28 lipca 2011

Jak wydać książkę, cz. I

Początkowo chciałem zrobić z tego osobnego bloga, ale wyszło tak, że materiały leżą od miesięcy i się kurzą. Postanowiłem więc opublikować je w reaktorze - niech się przydadzą.

EDIT: Wcześniej w tym tekście była także część o wydawaniu książki własnym sumptem. Przeniosłem ją do osobnego wpisu, skupiając się na wydaniu w wydawnictwie.

Wszystko, co przeczytacie w tym miniporadniku, tyczy się próby wydania napisanego już, zwartego dzieła prozą (powieść, zbiór opowiadań). Nie jest to poradnik, jak pisać czy skąd wziąć pomysł. Zakładam, że masz już gotową książkę, czyli tekst o objętości od kilku do kilkudziesięciu arkuszy wydawniczych. Zakładam także, że nie masz rozległych znajomości w świecie wydawniczym i literackim, nie jesteś też sławnym aktorem czy politykiem. Jesteś zwykłym człowiekiem, napisałeś, u licha, Książkę, i nie spoczniesz, póki nie zobaczysz jej na półce w księgarni.

Swoje doświadczenia opieram na sześciu latach pracy jako redaktor działu literatury pięknej w jednym z dużych polskich wydawnictw, a poniekąd również na wydaniu własnego zbioru opowiadań. Weź jednak pod uwagę, że moje rady, choć mogą brzmieć autorytarnie, to tylko pewna średnia czy norma. Zdarzają się od nich odstępstwa we wszystkie strony.

Być może zacząłeś się już martwić, bo nie wiesz, co to jest arkusz wydawniczy. Otóż jest to 40 000 znaków ze spacjami, czyli ~22 strony znormalizowanego maszynopisu (liczone jako 1800 znaków ze spacjami). Większość wydawców kalkuluje książki i zleca prace, posługując się właśnie arkuszami. Przeciętna powieść ma około 12-14 arkuszy, ale zdarzają się i takie mające 3 a. (Książka Łozińskiego). Są też 35-arkuszowe (Bracia Karamazow). John Banville konsekwentnie pisze książki na 8 arkuszy, a J.M. Coetzee oscyluje wokół 10, więc, jak widzisz, wielka literatura nie musi być... wielka.

I

So you wanna be a published author...

Pierwszy krok to posłać swoją książkę do wydawcy. 

Musisz więc tę książkę mieć. Albo przynajmniej jej większą część. Jeśli masz tylko jedno opowiadanie i pomysł na trzy kolejne, to najpierw napisz je wszystkie. Pojedyncze opowiadania czy wiersze proponuj czasopismom. Jeśli masz 20 pierwszych stron powieści, a resztę w zarysie, to najpierw dojdź z żywym mięsem tekstu przynajmniej do dwóch trzecich całości. Sam przed sobą sprawdź się jako autor, zanim wyślesz tekst zawodowcom, inaczej grozi ci falstart. I pamiętaj: to, co napisałeś, musi być idealnie wyczyszczone, doprowadzone do ostatecznej, najlepszej postaci. Nie wysyłaj tekstu na gorąco, zaraz po napisaniu - odczekaj miesiąc, dwa i ponownie go przeczytaj. Zobaczysz, jak będziesz się cieszył, że nie uległeś przedwczesnej pokusie. Wiem, że ręce świerzbią. Pij zieloną herbatę, spaceruj i dużo rozmyślaj o ślimakach. Pośpiech to wróg pisarza, podobnie jak prokrastynacja.

