9 sierpnia 2010

Nic, tylko żarcie mózgów i picie krwi

...czyli w poszukiwaniu usprawiedliwień

Do tego wpisu zainspirowało mnie ogłoszenie jakiś czas temu polskiego odkrycia związanego z fizjologią roślin. W skrócie mówi ono, że w komórkach roślin jest przewodnictwo elektrochemiczne, zaś prowadzący badania profesor używa (moim zdaniem bardzo nieroztropnie) takich słów jak "myślenie" i "pamięć". Fachowcy rozumieją, że robi to w celu podgrzania atmosfery oraz zbudowania prostej analogii na użytek dziennikarzy. Ale dziennikarze - i prości ludzie - biorą to dosłownie. I oto media mówią, że rośliny myślą, a co w mediach, to prawda. Ja zaś dzień po tym tekście w GW miałem już trzy rozmowy ze znajomymi, którzy zaczepiali mnie zawadiacko w sprawie wegetarianizmu.

Ciekawe jest to, że pierwsza myśl prostego człowieka biegnie właśnie ku temu: a co na to wegetarianie? Przykładem Cezary Łasiczka z Tok FM, którego mam za typ idealny prostego człowieka. To naprawdę osobliwe i trochę straszne, że pierwsza myśl na naukowe doniesienie o "myślących roślinach" biegnie u niego właśnie ku sprawie wegetarianizmu (czyli ku pożeraniu), a nie ku próbie komunikacji z roślinami (skoro myślą). Jak każdy, mam mięsożernych znajomych, którzy nie decydują się na przeprowadzenie w swojej głowie związku przyczynowo-skutkowego między befsztyczkiem na talerzu a rykiem przerażonych krów, którym tysiącami podrzyna się gardła w cuchnących krwią rzeźniach. Sądzę, że w sprawie tych roślin mają pewne założenia, o których chciałbym tu napisać, a może i trochę projektowanych lęków.

Milczące założenie przy tych ich zawadiackich pytankach ("Hej, Darek, rośliny myślą, i co ty na to?") jest takie, że wszyscy jesteśmy równo umoczeni. Odkrycie myślących roślin tylko udowodniło, że jedzący mięso od dawna znali (czy może milcząco przeczuwali) prawdę. Możesz sobie jeść roślinki, ale Odwieczne Prawo Natury znane Większości Polaków jest takie, że człowiek zabija i pożera innych. Teraz tylko udowodniono to ponad wszelką wątpliwość. I  wegetarianie już nie muszą się spinać w swoim sztucznym uporze przeciw zabijaniu.

Myślenie takie jest próbą zachowania poznawczego status quo: okazuje się, że wegetarianie są nie lepsi od jedzących mięso. No i w związku z tym jest to także fun z wegetarian na zasadzie "He he, ale wam przysrali", lecz śmiech wynika tu poniekąd z ulgi: po raz kolejny się potwierdziło, że mamy prawo nie zastanawiać się nad kwestią rzeźni. Bo cały świat to, jak się okazuje, rzeźnia.

I to była główna refleksja, ale pomyślałem, że może warto przy okazji przedstawić kilka myśli, na których opiera się moja koncepcja wegetarianizmu. Może się komuś przydadzą. Kolega podawał mi niedawno obrazową metaforę, jak to wegetarianin, poczęstowany kanapką z szynką i serem, odmówił, a na propozycję wyjęcia szynki z kanapki odparował: "Wyobraź sobie, że ktoś daje ci kanapki z gównem i serem, ale gówno z nich wyciągnie - czy chciałbyś je jeść?" Tego typu podejście nazwałbym metafizycznym: dopatruje się ono w mięsie wartości symbolicznej, takiej, jaką przypisuje się temu, co nieczyste. Z pogranicza zmazy i sacrum. Może zarazić nieczystością na zasadzie magii kontagialnej. Mnie osobiście taka postawa (smażenie mięsa znajomym na innej patelni, krojenie innym nożem, grillowanie tak, żeby przypadkiem nie dotknęło warzyw, trzymanie na innej półce w lodówce) wydaje się dość prymitywnym osunięciem w religijny, czyli magiczny rytualizm.

