12 października 2011

Prosta refleksja o prawicy

Przeczytałem tekst Dariusza Kortki w GW o powyborczych wypowiedziach polityków, krótką summę tego, co można znaleźć w gazetach prawicowych i tabloidach. W tym wypowiedź dziennikarki "Gazety Polskiej Codziennie", którą tu przytaczam za GW:
Albo stworzymy drugi obieg, niezależne społeczeństwo obywatelskie z własnymi instytucjami kultury, silnymi mediami i organizacjami, albo nie będziemy mieli najmniejszego wpływu na to, co będzie się działo z Polską. Teraz to konieczność dziejowa.

Przeczytawszy te słowa, miałem krótki moment olśnienia. Bardzo popieram wizję tej dziennikarki. Jej postulat nasuwa myśl o mechanizmach filtrujących niechciane grafiki w Wikipedii i innych dużych portalach. Nie chodzi tu tylko o materiały erotyczne, ale wszystko, co może zostać uznane za szczególnie bulwersujące, poruszające czy obrzydliwe, jak zdjęcia chorób skóry czy dosłowne fotorelacje z etnicznych masakr. Może i wizja takich filtrów to wizja dość żałosna - oto delikatni mieszczanie globalnej Północy usiłują odciąć się od nawet obrazów cierpienia i umościć sobie fikcyjne, bukoliczne gniazdko w kokonie filtrów i firewalli pełnym zachodów Słońca, kotków i kojącej muzyki. Wizja może żałosna, ale w przypadku polityki - jakże kusząca. 


Bowiem przez takie dziennikarki, przez polityków skrajnej prawicy, przez gowinizację debaty o aborcji czy in vitro, w której ekstrema podaje się jako rozsądne centrum, a instytucja medyczna przesiąknięta drapieżną polityczną atmosferą nie jest w stanie, sparaliżowana, zastosować się do wyroku sądu (Alicja Tysiąc); przez kaczyzację i rydzykizację języka rozmowy o społeczeństwie i jego wartościach - wszyscy, wszyscy z prawa i lewa, ty i ja, stajemy się prymitywami. Nie można bowiem zamknąć się w kamiennej wieży i zatkać uszu, kiedy wokół toczą się światopoglądowe debaty na temat kwestii, które w lepiej rozwiniętych, bogatszych, po prostu lepiej żyjących społeczeństwach są częścią historycznego folkloru, a nie pakietu nierozwiązanych problemów. Tymczasem zrzuciwszy ich jarzmo - jarzmo kwestii takich jak małżeństwa gejowskie, eutanazja, in vitro, ba, związki partnerskie - można skuteczniej zacząć myśleć o tym, jak polepszyć życie ludzi, ponieważ polepszyć można je wtedy, kiedy jak najwięcej tabu, jak najwięcej mrocznych, ciemnych plam na psychoanalitycznej mapie społeczeństwa zostaje otwartych i prześwietlonych, zrelatywizowanych, wyłączonych spod brzemienia antycznej metody regulacji życia i kultury za pomocą patriarchalnego zakazu: "Nie, bo to zło". Tylko wtedy można rozmawiać swobodnie o wszystkim - a więc znaleźć język, a więc zobaczyć wcześniej widziane niewyraźnie obszary wyzysku, dyskryminacji czy braku dobrostanu.

