7 czerwca 2012

Muszą być trupy, czyli krytyka anarchizmu dziś

Kiedyś projektowałem okładki polskich wydań płyt pewnego czeczeńskiego barda i przy okazji miały powstać także antywojenne oraz proczeczeńskie wlepki. Zleceniodawca zapodał hasło: "Kto nie umiera na ekranie, ten nie umiera wcale". Wymyśliłem, że użyję zdjęcia żołnierza, które znalazłem na necie (pracując dla anarchistów nie tylko można, ale i należy brać zdjęcia po prostu z netu bez oglądania się na prawa autorskie): żołnierz w hełmofonie siedzi na nim wychylony do połowy z włazu czołgu i z dziecinną miną bawi się dwoma pacynkami. Zdjęcie to wmontowałem w fotkę telewizora, tak jakby było wyświetlone na ekranie, i dodałem hasło. Zleceniodawca skonsultował się ze swoją jaczejką. Niedobre, zawyrokowano. Dlaczego? Na zdjęciu muszą być zwłoki, a nie różowe pacynki - zwłoki możliwie najbardziej zmasakrowane. Inaczej nikt nie zwróci uwagi. Ale przecież w tym jest nieoczywistość, mroczna ironia, to ma siłę, a przede wszystkim od zwłok "normalni" ludzie będą właśnie odwracać głowę. A to ich zaintryguje. Nie. Muszą być trupy. 

Kiedy regularnie przechodzę przez ul. Kościuszki na Salwatorze przy pętli, widzę nasprajowany na murku napis "Wolne konopie" i do tego link do anarchistycznej strony www. Zawsze na ten widok ogarniała mnie złość. Złość wynikająca z tego, że niezwykle ważny temat, jakim jest legalizacja marihuany, został zawłaszczony przez anarchistów. Rzekłbyś, nagłaśniali problem w czasach, gdy nikt tego nie robił? Błędna optyka. Swoimi działaniami pokazywali nasłuchującym rytmów kultury wyborcom, że marihuana to żaden problem - nieistotna, marginalna kwestia poruszana przez podejrzane, marginalne, radykalne ugrupowania zdegenerowanej młodzieży, która pragnie wywrócić ład społeczny i się przy tym naćpać. Negatywny efekt halo z brudnych ubrań, posznytowanych przedramion i retoryki konfrontacji przeniósł się na marihuanę, a także na większość innych spraw, o które "walczyli" anarchiści, dopóki ktoś poważniejszy o nie nie zawalczył, wprowadzając je do obiegu. Akurat w przypadku marihuany był to kapitalista Janusz Palikot (który sam postrzegany jest jako ekstremum polityczne, ale niezbyt głośno, bo to "ekstremum" gromadzi 12% wyborców). Wyjął on ziele z przegródki "patologia społeczna" i przeniósł w dziedzinę istotnych problemów do zajęcia się w sejmie. Dlatego ów napis na murze już mnie nie irytuje, a zaczyna napawać nadzieją.

Niedawno miała miejsce okupacja krakowskiego Rynku i pacyfikacja tej okupacji bladym świtem policjantami przez władze miasta. Chciałbym być wyraźnie zrozumiany: niezależnie od mojej krytyki działań anarchistycznych uważam, że rozpędzanie protestów tego typu i w taki sposób jest kompromitującym wyrazem krótkowzroczności, arogancji, alienacji od ludzi i ich problemów, niezrozumienia rytmów nowoczesnej demokracji oraz zwykłym łajdactwem i skurwysyństwem. To rzekłszy, jednocześnie mam wrażenie, że cała akcja okupacyjna, którą śledziłem w mediach i na stronie Fb - gdzie sami okupanci pisali swoje komunikaty - była nastawiona od początku na konfrontację. Tak jak po pewnych charakterystycznych sygnałach można wyniuchać piramidkę finansową ("za rok będziesz miał dwa domy i audi, tylko zaproś jak najwięcej znajomych") albo szarlatanerię medyczną ("medycyna Zachodu nie chce rzetelnie tego przebadać, a mojej ciotce pomogły kulki z cukru i mocz wielbłąda"), tak samo można wywęszyć akcję zaprogramowaną na kurs kolizyjny: żądania nie do spełnienia, czarno-biały, amatorski kontrastowy plakat z fontem Maszyna AEG i niecierpliwe oczekiwanie, aż coś się zacznie dziać, aż przyjadą psy i ktoś popełni najmniejsze wykroczenie przeciw prawu do zgromadzeń, czyli "demokracji" - muszą przecież być "trupy".