Przed napisaniem maila lub, nie daj boże, sięgnięciem po telefon, dowiedz się, z kim się kontaktujesz. A to znaczy, że powinieneś być świadomy, co wydaje dana firma. Zastanów się, czy twoja powieść mieści się w jej profilu. Jeśli będzie to wydawnictwo publikujące wyłącznie SF, nie wysyłaj do nich wspomnień rodzinnych. Jeśli jest to oficyna wydająca poezje, daruj sobie atak horrorem. Natomiast nie lekceważ i zarazem nie bój się wydawnictw mających tzw. tradycje oraz szeroki zasięg tematyczny, takich jak WL, Znak czy WAB. To, że oficyna wydała dzieła zebrane Miłosza, nie oznacza jeszcze, że nie ma miejsca w swoim planie rocznym na twoją powieść akcji. W dzisiejszych czasach nawet nobliwe firmy opanowała redaktorska młódź i byłbyś zaskoczony, gdybyś mógł przejrzeć zawartość ich MP3-playerów albo półek z komiksami. Poza tym popularia pracują na słabo sprzedażne, acz prestiżowe tomy esejów. Zakładam, że jako człowiek pióra jesteś mniej więcej zorientowany w świecie wydawniczym i nazwy takie, jak Prószyński, Zysk, Rebis, Muza, Albatros, Lampa, Fabryka Słów, Świat Książki, Mag, Runa czy Nasza Księgarnia zapalają w twej głowie jakieś lampki. Wejdź na dużą księgarnię internetową i poszukaj inspiracji w dziale "proza polska". Przebogaty katalog polskich wydawców znajdziesz na stronach Wirtualnego Wydawcy.

II 

Gdy już sporządzisz listę potencjalnych ofiar, koniecznie przejrzyj ich strony www i odnajdź rubrykę "Przyślij do nas", "Poczta literacka" itp. Niemal każdy większy wydawca ma taką zakładkę. Złota rada brzmi: zastosuj się DOKŁADNIE do wskazówek zawartych na stronie. Jeśli brzmią: 20 pierwszych stron na znormalizowanym wydruku tradycyjną pocztą, nie wysyłaj 300 stron e-mailem. Uwzględnij wszystkie podane wymogi - nie traktuj sprawy na tej zasadzie, że coś jest oczywiste lub chcesz zrobić inaczej, by dać wyraz swojego indywidualizmu, gdyż w ten sposób z jakiegoś bzdurnego powodu będziesz jak Norwid - niewydany za życia. 

Nie inwestuj w efekty, takie jak kolorowy tusz, szlachetny papier etc. - drukuj czarno na papierze offsetowym. Użyj formatu A4 z typowymi marginesami 2,5 cm oraz kroju Times New Roman rozmiaru 12 (albo Calibri czy Arial 11), zrób wcięcie akapitowe i 1,5-wierszową interlinię. Nawiasem mówiąc, w świecie filmu formatka pisania scenariusza jest traktowana tak poważnie, że jakiekolwiek odstępstwo od normy (np. mniejsza interlinia) powoduje natychmiastowe wyrzucenie tekstu. W wypadku prozy nie ma takich rygorów, ale miej na uwadze, że liczy się przejrzystość, a nie faktura czerpanego papieru. Prostota jest sygnałem nie tylko twojego szacunku dla wydawcy, lecz też bazowego obycia w temacie. Jeśli masz głębokie przekonanie, że beżowy papier o gramaturze 150 jest kluczowy dla wydania twojej książki, to pewnie nie jesteś jeszcze dojrzałym pisarzem.

Koniecznie ponumeruj strony. 

Nie dzwoń do wydawcy z pytaniami, dopóki nie upewnisz się, że na stronie www nie ma informacji o procedurze wysyłania tekstów. (Wyjaśnienie o braku dostępu do internetu jest w dzisiejszych czasach niepoważne). Na okrągło dzwoniące w redakcji telefony jak z amerykańskich filmów to akurat prawda. Zapewniam szczerze i lojalnie: wielki geniusz młodej literatury, któremu nie chce się doczytać strony internetowej wydawcy, naprawdę nie posunie się ani o krok w dziele postawienia sobie pomnika trwalszego niż ze spiżu, jeśli będzie dzwonił z pytaniami, na które odpowiedzi leżą o jeden mysi klik od niego. Jeśli jednak koniecznie i nieodparcie musisz zadzwonić lub wysłać maila, uderzaj do konkretnej osoby: opiekuna poczty literackiej, działu prozy polskiej itp. Nie dzwoń po dyrektorach i redaktorach naczelnych - to właśnie oni sami postanowili scedować pocztę literacką na barki tego drobnego człowieczka na osobnym stanowisku. Na 99% twoje papiery i tak trafią na jego biurko, nawet jeśli zadzwonisz do Szefissima Wszystkich Szefissimów.

