22 listopada 2010

Dzieci bawią się w wybory

... czyli jakże smutna farsa

Idę z Weroniką dopisać ją do listy wyborców ostatniego możliwego dnia. Byliśmy tydzień wcześniej, ale nie zabrała dowodu. Zdarza się. Urząd, czyli instytucja dla obywateli, czynny jest do 15.30 (obywatel musi się więc zwolnić z pracy, by cokolwiek w nim załatwić). Przy okienku blokada z krzeseł i karteczka: "Dziś czynne do 14". Praktyka podpowiada, że czas powinno się ostatniego dnia raczej przedłużyć niż skrócić. Interweniujemy. Na górze w pokoju 706 chamska rozpyskowana baba, szefowa czegoś tam. Aż się trzęsie z nienawiści, ciska słuchawką telefonu, wreszcie chowa się w pokoju w połowie rozmowy i już się nie pojawia. (To człowiek pracujący za moje pieniądze.) Powód? Prośba o dopisanie do listy w zwyczajnych godzinach pracy urzędu. Odebrano wielu osobom prawo wyborcze, zamykając półtorej godziny wcześniej i nie informując o tym w żadnym miejscu. Poza kartką na krześle w urzędzie, ma się rozumieć. 

Staram się podjąć decyzję, na kogo głosować. Majchrowski, polityk startujący początkowo z ramienia SLD, partii w zasadzie lewicowej, i wspierany przez lewicę przy dwóch wyborach, na każdym zdjęciu otacza się księżmi i jest dumnym członkiem Klubu Zachowawczo-Monarchistycznego. Ostatnie wielkie osiągnięcie, którym się chełpi: Kraków wyprzedził Ho Chi Minh City, Kair i Colombo, by zająć pierwsze miejsce na świecie jako centrum outsourcowania usług biurowych. Tak Majchrowski rozumie postęp. Tysiące Krakowian mogą teraz dzięki temu przeklejać tabelki w Excelu w firmie Cap Gemini. Ciekawe, dokąd wyemigruje krakowskie pokolenie Ctrl+C Ctrl+V, kiedy Kraków spadnie z listy i korporacyjki znikną, jakby ich nigdy nie było, niczego trwałego po sobie nie pozostawiając - może do miasta Ho Chi Minha?

Szeroko pojęta lewica nie wystawiła żadnego kandydata na prezydenta drugiego miasta w Polsce.

Szukam informacji o radnych. Wiele można znaleźć o tych, którzy władali miastem w ostatniej kadencji, na czoło wysuwa się wielka afera z zaprzepaszczeniem Zakrzówka. Patrzę, kto jak głosował w tej sprawie. Że banda z PO działa na rzecz biznesu i deweloperów a przeciw przyrodzie i ludziom, to rozumiem, ale że cała lewica z rady miasta?

Innych radnych i sejmikowców spowija gęsta mgła tajemnicy. O mnie samym, który nie jestem nikim ważnym ani rzutkim, w sieci znajdzie się dużo więcej informacji niż na temat większości wanna-be samorządowców. A wszakże aktywny człowiek zostawia ślad swojego życia: publikacje, artykuły, wypowiedzi dla prasy, akcje i protesty, załatwione sprawy. O piątym kandydacie z komitetu lewicy jakaś wzmianka. Szósty wyszukuje się w Biuletynie Informacji Publicznej - może był na zebraniu sejmiku i coś powiedział. Są co najmniej dwie wielkie inicjatywy w sieci mające ułatwiać kandydatom promocję, a obywatelom dowiadywanie się: Masz głos i Głosuj teraz. Ten drugi to jakby Myspace dla samorządowców, darmowy, miliony odwiedzin wyborców. Jest też problemowa ankieta do wypełnienia, gdzie można się popisać swoimi wizjami. Próżno tam szukać kogoś z Małopolski. Jak rozumieć tę wielką ciszę? Do władzy garną się jakieś ludzkie puste skorupy? Dlaczego kandydujący działacz nie pragnie się dzielić pomysłami? Bo żadnych nie ma - to prawda, ale mogliby choćby paplać o boiskach i dziurach w drodze, wymyślić choćby z dupy jakąś fajną nazwę - Program Dla Krakowa, Sześć Problemów - Sześć Kroków, Niebieska Ewolucja. Tymczasem smętnie ku mnie powiewają tylko tanie plakaty z dramatycznym fotoszopem przylepione skrupulatnie taśmą do drzewa i później równie skrupulatnie wzdłuż tej taśmy oderwane przez politycznych przeciwników. W krainie mgły toczy się więc też jakaś milcząca wojna.