Nie chodzi bowiem o osiągnięcie celu, albo inaczej: cele nie są takie, jakby się zdawało, celem jest walka z Systemem, w czasie której zdobywa się kolejne odznaki hardkorowca (liczba spisań i zatrzymań na 24 h). To walka w duchu konserwatywnym, nieróżniąca się zasadniczo pod względem zasad i dynamiki od działań Radyja czy innych narodowopatriotycznych gówien: mamy rację, mamy ubranka, wrzeszczymy, że system to hitleryzm, a kiedy jeszcze mamy wrogów z pałami, nasze szczęście jest pełne. Okupanci na Fb i w prasie robią dosłownie wrażenie, że stale, od początku oczekiwali (nie mylić z "prowokowali") na interwencję policji (która, powtarzam, i tak była skurwysyńska. Zresztą prawda jest taka, że jeśli anarchiści mogą się do czegoś przydać, to właśnie do ubarwienia miasta swoją zabawną, widoczną i kontrkulturową obecnością, co przydaje miastu europrestiżu). Symetria agresji i wzajemnych pretensji może być tu pełna, bo anarchiści, grupa konserwatywna, mówią językiem władzy, tylko dodają "nie" na początku. Zachęty w rodzaju zaproszenia "wszystkich solidaryzujących się z postulatami lokatorów, aby przybywali na Rynek Główny i dołączali się do akcji", to tworzenie atrapy otwartości, bo nikt "z ulicy" nie dołączy się spontanicznie do gromady anarchistów z irokezami, obwieszonych napisami "Bandyci, zostawcie nasze rodziny".

Ale dość o okupacji, bo to sprawa przebrzmiała. Wyjąłem ją tylko jako niedawny przykład działań przeciwskutecznych: tworzenia wokół niezwykle ważnych problemów społecznych aury zagadnień radykalno-anarchistycznych, a więc takich, z którymi żaden zwykły zjadacz chleba nie chce mieć do czynienia. Zaczyna się te problemy postrzegać wówczas jako marginalne i podejrzane, a kiedy wpadną w tę koleinę, może być trudno przywrócić im istotną rangę (tak jak było z marihuaną). Tworzenie komunikatu, który dociera do świadomości zwykłego człowieka, nie może polegać na ciągłym napieraniu ku ekstremom i "trupom", o czym wie każdy student psychologii pierwszego roku. I właśnie to mam przeciw akcjom anarchistycznym: zamiast faktycznie zwracać uwagę na drogie mojemu sercu problemy, mają tendencję do oparszywiania ich; a im głośniej krzyczą, tym mocniej spychają te sprawy na margines. Nie chodzi o to, że anarchiści nie mają racji - najgorsze jest to, że oni właśnie mają rację! Mają ją i zawłaszczają pod retoryką agresji zbuntowanego szesnastolatka, który bardziej chce okazać swój protest niż zmienić stan rzeczy. To prawda, istnieją powszechne anarchistyczne akcje edukacyjne - organizowane na trawnikach pod squatem, albo lewicowe pikniki - na które przychodzi nastu znajomych pobawić się przy ska-punkowej kapeli. 

To miał być krótki wpis, więc szybko kończę: jedną z akcji, która zaczynała się w oparach anarchizmu, była Masa Krytyczna, ewoluująca obecnie w stronę Święta Cyklicznego. Pierwotne logo Masy Krytycznej: zaciśnięta pięść połączona z kształtem roweru. Hurra, odzyskamy zagrabioną przestrzeń miejską! Jednak jakimś sposobem (licencjat dla socjologa) z roku na rok anarchiczność Masy spadała i siłą (chyba?) zwykłych mieszkańców miasta różnych orientacji, płci, wieku i nastawienia, którzy coraz większą liczbą brali udział w zbiorowych przejazdach, impreza ta zaczęła przybierać coraz bardziej cywilizowaną formę. Skończyły się interwencje oddziałów prewencyjnych policji, zaczęły się pikniki. Być może w różnych miastach Masę i Święto organizują po części ci sami ludzie - i to jest bardzo zabawny paradoks, bo Święto faktycznie może coś zmienić, mimo (lub dlatego) że bierze w nim udział zwykła mainstreamowa publiczność. Mieszczanie spacyfikowali anarchię. Dietl pokonał Bakunina. I w ten sposób, dopiero po zdemontowaniu anarchistycznego krzykliwego sztafażu, można zacząć poważnie i skutecznie zajmować się problemami wartymi walki z nadzieją na zmianę, a nie konfrontację.

PS Interesująca działalność, jaką jest guerilla gardening, w wykonaniu Psa Ogrodnika i anarchistycznej Zielonej Partyzantki - akcje trwające niemal równocześnie. Porównanie opisów / retoryki podobnych zdawałoby się akcji (kliknij, aby powiększyć).