III

Autorzy często boją się, że wyniki ich pracy zostaną nieuczciwie wykorzystane. Opatrują wydruki adnotacjami typu "Wszelkie prawa zastrzeżone" albo domagają się różnych gwarancji. To poniekąd zrozumiałe, ale jednocześnie świadczy o zieloności w temacie. Prawa autorskie nie tylko należą do autora dzieła (opublikowanego bądź nie), ale wręcz są niezbywalne. Wydawca nie może ich odebrać, chyba że rażąco łamiąc prawo (słowem, kradnąc), ale to byłby niespotykany dziś casus, przynajmniej w rozpoznawalnych wydawnictwach. Zresztą jeśli trafisz na złodzieja, to zaklęcia czy adnotacje nic nie pomogą - nie zabezpieczysz portfela, pisząc na nim "Zabrania się kraść". Gdyby nawet doszło do oszustwa, mógłbyś udowodnić w sądzie, że dzieło jest twoje, np. udostępniając do przejrzenia dysk twardy i powołując świadków. Ślij bez obaw, że ktoś cichaczem wyda twoje dzieło i podpisze je swoim nazwiskiem, to się po prostu w Polsce nie zdarza.

IV 

Niezależnie od wymagań wydawcy masz przywilej dołączenia listu. Co w nim napisać? 

1) Przedstaw się - nie używaj pseudonimu, nie twórz wokół siebie atmosfery tajemnicy a la młodopolski awangardzista. To śmieszne, a redaktorzy są wyczuleni na śmieszność. Do umowy, inszallah, i tak będziesz musiał podać pełne dane co do cyferki w Peselu. Podaj też swój wiek, to dość ważna informacja dla wydawcy.

2) Napisz o swoich dotychczasowych publikacjach w czasopismach, wygranych konkursach itp. Ogranicz się do pozycji ważniejszych niż konkurs osiedlowy czy wyróżnienie Mały Pisarz otrzymane w przedszkolu. 

3) Krótko, w 1 akapicie scharakteryzuj książkę. Nie zachwalaj swojego dzieła przesadnie i w ogóle stroń od przesady i egzaltacji. Codziennie w śmietniku redaktora ląduje plik dzieł rewolucjonizujących całą dotychczasową literaturę i całkowicie nowych spojrzeń na poezję. Pisząc o książce, bądź przejrzysty i wyrażaj się jasno. Spróbuj użyć kilku celnych porównań, wskaż inspiracje, gatunek, pokaż, że twą powieść czy tom można zrozumiale opisać w kilku zdaniach. Jeśli w twym liście odnośnie tekstu pojawiają się sformułowania typu: "trudno określić", "w pewnym sensie", "nie mieści się", "wymyka się" - to zapal czerwoną lampkę. Skoro sam autor nie jest pewny, co napisał, i nie wie, jak to przedstawić, to jak to świadczy o treści książki? 

4) Niektórzy autorzy lubią przedstawiać referencje, opinie, listy polecające. To nie jest metoda, która zagwarantuje sukces - powołanie się na autorytety może skutkować w dyskusji o etyce lekarskiej, lecz twój tekst powinien bronić się sam. Wspomnij słówko, jeśli faktycznie ktoś nieanonimowy ciepło wyraził się o twoim dziele, lecz nie przeceniaj tego atutu jako przesądzającego o czymkolwiek.

5) Nie od rzeczy będzie drobna formułka o zezwoleniu na gromadzenie danych osobowych.

Cały list powinien zamknąć się w jednej stronie.

6) Na osobnej kartce krótko streść fabułę (niektórzy wydawcy podają to jako wymóg). Pamiętaj wówczas, że nikt poza tobą i twoim chłopakiem nie zna treści książki - niczego nie zakładaj jako oczywiste, ale i nie wyszczególniaj linii genealogicznych bohaterów. Skup się na ważnych postaciach oraz punktach węzłowych fabuły, starając się nie przekroczyć dwóch stron, możliwie jednej. Daj streszczenie do przeczytania komuś, kto nie zna książki i nie nasłuchał się o niej przy piwie. Czy po przeczytaniu streszczenia potrafi swoimi słowami trafnie przedstawić, o czym ta książka jest i jakie ma najważniejsze atuty? Nie spiesz się ze streszczeniem - to bardzo ważny element całej operacji. Po napisaniu, odłóż je na dzień czy dwa, zastanów się, czy nie zapomniałeś o czymś ważnym i nie dryfujesz w szczególiki, zamiast atrakcyjnie omówić najistotniejsze punkty książki. 

