po większości dziewczyny, i wyłożył im po raz pierwszy swoje poglądy, które dopracował w ciągu następnych trzech miesięcy, przekształcając je w opowieść o przyszłych losach świata. Otóż w najbliższym czasie, twierdził Charles, biali rasiści zaczną walczyć z białymi nierasistami o kwestię traktowania czarnych. Wskutek różnych napięć, których wyrazem miało być np. niedawne morderstwo Martina L. Kinga, rozpęta się między nimi wielka wojna i w jej wyniku wszyscy biali wyginą. Na świecie pozostaną zatem masy czarnych pogrążające się stopniowo w chaosie – czarni nie potrafią bowiem organizować się i tworzyć ładu społecznego. Manson jest jednak przewidujący: wraz ze swoją grupą ucieknie zawczasu w niedostępną dzicz, na ranczo w kalifornijskiej Dolinie Śmierci. Po całym zamieszaniu z wielką wojną rodzina wyjdzie na powierzchnię. Jako ostatnia i jedyna grupa białych na świecie przejmie panowanie nad wszystkim, będąc w naturalny sposób zaaprobowana czy wręcz wybrana przez masy do władzy. (Marzenie Mansona o zamknięciu, izolacji, zapadnięciu w "bezdenną czeluść" [bottomless pit], do której nie dobiega zgiełk świata, wiele razy przejawia się w jego wypowiedziach więziennych (przed morderstwami i po nich), kiedy twierdzi, że chce wrócić do celi i nie jest w stanie konfrontować się ze światem).
Poza istniejącymi już napięciami wśród białych narracji Mansona potrzebny był dodatkowy element, który wyzwoli wielką rzeź. Miała się nim stać muzyka – płyta rockowa nagrana przez rodzinę.
Ruszyły więc przygotowania, niestety jednak płyta nie ukazała się – początkowo entuzjastycznie nastawiony do jej nagrania Terry Melcher, zabawny jegomość w białym garniturku, producent Beach Boysów, wycofał się w ostatniej chwili. Rock nie znika jednak z planów Mansona, przeciwnie, jest z nimi organicznie zespolony. Niedługo po nagraniu White Albumu przez Beatlesów Manson obwieszcza rodzinie, że brytyjscy muzycy, piosenka po piosence, zakodowali i przedstawili jego własny scenariusz, adresując płynący z płyty zaszyfrowany przekaz bezpośrednio do niego i rodziny. Dla niektórych melomanów The White Album to jedna z najważniejszych płyt w historii rocka. Dwudziestym trzecim kawałkiem jest niezwykły, szorstki i żywiołowy Helter Skelter, określany jako utwór protometalowy – w owym czasie najostrzejsza nuta w historii. I tak właśnie – helter skelter – nazywać się teraz będzie wielka ostateczna wojna, starcie białych z białymi i białych z czarnymi.Znamy już mitologię Mansona. Uwierzywszy w nią, kilkoro członków rodziny pojechało do dawnego domu Terry'ego Melchera, by dokonać brutalnej i krwawej rzezi wszystkich, których tam napotkają. Melcher nie mieszkał już w tamtym miejscu – o czym Manson wiedział – i traf chciał, że dom przejęła po nim rodzina Romana Polańskiego, w dniu napadu nieobecnego. Jego ciężarna żona Sharon Tate, przyjaciel Wojciech Frykowski (jego wnuczką jest bigbrotherowa bezpruderyjna Frytka) i dwie inne osoby padły ofiarą rodziny Mansona. Myśl była taka: pojechać do bogatej dzielnicy, wymordować grupę białych, a dowody podrzucić w dzielnicy czarnych (i przy okazji do niemożliwości wystraszyć krnąbrnego producenta Melchera). Wówczas wybuchnie helter skelter.
Plan powiódł się częściowo: wspomniane wyżej i kolejne morderstwa zostały wykonane, ale jak wiemy, wielka wojna nie wybuchła i na świecie rządzą ciągle jakieś gadające głowy zamiast Charlesa Mansona. Po złapaniu szefa rodziny rozpoczął się najmedialniejszy z procesów sądowych, w czasie którego pozostający na wolności członkowie grupy koczowali i demonstrowali w budynkach sądów. Naśladując Mansona ("wykreśliłem się ze społeczeństwa", mówił), przyszli na jedną z rozpraw z iksami wymalowanymi na czole. Po serii wyroków skazujących rodzina się rozpadła.
