30 sierpnia 2013

23%, czyli dwie i pół osoby (na dziesięć)

Wbrew tytułowi nie będzie o alkoholu.

Będzie o stylu dziennikarskim.

Bo dla dziennikarza 31% to nie 31%, to trzech Polaków z dziesięciu. Myślę, że pominięty jeden Polak na stu może się poczuć dyskryminowany. 31% to też czasem "nieco ponad" 30%, a zdarzało mi się czytać także, że 31% to "dokładnie" trzech Polaków na dziesięciu  pewnie jeden jest po prostu trochę grubszy od pozostałych.

W mediach jest tak, jakbyśmy wszyscy mieli w umyśle precyzyjne matryce wyobrażające dziesięciu i stu Polaków (ludzi, zwierząt, obiektów), do których  sztukując sytuację "niemalami", "prawiami" i "nieco ponadami"  trzeba dopasować wszystkie wyniki badań i statystyki. To dowód, że media opanowały ufoki, których mózgi tak właśnie działają. Albo Północni Koreańczycy, nawykli do ustawiania się w szeregach po dziesięcioro podczas porannych apeli z gimnastyką. Osobiście, widząc gromadę ludności w metrze, nie widzę w nich automatycznie dziesiątek i setek, tylko zbitą kupę ludzi. Kto ma tak samo, ręka w górę, wpisujcie miasta. Więc co właściwie widzę, gdy mam widzieć iluś ludzi z dziesięciu? Hm, może byłoby mi łatwiej i bardziej obrazowo, gdybym wyobraził sobie tych ludzi zapełniających stadion? (Swoją drogą, nigdy nie wiem, czy chodzi o miejsca na trybunach, czy ludzi ustawionych w rzędach na płycie boiska).

http://xkcd.com/1257
- Ma długość boiska. Biega szybko jak gepard.
- Waży tyle co płetwal błękitny.
- Możemy z nim negocjować?
- Nie. Ma inteligencję dwulatka.
Zanim udało się pokonać Potwora Często Stosowanych Porównań, zdołał on pożreć tylu ludzi, że można by wypełnić nimi stadion, i zdewastował obszar wielkości Rhode Island.

I co teraz: gdy mowa o 31%, "czyli 3 Polakach na 10", powinienem wyobrazić sobie dziesięć osób i troje z nich to ci właściwi? Ale gdy myślę o trzech osobach, to przestaję myśleć o proporcjach i relacjach. Trzy osoby ukonkretniają się w umyśle: widzę twarze znajomych, krewnych. Tamtych siedmioro pozostaje gdzieś w cieniu. Gubi się wymiar i posmak statystyki, która ma prezentować wielkie liczby, a nie twarze znajomych z grupy dziesięciu. Zdawało mi się, że po to właśnie wymyślono procenty  procent to już pewna metafora, to już obraz, a przy tym także odesłanie do rejestru prowadzenia rozmowy w klimacie pewnej matematyczno-demograficznej powagi, a nie spotkania z dwoma i pół znajomymi w kawiarni. Procent tak mocno wrósł w nasze sposoby wymiarowania świata, że nie potrzeba nakładać na niego protez i obrazków. To narzędzie, z którego na co dzień korzystamy. Damy sobie radę. Mózgi nam nie wybuchną. 31% to 31%, trochę mniej niż 33% i trochę więcej niż 29% (a nie dwóch Polaków i jeden bez stopy z dziesięciu).

Uwaga, w przerwie zenistyczna zagadka: 65% - sześciu czy siedmiu Polaków z dziesięciu?

Trzy czwarte żółwia.

To osobliwe, jak małą wiarę dziennikarze pokładają w ludzką wyobraźnię i jak bardzo infantylizują przekaz prostych liczbowych rzeczy, bowiem podstawianie obrazków ("wielkości boiska", "o masie dużego samochodu") jest właśnie demonstracją braku wiary. Mamy różne doświadczenia i, pewnie zdziwią się teraz dziennikarze, mało kto bywa na stadionie na tyle często, by mierzyć nim odległości (chyba że jest starożytnym Grekiem), mało kto też pozwala po sobie jeździć samochodem, by poczuć jego ciężar. Dziś stadion to jakieś 70x120 cm, czyli powierzchnia telewizora. Podejrzewam, że byłoby lepiej, gdyby każdy z nas samodzielnie decydował, czy uświadomi sobie odległość, przeliczając metry na stadiony, tory łucznicze, autobusy, rzuty beretem, penisy czy zasięg biegnącego bez głowy kurczaka. Zresztą wymyślono pewną porównawczą wielkość, którą można całkiem fajnie się posługiwać przy opowiadaniu o wymiarach świata. Powiem wam, dziennikarze, z moich doświadczeń wynika, że ludzie całkiem nieźle ją czują. Uwaga: to tyle, co dość szerokie rozwarcie ramion, czyli metr.

Foto: sxc.hu