7) List i streszczenie także napisz na komputerze, nie odręcznie, nie na maszynie. Jeśli wydawca życzy sobie wydruku - wpakuj wszystko do koperty i ślij na adres podany do tych celów na stronie wydawcy. Jeśli ślesz email - list wklej do jego treści, a streszczenie i książkę załącz jako 2 osobne pliki (chyba że wydawca daje tu inne konkretne wytyczne). Uwaga: nie wysyłaj plików ZIP, ODT, DOCX, PDF, najlepiej użyj uniwersalnego formatu RTF.

8) Na każdym z dokumentów, w tym na pierwszej stronie książki, podaj swoje dane kontaktowe: nazwisko, telefon, email, adres.

Pamiętaj także: redakcja nie ma obowiązku odsyłania materiałów i tego nie zrobi! Zanim zapakujesz wydruk do koperty, pocałuj go i powiedz: żegnaj, powodzenia! Widzisz go po raz ostatni. Jeśli są to rodzinne dokumenty lub jedyny posiadany maszynopis, twój dzień zasponsoruje słowo KSERO.

Jeżeli sumiennie szukałeś i nigdzie na stronie nie ma informacji, w jakiej formie wysłać propozycję, a telefonu nikt nie odbiera, wyślij w wydruku kilkadziesiąt początkowych stron wraz z listem.

V

Z całych sił spróbuj nie być bufonem - traktuj to jako moją osobistą prośbę - bo ta branża ma tendencję do przyciągania różnych buców i trolli. Każdy ma ich dosyć. Czasami książka jest niezła, ale autor okazuje się roszczeniowym gburem i wydawca decyduje, że w dłuższej perspektywie nie opłaca się w niego inwestować. Debiutant to niewiadoma, a związek autora z wydawcą trwa co najmniej rok, zwykle dłużej. Człowiek, z którym trudno się rozmawia od samego początku, będzie zapewne robił rozliczne problemy w przyszłości. Kto chce trwonić czas na pretensje i fochy nieznanego autora? Ojcowska rada: przy pierwszym kontakcie zaprezentuj się jako człowiek trzeźwo stąpający po ziemi i konkretny, ale też przyjacielski i ugodowy.

VI

Jeden z mitów branżowych brzmi, że książki wydaje się tylko po znajomościach. Tak się zdarza, ale rzadko. Dobra proza się wybroni. Nawet nie wiesz, jak bardzo redaktor się cieszy, gdy z poczty wyłowi coś wartościowego. Do dużego wydawnictwa przychodzi rocznie kilkaset propozycji. Jeśli z tego jedna zostanie opublikowana, można to uznać za mocny rok. Nie jest tak dlatego, że setki ludzi nie mają pleców, a jeden ma. Po prostu 95% tekstów to zwykły literacki chłam. Wiem, widziałem, czytałem. Dobra powieść ma znakomite tło, by na nim lśnić, a ssanie z rynku na dobrą literaturę oraz ciekawego autora jest bardzo duże.

Jeszcze o znajomościach: czy dobrze jest znać redaktora lub kogoś, kto go zna? Tak. Czy to zwiększy szansę wydania książki? Niezbyt. Jeśli twoje nazwisko skojarzy się komuś w redakcji, może się zdarzyć, że twoja koperta trafi na górę kupki oczekujących i otrzymasz odpowiedź w ciągu 3 tygodni, a nie 3 miesięcy. Jednak gdy tekst się nie broni, i tak nie zostanie wydany. Jeden z powodów jest taki, że wydawnictwa to duże organizmy, w których decyzję trzeba umieć dobrze uzasadnić na kilku szczeblach (choć są też wyjątki, gdzie decyduje jedna osoba). Wydanie książki pociąga za sobą ryzyko finansowe. Tekst słaby lub średni po prostu nie przejdzie próby czytania i kalkulowania przez kilka osób. Pomijam tu oczywiście sytuację, w której jesteś znanym politykiem albo przespałeś się z zarządem wydawnictwa.

