23 listopada 2011

Punkty nawigacyjne. Demontaż apartheidów


Poniższy tekst jest dłuższą wersją mojej recenzji, która ukazała się w listopadowym numerze czasopisma "Znak". Można je nabyć w wersji papierowej oraz elektronicznej. W bieżącym numerze z coetzeeian i herbertian jest jeszcze tekst z nowego na polskim rynku tomu esejów Obraza. Eseje o cenzurze (który miałem przyjemność redagować) – to tekst o Zbigniewie Herbercie. Zapraszam do "Znaku" – i do lektury tekstu – dziękując redakcji pisma za pozwolenie na opublikowanie recenzji na blogu


John Maxwell Coetzee
Punkty nawigacyjne. Eseje i wywiady
red. David Atwell
przeł. Marek Król, Anna Skucińska, Dariusz Żukowski
Znak, Kraków 2011

"Znak" nr 678
Tom Punkty nawigacyjne, wydany oryginalnie w 1992 roku, rozpoczyna – w każdym razie publicznie – dlugi proces autobiograficzny Coetzee'ego, którego podsumowaniem jest wydana w zeszłym roku powieść Lato. Elementem wyróżniającym Punkty na tle innych zbiorów esejów jest obecność wywiadów, które David Atwell prowadził z Coetzee'em przez dwa lata, a które nadają „tomowi kształt intelektualnej autobiografii pisarza”.

Punkty nawigacyjne to jednak autobiografia dość paradoksalna. Choć jej głównym bohaterem jest pisarz wykazujący powinowactwo z tradycją modernistyczną, a nawet romantyczną – co da się zauważyć podczas lektury zbioru Białe pisarstwo w kontekście usytuowania zagadnień farmy i krajobrazu w jego powieściach – trzeba ją jednak określić jako postmodernistyczną: niedążącą do spójności za wszelką cenę, uciekającą w zapośredniczenia i drugie osoby („wybrałem dialog: ma być sposobem na pokonanie impasu mojego monologu”), a wreszcie kwestionującą samą siebie i gatunek autobiografii jako taki. Rita Barnard twierdzi: „[Coetzee] utrzymuje, że pomiędzy pisaniem prozy, tekstów krytycznych i autobiografii jest niewielka różnica – wszystko to są odmiany narracji, a w jego rękach narracje nigdy nie będą rościć sobie praw do ostatecznego domknięcia, pozostając sceptyczne nawet wobec sceptycyzmu. Punkty nawigacyjne to tekst intrygująco sprzeczny: autorytatywny (dzięki dyscyplinie i zasięgowi intelektu Coetzee'ego) i antyautorytarny” („Postmodern Culture”, 1 [4] 1993). Anatomię możliwości i warunków autobiografii sam Coetzee analizuje także w przedrukowanym wcześniej w „Znaku” ([12] 2007) tekście Wyznania i  podwójne myśli. Dziś, dwadzieścia lat po Punktach nawigacyjnych, Coetzee wciąż stoi na tej pozycji, gdy tworzy fikcyjne, wielogłosowe powieści przypominające autobiografie, z których wyłącza swój własny – pierwszoosobowy – głos. „A co, jeśli my wszyscy (…) bezustannie wymyślamy historię naszego życia?”, mówi jedna z bohaterek Lata. „Dlaczego to, co powiem panu o Coetzeem, miałoby być bardziej wiarygodne od tego, co on sam mówi o sobie?”


Intelektualną „autobiografię” Coetzee'ego, 23 teksty, od refleksji nad komiksowym Kapitanem Ameriką czy reklamą po ogniste przemowy antyapartheidowe, uporządkowano zarazem chronologicznie i tematycznie. Czytelnik wędruje przez kolejne sfery jego zainteresowań oraz nazwiska używanych przezeń po drodze pisarzy i myślicieli: Beckett, Kafka, Tołstoj, Dostojewski, Rousseau, Musil, Barthes, Derrida, Foucault wskazują kierunki myśli Coetzee'ego. „Większość moich esejów krytycznych to wynik wycieczek na obce mi terytoria, często był to obszar lingwistyki jakiegoś obcego języka”, mówi autor o zawartości tomu. A dalej: „Chcę zrozumieć motywy, które skłoniły mnie do napisania tego, co napisałem w latach 1970–1990 (…): esejów krytycznych, recenzji i tak dalej, bo ich gatunek literacki na ogół nie daje im okazji do zastanawiania się nad samymi sobą”. 