*
Mitologia sekty Mansona przyciągnęła moją uwagę z paru powodów. Po pierwsze, zdumiało mnie, jak niewiele wiadomo Polakom o tamtych sprawach, mimo że kamp, gore i kontrkulturowo-industrialowo-splatterpunkowe zajawki, które mogłyby prowadzić zainteresowanych na trop Mansona, siedzą mocno w naszej kulturze od lat. Już samo to jest swoistym fenomenem – im bardziej wyeksponowany staje się jakiś temat, tym płyciej się go eksploruje, jakby jego historia i istota tkwiła w jednym zdaniu, dawała się streścić zdjęciem, wizerunkiem na t-shircie albo półminutowym spotem w wiadomościach; to wiedza powszechna, każdy ją ma – zwalnia z poszukiwań. Prowadzi do tworzenia znaków pustych, kreuje postaci, które wbiły się tak głęboko do wnętrza dyskursu popularnego, że niczym meteoryt spalający się w atmosferze, straciły wszystko poza jednym wizerunkiem, zdjęciem, melodią, logiem, sentencją.
Druga sprawa ma związek z mitologią sekty. Zwróćcie uwagę, że pomimo posiadania narracyjnej struktury właściwej dla opowieści religijnej (objawienie proroka, święty tekst, lud wybrany, rekluzja, czas "potopu", oczyszczenie, eschatologiczne odrodzenie i nastanie raju), nie zawiera w swojej warstwie obrazów i symboli żadnych elementów tradycyjnie kojarzonych z kościołami, czy to dawnymi, czy odłamowymi. (Manson ponoć cytował swym wyznawcom fragmenty rozdz. 9 Księgi Objawienia, ale członkowie rodziny twierdzą, że religia chrześcijańska nie odgrywała żadnej poważnej roli w ich życiu). Tymczasem do tej pory – o ile mi wiadomo – każda z niebezpiecznych i morderczych sekt posługiwała się pojęciami mającymi podkreślić jej związek z systemami dawnymi, transcendentnymi, niosącymi ezoteryczną tajemnicę, jak hinduizm, buddyzm, krisznyzm czy katolicyzm. Tak było w szwajcarskiej Świątyni Słońca albo sekcie Jonesa w Gujanie, oba przypadki zakończone masowymi morderstwami i samobójstwami. Tymczasem Manson wyprodukował mitologię w oparciu o płytę rockową. Spowodował, że ludzie zabijali, wierząc w przekaz zakodowany nie w księdze pradawnej czy choćby sprokurowanej na potrzeby kultu (vide mormoni), ale w piosenkach Beatlesów. Prawdą jest, że lider każdej sekty jest interpretatorem słowa bożego, który ma moc rozumienia i dekodowania mistycznych przekazów. Manson przesunął jednak mit z czasu przed czasem, z uniwersum snów, ze sfery pełnej przedwiecznych mocy, do realiów świata tu i teraz, muzyki z list przebojów, biblii wyśpiewanej w brytyjskim studiu nagrań. Stworzył mitologię natychmiastową. Religię-hamburgera.
A trzeci wniosek, a raczej pytanie retoryczne, brzmi: jeśli dwadzieścia pięć osób jest w stanie uwierzyć, że w popularnej piosence zaszyfrowano wiadomość, która nakazuje mordować w imię nadchodzącej wojny, to czy jest coś jeszcze, w co ludzie mogą nie uwierzyć?
Charles Manson odsiaduje dożywocie. Może ubiegać się o przedterminowe zwolnienie w 2012 roku. Będzie miał wtedy 78 lat.
Zdjęcie Mansona i okładka płyty Melchera za Wikipedią.
Poszła morduj Karolinka do Gogolina przeciwników, a Karliczek jedynej za nią słusznej jak za młodą wiary panią, z flaszeczką w Cthulhu wina.
Najbardziej mnie zastanawia, jak sekta chciała wciągnąć białych z innych części globu do światowej wojny. Raczej trudno byłoby im zwerbować wszystkich mieszkańców Norwegii, Islandii czy nawet Polski. A jeśli nawet by się im udało, to co planowali zrobić z rasą żółtą?
OdpowiedzUsuńile osób jest przekonanych, że axl rose nigdy nie zagra dla Żydów i Polaków ;)
OdpowiedzUsuńmógłby to wszystko być dowód, ze teksty rockowe sa już tak kultowe że mozna o nie opierać religie. Ale z drugiej strony za długo nie przetrwali, a i tak w najlepszych czasach było ich dwadzieścia kilka osób, więc to chyba jeszcze tak nie działa... A'propos ukrytych przekazów w piosenkach rzypomina mi się za to historia naszyjnika z Buddą - http://neurobot.art.pl/03/rants/miernik/miernik2.html . Doczytajcie dalej to sami zobaczycie jakich mądrych rzeczy można się dowiedzieć z tekstów pop...
OdpowiedzUsuń