Inna linia podziału to pytanie, co uznajemy za mahram, a co nie. I tu na przykład są wegetarianie hardkorowcy, którzy tzw. ichtiwegetarian (jedzących ryby) mają za oszustów, ludek równie skażony jak przeżuwacze wołowiny. Sami są z kolei odsądzani od czci i wiary przez wegan niepijących mleka i niejedzących jajek. Choć rozumiem postawę wegańską i w zasadzie trafiają do mnie argumenty PETA o rozdzielenie świata zwierzęcego od ludzkiego (zwane uwolnieniem zwierząt), jednocześnie jestem lewicowcem i racjonalistą, a to oznacza, że sam, na podstawie samodzielnie przemyślanych źródeł i autorytetów - bez pomocy księdza czy wegańskiego guru - odpowiadam za granice i kategorie własnego, tworzonego dla siebie systemu etyczno-moralnego. Wyobrażam sobie (choć nie jestem pewny), że jakaś część wegetarian ma na te sprawy podobny pogląd. Nie ma świętej księgi wegetarianizmu, a choćby i była, głosy autorytetów trzeba traktować własnym rozumem. 

I oto sedno sprawy: kogo będziemy pożerać, jest kwestią przeprowadzenia granic między tym, co czuje i cierpi, a tym, co nie czuje i nie cierpi. Przynajmniej nie tak bardzo. To jedna z tych kwestii, w których nie ma mierników ani ostatecznych ustaleń (przynajmniej na razie) i trzeba działać na własną rękę. Moja granica odcina dziś owoce morza, owady i płody ziemi od drobiu i innych zwierząt. Ryby pływają w strefie nieokreślonej. Nie wiem, gdzie tę granicę przeprowadzę za rok, za miesiąc. W każdym razie rośliny jednak NIE myślą, choć trzeba być otwartym na wszystkie nowe doniesienia naukowe o świecie życia. Natomiast nikt, nawet gromada profesorów donoszących o najwyższych intelektualnych, duchowych i artystycznych możliwościach roślin, euglen i krewetek, nie zwalnia od przymusu refleksji nad własną rolą w świecie, gdzie przerażone krowy i świnie wiesza się na haku i podrzyna im gardła, a koniom odrąbuje nogi wystające z auta podczas transportu.


PS Dla równowagi na zakończenie weselsza nuta. Wegetarianizm jest bardzo sexy


Foto: http://sxc.hu, Zsuzsanna Kilian

7 komentarzy:

  1. Jestem mordercą, jem mięso, ale kocham wegetarian i nie dojeżdżam im, a gdybym miała zjeść człowieka to tylko wegetarianina/wegetariankę:)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że Twoje podejście jest trochę nieprawidłowe - to, że Twoi znajomi zadali Ci owe zawadiackie pytania nie znaczy, że ich myśli pobiegły od razu w kierunku upodlenia wegetarian.

    Hm, z drugiej strony, będąc mięsożercą trudno by było umartwiać się nad każdą porcją kotleta. Ewentualnie, gdy jest się katolikiem tak dla oczyszczenia sumienia zawsze można się pomodlić i wyspowiadać. Inną kwestią jest to, że teraz większość rzeźni nie zabija zwierząt tak jak w Twoim opisie. Generalnie uważa się, że zwierząt nie powinno się stresować przed zarżnięciem, bo uwolniona do krwi adrenalina powoduje, że mięso staje się twarde (przynajmniej w przypadku krów), więc najpierw w "neutralnym" pomieszczenie się je ogłusza, a potem zarzyna.

    Cały świat to jest jedna wielka rzeźnia, w ten czy inny sposób. I jasne, trzeba się zastanawiać nad tą kwestią, ale nie sądzę, czy ma na to największy wpływ, co masz na talerzu. Jasne, ja "morduję" bardziej bezpośrednio niż Ty, ale i w przypadku wegetarian, wegan, frutarian, cyklistów i innych można by znaleźć jakieś czynniki mające jakiś wpływ na tą rzeźnię. A i z drugiej strony wkurza mnie nazistowskie nastawienie większości wegetarian, którego sama doświadczyłam: jesz mięso - jesteś "świnią", gorszym człowiekiem.

    I chyba zrozumiałam w końcu Twoje podejście do sprawy - czyli jesz wszystko, co nie jest w stanie wydać przerażonego ryku, a nawet pojedynczego dźwięku... ;)

    Ot, luźna refleksja.

    Ola.

    OdpowiedzUsuń
  3. "to, że Twoi znajomi zadali Ci owe zawadiackie pytania nie znaczy, że ich myśli pobiegły od razu w kierunku upodlenia wegetarian."

