28 lipca 2011

Jak wydać książkę: własny sumpt

W tym dodatkowym tekście mojego miniporadnika o wydawaniu książek prezentuję swoje zdanie na temat wydawania książki własnym sumptem. Jeśli nie interesuje cię to zagadnienie, przejdź od razu do tekstu o nawiązaniu współpracy z wydawnictwem. Jeśli chciałbyś zasięgnąć mojej porady w kwestiach wydawniczych, napisz email.

Wiemy, że obecnie nie jest trudno przygotować książkę do druku. Za niezbyt wygórowaną sumę można zlecić firmie edytorskiej korektę i skład, wybrać format i papier, poprosić o okładkę. Zajmuję się tym nawet ja sam w mojej firmie Elektryczny Pies. Druk offsetowy nie jest może bardzo tani, ale osiągalny. Zresztą, po co drukować? W dobie PDF-ów i smartfonów można poprzestać na płatnej (albo nie) dystrybucji pliku, czym również zajmują się różne firmy. Dziesiątki stron internetowych wyświetlają się, kiedy wpisać do Googla słowa typu "jak samemu wydać książkę", "jak wydać e-booka" itp. Są pewnie i tacy, którzy gotowi byliby przerobić swój plik z Worda bezpośrednio do PDF-a i zanieść do drukarni...

Zapewne od dłuższej chwili czujesz, że zaraz pokażę jakieś paskudne rysy na tym pięknym obrazie. I oto one: 1) jakość / prestiż, 2) promocja i dystrybucja, 3) ryzyko / pieniądze.

1) Choć wszystko, o czym pisałem, jest teoretycznie do zrobienia, czy masz dobrego przewodnika, który fachowo poprowadzi cię przez wszystkie etapy wydania książki i rzetelnie oceni efekty pracy zleceniobiorców? Czy oprzesz się pokusie oszczędzania? Każdy chce oszczędzić, skoro wydaje własne pieniądze, a mało kto zna tajniki branży. Po co trzy korekty, skoro po jednej nie widać już literówek? Po co płacić za korektę jakiejś firmie, skoro koleżanka z polonistyki wszystko poprawi? Co to właściwie jest  korekta na złamanym? A co to w ogóle jest ta cała adiustacja?

Inna sprawa, bardzo ważna, to jakość tekstu, o którą w wydawnictwie literackim zadbają redaktorzy, pokazując ci słabe strony twojej prozy. Firma edytorska może przygotować książkę do druku, ale nie ma fachowców od literatury. W efekcie *bardzo niewiele* książek wydanych własnym sumptem nawiązuje jakością techniczną i pisarską do książek wydanych w normalnych wydawnictwach, które będę nazywał literackimi.

Prestiż natomiast bierze się z tego, że wydawca jest nie tylko producentem, ale też selekcjonerem. W czasach kosztów wydania e-książki dążących do zera to będzie najważniejsza funkcja wydawców: wybrać z masy, wyszlifować i wypromować, opatrując rzecz swoją marką jak znakiem jakości. Wiele oczytanych i doświadczonych osób w wydawnictwach pracuje nad tym, żeby wyłowić klarowny głos z szumu. Czytelnicy to wiedzą, rozumieją, że mogą polegać na uznanych markach. Wie to także świat literacki - publicyści, fundacje stypendialne, jurorzy nagród, inni pisarze.

W czasie pracy w wydawnictwie średnio raz na tydzień odbierałem telefon - zwykle od kobiet, nie wiem czemu - z pytaniem, ile trzeba zapłacić, żeby wydać u nas książkę. To myślenie na opak o rynku wydawniczym, ba, kulturze literackiej. Otóż, uwaga, uwaga, wydawnictwo nie wydaje książek za opłatą. I to jest jego największa moc, bo wydawca to marka. Jego głównym polem działania jest ocenianie tekstów i podejmowanie decyzji co do ich wydania. Robi to od lat, wciąż szukając, wciąż obserwując. Jeśli wydawnictwo znajdzie coś, przy czym będzie gotów umieścić swoje logo, to nie tylko to wyda, ale jeszcze zapłaci autorowi, w końcu pisarstwo to ciężka robota. Logo dobrego wydawcy na okładce to komunikat, że przeszło się przez sito specjalistów i wyrasta się jakoś ponad gros zapisywaczy stron. Jeśli wydawca nie będzie gotów podpisać się pod dziełem, nie przekonają go żadne pieniądze. W ten sposób sam by sobie poderżnął gardło, niszcząc własną markę. Wyobraź sobie, że składasz propozycję Adidasowi: ty zapłacisz, a on wprowadzi na rynek wymyślony przez ciebie model buta: niewygodny, brzydki i nietrwały, ale twój. Domyślasz się, jaka będzie reakcja? 