W końcu zagłosowałem na Katarzynę Migacz. Szczylówa i w dodatku z PO, ale niech ma za Zakrzówek i tępienie czarnych. Idea samorządowości jest taka, że oddaję głos na konkretnego człowieka, tego jednego, bo jego znam, jego widuję w spożywczaku, jego siostra uczy moje dzieci w szkole. Na dalszy plan schodzą sympatie polityczne, ważne jest, żeby załatwić pociągnięcie wodociągu i ścieżkę rowerową. Inaczej niż w przypadku wyborów centralnych nie interesuje mnie inna osoba z jego partii, choćby dostała więcej głosów, bo to jest ktoś mi nieznany, zaś partia jest tu trzecioplanowa. Tymczasem jeśli Migacz się nie dostanie, okaże się, że oddałem głos na PO, czyli partię, na którą nigdy bym nie zagłosował. Zachęcany przez media i polityków do wczuwania się w swoje lokalne sympatie, ostatecznie zostaję zamknięty w starej smrodliwej klatce z politycznymi etykietami, a cały samorządowy mechanizm wyborczy komunikuje mi jasno: idee to zwykły pic, człowieku.

Znam niektórych kandydatów z ich działań w radzie mojej dzielnicy - bo są nawet i rady dzielnicowe w naszej polskiej samorządowej bukolice. Piotr Tumidajski i Andrzej Hawranek są otóż w redakcji pisma "Kurier Zwierzyniecki", które czytam regularnie od deski do deski. To kultowe pismo, 8 stron, full kolor, 5000 nakładu (!), darmowe. Trudno je zresztą opisać słowami, trzeba przeczytać choć jeden numer. Obaj kandydaci piszą tam od lat groteskowe artykuły, nie potrafiąc sklecić prostego tekstu bez błędu w jednym akapicie. To bogobojni patriotyczni papiści nierozumiejący idei rozdziału kościoła od państwa, czego dowodem zdjęcia tłustych proboszczy na każdej imprezie, i ludzie, dla których ważnym wydarzeniem kulturalnym jest konkurs piosenki Słowik Zwierzyniecki tudzież rokroczny Bieg Panien Zwierzynieckich. Środki na kulturę emerytów przeznaczają na zorganizowanie im wycieczki do Lwowa. Ostatnio z pompą cyklem imprez świętowali jakże ważną okazję: Święto Setnej Rocznicy Przyłączenia Zwierzyńca do Krakowa. "'Przed nami kolejne 100 lat' - mówił Andrzej Hawranek, przewodniczący rady Dzielnicy VII". Lajkonik, szopki i Emaus. Ciekawe, co myślą o The Gay, Innocent and Heartless Libery w MN ci ludzie, którzy chcą decydować m.in. o kulturze w Krakowie. Muz. Nar. to przecież prawie Zwierzyniec, brakuje może 150 metrów.

Pewien obywatelski komitet od pół roku toczy walkę o przeprowadzenie referendum w sprawie Zakrzówka i w ogóle zagospodarowywania terenów zielonych. Można by je przeprowadzić za cenę kosztu druku dodatkowej kartki razem z wyborami. Referendum jednak nie będzie. Może w innym terminie, może wcale. Swoje obywatelskie inicjatywy wsadźcie se, obywatele, w dupę. 

Kiedyś słyszałem w Tok FM, że samorządy to miejsca, w których dochodzi do egzotycznych koalicji, a samorządowcy skrajnie różniących się partii łączą się tam w tym czy innym celu zupełnie inaczej niż na scenie centralnej. I to podglebie, ten lokalny ferment jest dobry, bo napędza powolną polityczną ewolucję i pokazuje celowość działań organizacyjno-administracyjnych ponad paradygmatami politycznymi. Może tak jest - czy też bywa - w małych miejscowościach, gdzie są konkretne problemy do rozwiązania, gdzie ludzie szukają swoich miejsc w oparciu o lokalne warunki. W Krakowie wokół mnie jednak na poziomie samorządowym są nienormalne decyzje, niezrozumiałe układy, niekompetentni, głupi ludzie, gimnazjalny poziom, marnotrawienie środków, mgły ignorancji, groteskowe zdjęcia na plakatach i grafika szwagra. Wreszcie - głosowanie na partie zamiast na ludzi, lekceważenie wyborców, lekceważenie aktywnych działaczy i atmosfera apatii. Nikt tego nie bierze na poważnie. Ci, którzy biorą, wkraczają w ciemne rzeki frustracji.