    Ten krótki tekst jest właśnie po to, by wskazać, że w dobroduszny i nieświadomy sposób przyjęli pewne założenia o tym zabarwieniu. Tropy kultury tak się właśnie ujawniają, a próba antropologicznej refleksji, choćby luźna, ma je odczytywać.

    "Hm, z drugiej strony, będąc mięsożercą trudno by było umartwiać się nad każdą porcją kotleta."

    Może należałoby rozumować krok wcześniej i zadać sobie pytanie, dlaczego jestem mięsożercą i czy nie lepiej byłoby nim nie być? Jeśli już człowiek nie ma problemu z jedzeniem mięsa, trudno oczekiwać umartwień, bo już zbudował mechanizmy obronne i wyjaśniające jego położenie (ma wokół pod dostatkiem wyjaśnień). Przejeżdżający lexusem bogacz nie umartwia się nad mijanym żulem. Ba, jest dumny z tego, że żyje w całkiem nieźle poukładanym świecie, w którym to on jedzie lexusem.

    "Ewentualnie, gdy jest się katolikiem tak dla oczyszczenia sumienia zawsze można się pomodlić i wyspowiadać."

    Cóż, katolicy przeważnie nie mają tego typu zahamowań. Ale dość o dzikich. Natomiast Indianie w popkulturze pokazywani są jako ci, którzy polując, dziękują za otrzymany dar życia zwierzęcia. Wydaje mi się to znacznie uczciwsze.

    "Inną kwestią jest to, że teraz większość rzeźni nie zabija zwierząt tak jak w Twoim opisie."

    A jakie to ma znaczenie? Nawet po ujawnieniu kolejnych stu filmów o absolutnie niehumanitarnych zachowaniach w rzeźniach i przy transporcie, które wypływają cały czas, czy to ma ostatecznie większe znaczenie?

    "ale i w przypadku wegetarian, wegan, frutarian, cyklistów i innych można by znaleźć jakieś czynniki mające jakiś wpływ na tą rzeźnię"

    No pewnie. Ot, przeklęte koło samsary, rzekłby buddysta. I to znaczy, że trzeba zabijać więcej zwierząt?

    "wkurza mnie nazistowskie nastawienie większości wegetarian, którego sama doświadczyłam: jesz mięso - jesteś "świnią", gorszym człowiekiem."

    Nie jesz mięsa - jesteś pozerem, lansiarzem, sekciarzem, wymoczkiem i nie-Polakiem. Cóż, wet za wet.

    OdpowiedzUsuń
  4. "Ten krótki tekst jest właśnie po to, by wskazać, że w dobroduszny i nieświadomy sposób przyjęli pewne założenia o tym zabarwieniu."

    A może po prostu chcieli Ci w ten (moje ulubione słowo) prosty sposób pokazać ci pewne braki w Twoich założeniach?

    "Może należałoby rozumować krok wcześniej i zadać sobie pytanie, dlaczego jestem mięsożercą"

    O ile mi wiadomo, nasze układy trawienne są przystosowane do jedzenia mięsa. Człowiek wywodzi się z kultury zbieracko-łowieckiej, a przestawienie się na kulturę rolniczą przyczyniło się do pojawienia wielu chorób.

    "Przejeżdżający lexusem bogacz nie umartwia się nad mijanym żulem. Ba, jest dumny z tego, że żyje w całkiem nieźle poukładanym świecie, w którym to on jedzie lexusem. "

    Kolejne uogólnienie. Jasne, dupki istnieją wszędzie, ale jest wielu ludzi bogatych, którzy pomagają biednym. Chcesz przez to powiedzieć, że jeżdżąc rowerem za 3 tys., z wyższością patrzysz na tych, których stać tylko na dwa kółka z supermarketu?

    "Ale dość o dzikich"
    Piekne!! :D

    "Nawet po ujawnieniu kolejnych stu filmów o absolutnie niehumanitarnych zachowaniach w rzeźniach i przy transporcie, które wypływają cały czas, czy to ma ostatecznie większe znaczenie?"

    Oczywiście, że tak! To tylko pokazuje, że świadomość ludzi dotycząca tych spraw rośnie i że zwalczamy tego typu patologie, jak tylko się da. To się nazywa praca od podstaw.

    I to znaczy, że trzeba zabijać więcej zwierząt?
    Mam lepsze rozwiązanie, wybijmy połowę ludzkości, będzie mniej gęb do wykarmienia.

    "Nie jesz mięsa - jesteś pozerem, lansiarzem, sekciarzem, wymoczkiem i nie-Polakiem. Cóż, wet za wet."