Jego wchodzenie na meta-meta-poziom to nie (tylko) pochodna tzw. kondycji postmodernistycznej, lecz, jak sądzę, funkcja bezustannej samokontroli i dbania o samoświadomość – świadomość form i konwencji, refleksywność, praktyki tekstualne. To bodaj jeden z kluczowych wątków, który przenika i spaja cały tom. Coetzee wielokrotnie ukazuje na przykładzie swoim i innych pisarzy z RPA, autorów recenzowanych przezeń powieści, że postawa samoanalityczna jest nie tylko właściwa w kraju obciążonym jarzmem apartheidu, lecz warunki polityczne wręcz ją wymuszają. „Bezkrytyczne podejście do konwencji i form”, twierdzi, „jest równie nieradykalne jak wszelkie inne rodzaje posłuszeństwa”. Z drugiej strony, kontrola każdej formy i świadomość osadzenia w tekstualnych sieciach oznacza dla pisarza utratę niewinności: „chwytając za pióro, zapoczątkowujemy grę elementów oznaczających, które mają własną widmową historię współzależności. Czy uświadamiał to sobie Defoe? A Hardy? Chciałoby się wierzyć, że nie, że było im – można rzec – łatwiej. A nawet jeśli mieli taką świadomość, z pewnością odsuwali ją od siebie bez trudu, (…) podczas gdy sami zajmowali się poważnymi sprawami: losem Moll i konstabla, losem Jude’a i Arabelli. (…) Stąd tragizm (…) naszej sytuacji: jak dzieci zamknięte w pokoju zabaw – pokoju gry tekstualnej – spoglądamy tęsknie przez kraty na kuszący świat dorosłych, który nauczono nas postrzegać jako urojony świat realizmu, lecz który z uporem postrzegamy jako świat realny”. 

Jakie skutki ma to dla tomu? Wydaje się, że w niemal każdym z wybranych do zbioru tekstów Coetzee bada granice klatek i więzień, w jakich tkwimy z naszym językiem i światem symboli. W tekstach z części „Składnia” bada zjawiska automatyczności języka (jak język nami mówi), konwencje językowe i znaczenia ukryte w samym kodzie gramatyki (zabiegach pasywizacji, zdaniach bezagentywnych). Na szczególną uwagę zasługuje analiza walki Izaaka Newtona, przedstawiana na tle myśli Humboldta i teorii Sapira-Whorfa, o stworzenie języka dla pojęć nowej fizyki poza konwencjami językowymi – języka dla myśli powstałych przed językiem. (Chętnie przeczytałbym tekst o podobnym wychodzeniu poza język twórców teorii fizyki kwantowej). W części „Poetyka wzajemności” cały tekst Pierwsze zdanie The Strike Yvonne Burgess to właściwie krótka obrona świadomości językowej przez zademonstrowanie daleko idących konsekwencji bezrefleksyjnego wtopienia autora w konwencje: „Mowa zautomatyzowana to taka, która wypowiada wypowiadającego. Zjawisko mowy zautomatyzowanej wyjaśnia, jak to możliwe, że niekiedy książka może powstać bez autora”. Natomiast w części „Kafka” znajduje się tekst o dwóch współbieżnych koncepcjach czasu w Schronie, opowiadaniu, którego istotą jest uwięzienie.

Inny rodzaj spętania, jakim interesuje się Coetzee, wypluły skarlałe relacje społeczne stworzone pod ciśnieniem apartheidu. Apartheid to bodaj najczęściej stosowany klucz do dzieł Coetzee'ego (redukcyjnie, moim zdaniem) przez polskich recenzentów jego książek. Lektura Punktów nawigacyjnych pozwala dostrzec, na ile mocno i w jaki sposób kwestia zbrodniczego systemu i poczucie współodpowiedzialności, bezwyjściowości oraz Ricoeurowskiego wręcz zbrukania funkcjonuje w twórczości Coetzee'ego pośród innych wątków i do jakiego momentu uprawnione jest używanie apartheidu jako pojęcia interpretacyjnego. Pośrednio przewija się ona przez cały tom esejów. Demoralizujące relacje społeczne ujawniają się tam jako bezosobowa, historycznie zdeterminowana siła niszcząca i panów, i poddanych. Do jej trwania przyczynia się zakłamanie, ale też apatia, automatyzmy społeczne, niemal metafizyczny społeczny fatalizm oraz istnienie autotelicznego, sztucznego systemu wartości, wyizolowanego od reszty świata, pozbawionego i pozbawiającego punktów odniesienia, nieskażonych perspektyw poznawczych. 