2) Promocja to nie tylko wykupienie reklamy w czasopiśmie czy powieszenie plakatu - to także i może przede wszystkim kontakty z dziennikarzami i zapewnienie (dobrych) recenzji. Ludzie promujący książki wykonują niewyobrażalną ilość pracy, żeby recenzentom w prasie (na blogach itd.) zachciało się sięgnąć po ten właśnie tytuł i napisać o nim kilka słów. (Nie wspominając o wszystkich możliwych akcjach promocyjnych i wsparciu na etapie handlu). Nie kupi się tego za cenę reklamy. Kto napisze ci notkę na tylną okładkę, komunikat na strony internetowe? Jeśli jesteś pewny, że sam sobie napiszesz świetną notkę, bo co to za sztuka, to wiedz, że na 80% jesteś w błędzie.

3) W przypadku niesprzedania się twojego bestsellera tak dobrze, jak myślałeś, zostaniesz z setkami egzemplarzy książki do utylizacji. Obciążą cię nie tylko koszta poniesione do tej pory, ale też magazynowanie, mielenie etc. Ryzykujesz twardą walutę. Za to w przypadku wydania książki w wydawnictwie literackim, nic cię nie obchodzi. Nic nie tracisz, tylko zyskujesz.

Te trzy punkty sumują się w jednej, ostatecznej sprawie: to ochrona własnego nazwiska. Nazwisko to marka, a cnotę traci się tylko raz. Wydanie niedorobionego półproduktu jako debiutu to po prostu psucie swojego nazwiska i to być może na lata.

Dlatego też w moim miniporadniku, jak wydać książkę, odradzam wydawanie książki własnym sumptem

I na koniec tego tekstu drobna glosa: samopublikowanie tylko w postaci elektronicznej nie musi być całkowitym nonsensem, ponieważ zdarzają się autorzy - póki co chyba wyłącznie na rynku angielskojęzycznym - którzy sprzedają po 10 tysięcy kopii swojej książki. W Polsce obecnie jest to raczej nie do zrobienia. Jeśli jednak czytasz tego posta w 2013 czy 2014 roku, sytuacja może wyglądać już całkiem inaczej na rynku ebooków. Mimo wszystko przygotowanie nawet tekstu ebooka powinno być staranne i nic nie zastąpi fachowej redakcji.

5 komentarzy:

  1. Bardzo dobra notka, cieszę się, że ją przeczytałem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że pomogła! Zapraszam częściej, a najlepiej do RSS.

    OdpowiedzUsuń
  3. A co w takim razie gdy wydawnictwo złoży propozycję: podobał się nam twój tekst ale musiz zapłacić tyle i tyle żebyśmy go wydali i rozpromowali? Do czego to się kwalifikuje?

    OdpowiedzUsuń
  4. Pytanie brzmi, czego taka firma oczekuje w zamian (udział w zyskach zapewne?), a czego nie można mieć bez niej. Bo przygotować plik do e-wydania można w firmie nieoczekującej żadnych udziałów, dystrybuować też można go na własną rękę przez własne kanały (blog, Fb) lub portale sprzedające e-booki (które już i tak biorą pewien %, wiec po co mnożyć sobie koszta?). Pytanie o promocję, ale jakoś nie bardzo wierzę, że firma, która działa na wspomnianych przez Ciebie zasadach, potrafi faktycznie dobrze wypromować książkę. Promocja to szeroka sprawa - promocję płatną (reklamy i inne odpłatne formy) także można sobie bez trudu kupić samemu (warto zatrudnić do opracowania graficznego reklamy jakąś firmę), natomiast prawdziwie profesjonalny promotor powinien współpracować z dziennikarzami, środowiskiem książkowo-medialnym, blogerami etc., mieć z nimi dobry kontakt i rozpychać się z Twoją książką jak najbardziej. A nie tylko wykupić jakieś banerki w sieci. Słowem: trzeba dokładnie wypytać (zobaczyć też umowę) i rozważyć, co oferuje taki "wydawca" i czy tak naprawdę nie można mieć tego samego na własną rękę (z użyciem firm zewnętrznych na własne zlecenie). Zalecam ostrożność.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dodam, że z jakiegoś powodu potraktowałem Twoje pytanie jako dotyczące e-booka. W przypadku książki papierowej zasady są o tyle inne, że większy problem jest z dystrybucją i trzeba umieć współpracować z drukarnią (choć to też zapewnić może firma zewnętrzna).

    OdpowiedzUsuń

Jeśli komentujesz jako użytkownik niezalogowany, bardzo proszę o podpis imieniem lub pseudonimem. Wybierz poniżej z rozwijanej listy opcję "Nazwa/adres URL" i podpisz się. Dziękuję!