Jesteśmy nie tylko społeczeństwem przed psychoanalizą, ale także przed feminizmem, przed emancypacją, przed akcją afirmacyjną, przed reformacją, przed Wolterem i przed Johnem Lockiem. I dlatego propozycja dziennikarki "Gazety Polskiej" tak mnie urzekła - bo rzeczywiście stworzenie prawicowego obiegu kultury to, jak dla mnie, "konieczność dziejowa" - koniom lżej. (Wiem, że jest to marzenie o nagłym przyspieszeniu na miarę fantazji gwałtownego dorobienia się na giełdzie albo wyłowienia innej złotej rybki, ale pozwólcie mi przez chwilę zabawić siebie i was tą pocieszną wizją. Nie wiem tylko, czemu dziennikarka uważa, że drugi obieg pozwoli mieć na coś wpływ - jak nazwa wskazuje, są to przecież działania pozagłównonurtowe). Popieram więc powstanie bibliotek, świetlic i czasopism o charakterze ściśle prawicowym. Niech będą prawicowe domy kultury, kina i instytucje w liczbie proporcjonalnej do liczby wyznawców prawicy. Może nawet sklepy, stadiony (te już są), autobusy? Niech zarządza nimi skrajnie prawicowy dwór z autorytarnym kaczyńskoidem na czele. Mieliby swój drugi obieg. Świetnie by się w nim rozumieli. Nikt nie zakłócałby im płynnego przekazu konserwatywno-narodowej treści. Nie byłoby niepoprawnych politycznie wywiadów Lisa, felietonów Środy. Żadnych polemik. Chociaż nie - mogliby sobie przecież prowadzić wewnętrzne debaty, rozwijać tę prawicową myśl, przekazywać ją i sublimować. Wszyscy byliby zadowoleni. A jak dobrze by było, gdyby cała debata prawicowa, wszystkie te głosy, skupione były na jednym, określonym kanale telewizyjnym, np. Orzeł Biały TV, albo w jednej gazecie. Jak proste stałoby się zapobieganie wystawieniu na szkodliwe oddziaływanie treści sprowadzających umysł dziewięć dekad wstecz. Nie chcesz, nie włączasz. Dokładnie tak jak w filtrze grafik. Bo czemu ma się dać odfiltrować biedne, poparzone dziecko, a nie można jednym klikiem zablokować otępiających farmazonów zapieniaczonego prymitywa? I tu, i tu chodzi o pewien rodzaj higieny umysłowej. I, tak, konieczność dziejową. 

Fotki: sxc.hu

1 komentarz:

  1. Mam wrażenie, że dla polskiej prawicy drugi obieg to właśnie naturalny mainstream. Z jednej strony to chyba historyczna tradycja podziemno-konspiracyjna (czy wręcz AK-owska), z drugiej często osobisty sentyment "solidarnościowy", z trzeciej zaś dostrzegam dyskretną tęsknotę za katakumbami pierwszych chrześcijan - oczywiście poniewieranych i wyszydzanych (tu: przez pewnego transgresyjnego jurora). Za ostatnim zdaje się idzie niechęć do kontynuacji na rzecz budowy od nowa, bo w końcu królestwo ich jest nie z tego świata.

    Natomiast szczerze wątpię w to co napisałeś potem.

    Po pierwsze: osobiście inaczej ustawiam chronologię - w/g mnie brak nam języka, który chroniąc indywidualną potrzebę tabuizacji wielu z nas, będzie będzie jednocześnie pozwalał uporać się z tabu, o których wspominasz na gruncie publicznej debaty. Myślę, że dzisiaj język otwartej debaty o dobrostanie społeczeństwa zbyt mocno ocieka patosem kojarzącym się z taką ociachowo-ludową formą naiwnego patriotyzmu. Chyba po prostu brak nam nowoczesnego języka współczesnych patriotów.

    Po drugie zaś: właśnie dlatego nawet gdyby już kilka minut po północy "automagicznie" okazało się, że żyjemy w kraju z rozwiązanymi kwestiami, o których wspominasz ("małżeństwa gejowskie, eutanazja, in vitro, związki partnerskie") to obawiam się, iż okazałoby się:
    - partnerzy w małżeństwach gejowskich i związki partnerskich mogliby dziedziczyć, ale nie mieliby czego,
    - geje i lesbijki, same czy w związkach wychowujące adoptowane dzieci miałyby kłopoty te same co pary/single hetero,
    - powodem eutanazji byłby na przykład nie niepoddający się anestetykom ból, ale brak kasy na anestetyki.

    Pozwalam sobie na lekką trywializację, bo widzę jak P.T. Państwo pcha mi łapy w portfel znacząco zbyt często i mocno. Dlatego - będąc zwolennikiem praw środowisk LGBT - nie jestem miłośnikiem refundacji in-vitro.
    Przyznaję, że świadomość życia w państwie akceptującym postulaty różnorodnych (nie tylko przecież seksualnych) mniejszości byłaby czymś niesłychanie budującym. Niestety, jestem przekonany, że DZISIAJ byłaby to zmiana jedynie kosmetyczna.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli komentujesz jako użytkownik niezalogowany, bardzo proszę o podpis imieniem lub pseudonimem. Wybierz poniżej z rozwijanej listy opcję "Nazwa/adres URL" i podpisz się. Dziękuję!