Nie oznacza to jednak, że Coetzee gotów jest (był) w pełni opowiedzieć się po jednej ze stron – wpisanie się w dialektykę oni / my to granie według reguł narzuconych przez system („problem pisarza polega na tym, by nie dać się zamknąć w podsuwanym przez państwo dylemacie: zignorować jego obscena czy je przedstawić. Rzeczywiste wyzwanie jest następujące: jak nie grać w tę grę wedle zasad ustalonych przez państwo”; tekst Do ciemnej komnaty). Wielokrotnie podkreśla konieczność poszukiwania (jak Newton dla swojej fizyki) nowego języka poza konwencjami literatury południowoafrykańskiej, w których nawet gramatykę wpisany jest świat pionowych relacji pan–poddany i które nierzadko zawłaszcza system fantazmatów konserwatywnych. (Więcej na ten temat w tomie Białe pisarstwo, lecz także pod koniec Punktów w refleksji o „rozszczepieniu” przez władzę Breytena Breytenbacha na dwie osoby – jedną można było przez siedem lat więzić jako wywrotowca, a z twórczości drugiej korzystać dla reprodukowania systemu południowoafrykańskich wartości przywiązania do ziemi). 

Coetzee tak mówi w wywiadzie, odnosząc się do wiersza Herberta: „W Polsce nadal można zwrócić się do pięciu mężczyzn w celi – lub do plutonu egzekucyjnego na więziennym podwórzu – pośrednio, przez niemal bezkresną misterną kratownicę utworzoną przez jakąś wspólną kulturę europejską. W Afryce natomiast jedyną formą wypowiedzi, jaką można sobie wyobrazić, jest wypowiedź brutalnie bezpośrednia (…), historią zaś nazywam tutaj to, co blokuje wyobraźnię, co wpycha twarz człowieka prosto w  rzeczywistość. (…) zadaniem staje się wyobrażenie sobie właśnie tego, co niewyobrażalne – wyobrażenie sobie formy wypowiedzi, która pozwala rozpocząć grę pisarstwa”. 

Kwestie gettoizacji jako wręcz naturalnego porządku RPA pojawiają się także w recenzowanych pod koniec tomu powieściach Aleksa La Gumy („świadectwo przerażenia człowieka zdegenerowanym światem”), w których motyw przekraczania granic społecznych jest wehikułem narracyjnym prowadzącym częściej do fatalnej tragedii niż zyskania świadomości klasowej, a także pamiętników Athola Fugarda, u którego polityka, świadomość twórcza, strategie autobiograficzne oraz stan psychiczny wpływają na siebie wzajemnie. Przywoływani przez Coetzee'ego w recenzjach południowoafrykańscy pisarze to reprezentanci typu świadomości, który pokonał już prostą dialektykę narzuconą przez system, wciąż jednak walczący o nową perspektywę widzenia. Coetzee sam do nich należy. W jakimś sensie, pisząc o zmaganiach kolegów po piórze i ich traumach, pisze także o własnych, odkrywa w ich problematyce i postawach swoje brzmienia.

Z bezpośrednią krytyką apartheidu w Punktach nawigacyjnych wiążą się teksty najczystsze i najmocniejsze. Jednym z nich jest przemówienie z okazji otrzymania Nagrody Jerozolimskiej, gdzie prominentne są wątki bezsilności i zamknięcia: „Literatura południowoafrykańska jest literaturą zniewolenia, które ujawnia się nawet w jej najdoskonalszych dokonaniach przeszywanych poczuciem bezdomności i pragnieniem nieokreślonego wyzwolenia. To literatura nie w pełni ludzka, nienaturalnie zaabsorbowana władzą i jej kolejami, niezdolna odejść od elementarnych stosunków kontestacji, dominacji i podległości (…). Takiego właśnie pisarstwa spodziewać się można po więźniach”.