2 komentarze:

  1. Uważam, że ten wpis to jeden z najsłabszych w całym blogu. Mam wrażenie, że jest to Twoja opinia o ruchu, co do którego nie wykonałeś nawet jednego kroku rekonesansu. Z tego wpisu wyłania się obraz anarchisty jako punka, który kontestując kulturę jednocześnie jest jej konsumentem. Takie rozumienie anarchizmu i anarchistów jest laickie i gdyby zrobić badania społeczne to okazałoby się że większość społeczeństwa właśnie tak widzi anarchizm jako pijanych punków z anarchiami na naszywkach, z ogolonymi głowami i chętnych do bijatyk ze skinheadami, od czasu do czasu ukulturalniających się na koncertach muzyki, której nie da się słuchać. Jest to dalekie od prawdy. Myślę, że doskonale zdajesz sobie sprawę ze źródeł anarchizmu, jego podłoża ideowego i społecznego. Nie ma ono nic wspólnego z subkulturą punk.
    Twoje wnioskowanie o całym ruchu anarchistycznym na podstawie jednej grupy, w Krakowie, którą w dodatku miałeś okazję obserwować tylko w mediach jest lekko niepoważne. W swoi rekonesansie samego zjawiska FA Kraków, nie udało Ci się nawet dotrzeć do tego, że w Krakowie są dwie FA o dwóch niekoniecznie zbieżnych płaszczyznach programowych. Pisałeś o obu? Czy o jednej z nich? Wnioskujesz o całym ruchu na podstawie jednego przypadku z którym się spotkałeś w dodatku, zjawisko psychologiczne już dawno opisane. Nie dość że jedna grupa to i wydarzenie jednostkowe. To jakby mówić o tym, że homeopatia jest skutecznym lekarstwem na podstawie, ze moje dziecko zdrowieje po niej. Uważam, że jest to Twój komentarz i masz prawo do własnej opinii, ale ten tekst jako Twoja opinia (tylko i wyłącznie, nie daję mu prawa roszczenia do do prawdy wychodzące poza prywatną prezentacje swojego odbioru jednego wydarzenia. Ruch anarchistyczny jest bardzo różnorodny, jest inspirowany wieloma ruchami społecznymi, jest też dla wielu inspiracją. Jest czymś żywy, co aktualnie się dzieje, anarchiści tworzą historię, wystarczy teraz zainteresować się Grecją, czy wcześniej Argentyną aby się zorientować ile anarchizm ma wspólnego z punkiem, i jak bardzo jest to różnorodny ruch. Nie będę sugerował żadnych linków, kto ma głowę na karku bez problemu znajdzie.Pozdrawiam i życzę mniej wpisów o ubliżającej miałkości merytorycznej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Obawiam się, że twoja krytyka jest trochę nietrafiona - dotyczy jakby innego wpisu. Takiego mianowicie, którego autor pragnie kolejno omówić struktury, działania i historię różnych ugrupowań anarchistycznych, by ewentualnie na końcu systematycznie podsumować ich dokonania i błędy. Otóż ja nie napisałem tego pozytywistycznego tekstu i mój punkt widzenia (a także cel tekstu) jest zupełnie inny: chodzi w nim o obserwację dyskursu i o to, by spróbować pokazać anarchizm w oku przeciętnego widza. (Tak, twa uwaga o "laickim" rozumieniu anarchizmu jest trafna). W tym oku jest on rozumiany szeroko, znikają niuanse, na plan pierwszy (i jedyny) wysuwa się to, co najgłośniejsze i najbardziej widoczne. Nie interesują mnie podziały frakcyjne, bo nie interesują one także przeciętnego widza. Nie "wnioskuję" o żadnych grupach, tylko patrzę na szeroki dyskurs publiczny i dostrzegam ludzkie reakcje (komentarze, atmosferę, opinie). Są one takie, że np. przed Palikotem kwestia marihuany była kwestią marginalną właśnie przez "anarchistyczny efekt halo", o którym piszę. To właśnie całe sedno wpisu, a nie dociekanie źródeł ruchu i jego praojców czy zastanawianie się nad jego różnorodnością, które są tu trzecioplanowe. Innymi słowy, chodzi mi o przetwarzanie komunikacji o sprawach społecznych przez ruch anarchistyczny i efekty tego w oku widza.

    Co do samej różnorodności etc., to tak, ona pewnie istnieje. Ale jakie to ma znaczenie? Zamiast pytać o walki frakcyjne i zdobywanie kolejnych odznak radykała, można by postawić pytanie o moc/impotencję anarchizmu w domenie publicznej. I podtrzymuję to, co napisałem - teraz to jeszcze przeformułuję: ruch anarchistyczny - nieważne, czy jest różnorodny (to chyba wada?), nie potrafi skutecznie i szeroko zagnieździć i porowadzić idei w dyskursie publicznym, skutecznie przeprowadzając założoną zmianę. Jeśli tego próbuje, ideę tę naznacza swoim klimatem, alienując ją od szerokiej publiki, a więc zmniejszając jej szanse na rynku idei. A ci, którzy skutecznie działają na arenie publicznej, najczęściej nie są już anarchistami (lub nie występują jako tacy), tylko działaczami (najczęściej lewicowymi, ludźmi z NGO, samorządowcami, społecznikami, politykami etc.) o anarchistycznej przeszłości.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli komentujesz jako użytkownik niezalogowany, bardzo proszę o podpis imieniem lub pseudonimem. Wybierz poniżej z rozwijanej listy opcję "Nazwa/adres URL" i podpisz się. Dziękuję!