EDIT Z KWIETNIA 2012: Moja koleżanka z dawnej pracy opublikowała na swoim blogu znakomity, oświecający i zabawny tekst o tym, jak wygląda praca redaktora pracującego w wydawnictwie. Tu jest jego pierwsza część, a tu druga

Foto: sxc.hu

16 komentarzy:

  1. Bardzo przydatny tekst, ale jakimś cudem przez wydawnictwa przechodzą takie szmiry jak "Miłość nad rozlewiskiem" Małgorzaty Kalicińskiej, czy też książki Katarzyny Grocholi...W obliczu popytu na taką prozę, to jeśli posiada się talent literacki, lepiej napisać dobrą powieść czy szmirę pod publiczkę?

    OdpowiedzUsuń
  2. Z punktu widzenia wydawcy - a nie krytyka literackiego - Kalicińska i Grochola to dobre książki: bardzo sprawnie napisane, o współczesnej tematyce, wciągające i przygotowane jako produkt. Co do pytania "szmira lub dobra powieść", to dobrą powieść można napisać pod własnym nazwiskiem, a poczytną szmirę pod pseudonimem lub odwrotnie. (I ani jedno, ani drugie nie jest wcale łatwe). Pseudonim jednak może wyjść na jaw po pierwszych akcjach promocyjnych i spotkaniach, jeśli książka dobrze się sprzeda, więc trzeba wtedy się zastanowić, kim chce się być w życiu: autorem komercyjnym (co nie jest bynajmniej żadną ujmą) czy "poważnym".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do Grocholi się zgadzam, ale druga pani? Hmmm... Cóż; szkoda słów

      Usuń
  3. Wydawnictwo przede wszystkim utrzymuje się z tych "ciepłych opowiastek", bo się najlepiej sprzedają. Nie wymagają szczególnego wysiłku przy czytaniu, więc są w sam raz dla polskiego czytelnika albo raczej polskiej czytelniczki. Mimo wszystko jednak one wcale nie są "bardzo sprawnie napisane", chyba, że sztuczne dialogi rodem z "Klanu" są teraz na topie. Gdyby były rzeczywiście dobrze napisane, to bym się nie czepiała. Powtarza Pan często w swoim artykule, że nie trzeba mieć znajomości, że proza sama będzie się bronić, jeśli będzie wystarczająco dobra. A proza wcześniej wymienionych autorek w ogóle się nie broni!W takim wypadku, chyba wydawnictwo prędzej czyta pod względem:"to się sprzeda", "to się nie sprzeda". A poważne tematy zostawia się już wypromowanym pisarzom. Do pisania szmir trzeba mieć serce, a raczej "serducho". Ja nie znoszę kiczu, dlatego prawdopodobnie nigdy nie wyjdę poza moją "szufladę".

    OdpowiedzUsuń
  4. Sądzę, że kluczem jest rozumienie słowa "dobra" w odniesieniu do prozy. Oczywiste jest, że Kalicińskia i Grochola piszą książki ściśle komercyjne. Oczywiste jest też to, że tego typu literatura nie może się równać ważnym dokonaniom literackim nagradzanym Gdynią i Nike. Pisząc "dobra", mam na myśli dobrą w swojej kategorii, bo inna ocena raczej nie ma sensu. A w kategorii powieści komercyjnych te książki są bardzo dobre. I w tym przypadku "dobre" równa się "sprzedażne", ale muszą też być przejrzyście napisane, skomponowane, wciągające.
    Co do wychodzenia z szuflady, to nie zgadzam się z przekonaniem, które tu widzę, że różne kalicińskoidy pożarły rynek wydawniczy i wyparły wszystko inne - każdego roku wydawanych jest wiele polskich debiutów literatury głównonurtowej czy jak ją zwał. Drobny procent z nich przeradza się z biegiem czasu w ważnych pisarzy, wielu pozostaje gdzieś pomiędzy. Nakłady są tam niskie, pieniądze małe (będzie o tym w dalszej części poradnika), ale jeśli jakość prozy jest wysoka, szansa na wydanie istnieje.