    Jakie to pięknie staro-biblijne! Ja po nikim nie jeżdżę za ich poglądy i bym chciała, żeby to działało w obie strony. Ale bardzo rzadko tak się dzieje, niestety.

    OdpowiedzUsuń
  5. "A może po prostu chcieli Ci w ten (moje ulubione słowo) prosty sposób pokazać ci pewne braki w Twoich założeniach?"

    Któż to wie? Ale nie sądzę. Oto magia felietonu - felietonista nie prowadzi badań, tylko chwyta czytelnika w pułapkę swoich spostrzeżeń.

    "O ile mi wiadomo, nasze układy trawienne są przystosowane do jedzenia mięsa. Człowiek wywodzi się z kultury zbieracko-łowieckiej, a przestawienie się na kulturę rolniczą przyczyniło się do pojawienia wielu chorób."

    Nie chciałbym rozpoczynać dyskusji o zaletach wegetarianizmu, ale ten naturalistyczny argument zawsze mnie bawi. Kiedy ostatnio byłaś na polowaniu połączonym ze zbieraniem jagód? :) Człowiek od dawna kształtuje własną ewolucję, a choroby zwalcza się tymi, no... lekarstwami.

    "Kolejne uogólnienie. Jasne, dupki istnieją wszędzie, ale jest wielu ludzi bogatych, którzy pomagają biednym. Chcesz przez to powiedzieć, że jeżdżąc rowerem za 3 tys., z wyższością patrzysz na tych, których stać tylko na dwa kółka z supermarketu?"

    Chcę powiedzieć, że człowiek buduje mechanizmy obronne, wyjaśniające świat w taki sposób, by nie musiał się troszczyć o ewidentne podsuwane mu pod oczy cierpienie innych.

    "Ale dość o dzikich"
    "Piekne!! :D"

    Pożyczyłem od Clifforda Geertza, chyba nie miałby nic przeciw, skoro w ważnej sprawie.

    "Nawet po ujawnieniu kolejnych stu filmów [...]"

    "Oczywiście, że tak! To tylko pokazuje, że świadomość ludzi dotycząca tych spraw rośnie i że zwalczamy tego typu patologie, jak tylko się da. To się nazywa praca od podstaw."

    Praca u podstaw trwająca dwa wieki, ale wciąż przynosząca coraz więcej krwawych filmów, porażek, nadużyć i niepowodzeń? Hm, gdyby to była korporacja, za taką pracę poleciałyby głowy.

    "Mam lepsze rozwiązanie, wybijmy połowę ludzkości, będzie mniej gęb do wykarmienia."

    Można je wykarmić roślinami. Ale atomówka tu i ówdzie też by nie zaszkodziła, to prawda.

    "Nie jesz mięsa - jesteś pozerem, lansiarzem, sekciarzem, wymoczkiem i nie-Polakiem. Cóż, wet za wet."
    "Jakie to pięknie staro-biblijne! Ja po nikim nie jeżdżę za ich poglądy i bym chciała, żeby to działało w obie strony. Ale bardzo rzadko tak się dzieje, niestety."

    To prawda. Ale że wegetarian jest dużo mniej, statystycznie rzecz biorąc to oni są częściej obrażani niż obrażają. :) [Czy jeszcze jakaś niższa forma świadomości chce zawezwać mnie do zniżenia się na swój poziom i podyskutować?]

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny artykuł:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Krewetki oraz inne ZWIERZĘTA żyjące w środowisku wodnym z równym przerażeniem wpadają - jeszcze żywe - do wrzątku...
    Że już nie wspomnę o przerażeniu jadących na rzeź cieląt, których matki są gwałcone i sztucznie zapładniane, by ludzie mogli kraść mleko naturalnie przeznaczone dla ich dzieci...
    A co z kurami, stłoczonymi na powierzchni mniejszej niż pół kartki A4, z wyrwanymi pazurami, stopionymi dziobami? One nie mogą rozłożyć skrzydeł i nigdy nie zobaczą Słońca, a ich pisklęta traktowane są jako odpad i mielone żywcem - wszystko w imię jajek. Czy ich przerażenie jest mniejsze?
    Możesz być lewicowcem, racjonalistą, nawet kosmitą, ale nie możesz dłużej odwracać od tego głowy.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli komentujesz jako użytkownik niezalogowany, bardzo proszę o podpis imieniem lub pseudonimem. Wybierz poniżej z rozwijanej listy opcję "Nazwa/adres URL" i podpisz się. Dziękuję!