Zdjęcia: sxc.hu

9 komentarzy:

  1. też wkurza mnie ordynacja większościowa do rad miasta. tutaj nie chce głosować na partie, ale na konkretnych ludzi. brak wiadomości na temat startujących w wyborach... ciężko mi było nawet listę kandydatów znaleźć w necie...podobno mamy XXIwiek. i wielkie ambicje mamy też.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszy mnie to natomiast, że Zakrzówek stał się tak głośnym tematem, że wielu ludzi właśnie z jego powodu głosowała. Bardzo próbowali sprawę zamieść pod dywan, na szczęście się nie udało.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo podoba mi się fragment o outsourcingu i pokoleniu Ctrl+C Ctrl+V. Chociaż obawiam się, że teatry znikną szybciej niż korporacje. A może nie...?

    OdpowiedzUsuń
  4. Sztuka była pierwsza i będzie ostatnia.

    OdpowiedzUsuń
  5. Tu nie chodzi rzecz jasna o to, że korporacje _jako takie_ znikną z powierzchni Ziemi, a Kraków będzie trwał. Chodzi o to, że po prostu wyniosą się z Krakowa, kiedy zmienią się warunki, tak jak się to dzieje np. w Irlanii, która nagle pozbawiona swoich montowni procesorów stoi w obliczu jeszcze większej zapaści. Korporacja zawsze idzie śladem taniej siły roboczej i łatwego pieniądza. Zestawienie miast w rankingu tego zresztą dowodzi. Kraków przez chwilę pobędzie na liście outsourcerów, za rok czy dwa z niej spadnie i dużo ludzi zostanie na lodzie. Dlatego właśnie obwoływanie sukcesu jest mydleniem oczu, tu trzeba włączyć żółte światła, a nie podniecać się Cap Gemini i IBM-em. Już teraz jest bardzo duży problem z nadmiarem ludzi po różnych zarządzaniach i marketingach, którzy stanowią trzon bezrobotnych z wyższym wykształceniem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak, tak, ja to wszystko rozumiem, ale nie nurtuje mnie problem, co stanie się z tymi ludźmi (w tym ze mną), gdy korporacja powie im "pa pa". Bardziej martwi mnie, że coraz więcej ludzi wykonuje bezsensowną pracę - jak to trafnie ująłeś "pokolenie Ctrl+C Ctrl+V". Co nas uratuje? Znalezienie zajęcia tworzącego wartość dodaną dla świata (nie tylko kasę). I chyba - masz rację - sztuka.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeśli wciąż pracujesz w Ozasie, to dobrze, bo to wszakże nie jest korporacja outsourcingowa. By odpowiedzieć na pozostałe pytania, trzeba by się zabawić w analityka społecznego. :) Może odpowiedzią jest przechodzenie na własny rachunek, jeśli się umie coś robić - a dziś nauczyć się (jeśli się nic nie umie) chyba nie jest tak trudno, są kursy itp. Sklep internetowy. Firma z kolegami z roku. Stowarzyszenie prowadzące działalność publiczną za pieniądze z grantów... Cóż, łatwo się mędrkuje, prawda...

    OdpowiedzUsuń
  8. Człowieku, ja jestem zatroskana o losy pokolenia, a Ty mi tu z personalnymi radami... ;-)
    O mnie się nie martw, ja sobie świetnie poradzę. A korporacja to korporacja, ze wszystkimi konsekwencjami. Mnie się akurat udało, bo pracuję ze świetnymi ludźmi, kontakt z nimi uskrzydla.
    Zapraszamy na bronka czy wódkę, jak będziesz w Behtarin Szachre Donio.

    OdpowiedzUsuń
  9. Wszystkim wkoło pokazuję ten wpis... Dobra robota.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli komentujesz jako użytkownik niezalogowany, bardzo proszę o podpis imieniem lub pseudonimem. Wybierz poniżej z rozwijanej listy opcję "Nazwa/adres URL" i podpisz się. Dziękuję!