    OdpowiedzUsuń
  5. Co do Grocholi, zgodzę się że jest OK, choć wtórna i nie każdy lubi, ale Rozlewisko porzuciłam po 50 stronie i nigdy nie wrócę (never!). Dla mnie Rozlewisko należy do innej kategorii "dzieł" niż "sprawnie napisana komercja" - na tle ogólnej przeciętności wybiera się przeciętnych artystów (to dotyczy również np. muzyki) i wmawia (promocja) publice, że to super produkt, a publika - lemingi, wiadomo... Jeden taki lemingus kupił mi Rozlewisko w prezencie.
    Efekt jest taki, że zamiast książek czytamy blogi ;)
    Pozdrawiam autora - fajny blog.

    OdpowiedzUsuń
  6. A blogi za to wychodzą w postaci książek. Co to się dzieje na tym świecie. :) Dzięki za pozdrowienia, nawzajem, i zapraszam regularnie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dzięki za ten tekst! Może kiedyś, jeśli kiedyś... to zacznę od ponownego jego przeczytania:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bezokularow: dzięki! :) Dodam tylko, że nie ma po co zwlekać. Siądź sobie wieczorem w spokoju i zacznij wymyślać historię, a potem napisz pierwszą stronę. Pójdzie z górki.

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetnie opracowane- momentami zabawne i cały czas wciągające.
    Mam nadzieję, że kiedyś te wskazówki mi się przydadzą `u`

    OdpowiedzUsuń
  10. Genialny zbiór cennych informacji! Tego właśnie szukałam. Pan jako pisarz i osoba pracująca w wydawnictwie posiada wiedzę, o którą pyta każdy kto chce się zmierzyć z wydaniem własnej książki. Wszystko w pigułce, rzetelnie i na temat. Bez owijania w bawełnę i słodzenia. Kawa na ławę. Teraz wiem na czym stoję. Zapewne oszczędził Pan też wiele zbytecznej pracy kolegom w fachu. Serdecznie dziękuję za to że chciał się Pan podzielić swoją wiedzą!

    OdpowiedzUsuń
  11. Genialny zbiór informacji dla debiutujących autorów. Bez owijania w bawełną, same konkrety. To że pisze Pan jako ktoś kto pracował w wydawnictwie i sam też pisał - jest bezcenne. Oszczędzi Pan też zbędnej pracy swoim kolego w fachu. Takiej wiedzy właśnie szukałam. Bardzo się cieszę że chciał się Pan nią podzielić. Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. Dawniej czytałem bardzo dużo literatury z górnej półki, takiej poważnej i dostojnej. Warto było!
    Po pewnym czasie, przyszła konstatacja i z tej górnej półki ulało mi się.
    Zacząłem podczytywać sensacje, kryminałki, aż dotarłem do ...... , właśnie - Rozlewiska.
    I co? I nie jest zła, ta trylogia. Może tylko trzecią część na siłę pisała.

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetny poradnik napisany ciekawym i dowcipnym (lekko sarkastycznym/ironicznym, tak jak lubię) stylem. Teraz to już myślę, że nigdy nie wyślę nikomu mojej książki ale co tam.

    OdpowiedzUsuń
  14. Olbrzymi wkład twórczy, zaangażowanie i pomoc merytoryczna. Kolosalna praca, żeby wypromować publikację. Praca wydawcy nie jest łatwa, doceniłam ją obserwując z bliska i uczestnicząc w wielu działaniach w Poligrafie.

    OdpowiedzUsuń
  15. O tym co proponuje wydawnictwo Poligraf i jaką ma szeroką ofertę, praktycznie dla każdego, najlepiej przeczytać na ich stronie.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli komentujesz jako użytkownik niezalogowany, bardzo proszę o podpis imieniem lub pseudonimem. Wybierz poniżej z rozwijanej listy opcję "Nazwa/adres URL" i podpisz się. Dziękuję!