Do ciemnej komnaty to z kolei tekst o torturach, jakże dziś aktualny – o strategiach i przyczynach ich wyobrażania w literaturze RPA, ale przecież także o bezprawnym charakterze systemu, który nie tylko pozwala na bezkarność aparatu bezpieczeństwa, ale po prostu nie dostrzega problemu: „więzień wie, i  policja wie, że on wie, iż jest bezsilny, niezależnie od tego, co ona zechce mu zrobić. Sala tortur zaczyna więc przypominać komnatę sypialną z fantazji pornografa, gdzie jedna ludzka istota wolna od moralnych czy fizycznych ograniczeń może posunąć się do granic wyobraźni w potwornościach wyrządzanych ciału innej ludzkiej istoty”. A o władzy: „Reakcją południowoafrykańskich prawodawców na coś, co niepokoi ich biały elektorat, jest zwykle rozporządzenie usuwające przyczynę niepokoju z pola widzenia. Jeśli ludzie głodują, niech głodują daleko w buszu, gdzie ich chude ciała nie będą wyrzutem sumienia. Jeśli nie mają pracy, jeśli migrują do miast, (…) uchwalmy przepisy zakazujące włóczęgostwa, (…) a łamiących je ludzi zamykajmy, tak by nikt ich nie widział i nie słyszał”. 

Przez dwadzieścia lat od oryginalnego wydania Punktów nawigacyjnych południowoafrykański kontekst polityczny uległ znacznym zmianom i część wypowiedzi Coetzee'ego – zwłaszcza te, które wiążą się bezpośrednio z ciśnieniem historii i polityką – można traktować raczej archeologicznie lub jako ważną pomoc interpretacyjną przy czytaniu jego prozy. Lecz południowoafrykański noblista, poza 23 dobrymi, przenikliwymi esejami na tematy różne, daje nam też lekcję struktur „apartheidów” w ogóle, systemów niesprawiedliwych, samonapędzających się („tortura bez torturującego”). I możliwych postaw wobec nich. „Skażeni Coetzee'em wyraźniej dostrzegamy skazę – w świecie i w nas samych”, pisze Małgorzata Szczurek w przywołanym numerze „Znaku”. Coetzee pokazuje też szczeliny, przez które można się wyśliznąć: poezję, miłość, wrodzone poczucie sprawiedliwości. Poza walką o własny język, poza kontrolą samoświadomości, która powoduje, że często przyczepia mu się łatkę pisarza suchego i chłodnego, Coetzee mówi też o żarliwości i miłości jako centralnych tematach (choć kontrolowanych) przezierających przez jego prozę. Brzmi niemal jak hipis, wskazując na zbawienną moc miłości „do Afryki Południowej (nie tylko do południowoafrykańskich skał, roślinności, gór i równin, ale także do kraju i jego mieszkańców). Takiego uczucia nie dość było u europejskich kolonistów i ich potomków – nie dość było intensywne, nie dość wszechogarniające”. Natomiast jeśli chodzi o poezję, recenzując Breytenbacha, pisze: „[cechą jego poezji] jest to, że nic nie jest w stanie jej powstrzymać. Nie ma granicy, jakiej nie mogłaby przekroczyć, przeszkody, jakiej nie mogłaby przeskoczyć, ani też nakazu, jakiego nie mogłaby zakwestionować. Jego pisarstwo charakteryzuje przekraczanie – w wielu sensach – tego, co, jak mogłoby się wydawać, da się powiedzieć w afrikaans”.

Raz jeszcze oddam głos Ricie Barnard: „W zakończeniu Coetzee powraca, co zaskakujące, do Platona, z prostym stwierdzeniem, że mamy w jakiś sposób wrodzone idee sprawiedliwości i prawdy. Musi być świadom, że to pozycja bardzo podatna na krytykę i może wręcz naiwna, lecz nie potrafi inaczej wyjaśnić własnej marginalnej pozycji – paradoksu »kolonialnej postkolonialności« swoich tekstów oraz poczucia, że niczym sędzia w Czekając na barbarzyńców musi stanąć po stronie sprawiedliwości, choć nie ma w tym »materialnego interesu«”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli komentujesz jako użytkownik niezalogowany, bardzo proszę o podpis imieniem lub pseudonimem. Wybierz poniżej z rozwijanej listy opcję "Nazwa/adres URL" i podpisz się. Dziękuję!