21 czerwca 2010

Nie ma queerowej granicy

Intro. W Muzeum Narodowym w Warszawie otwarto właśnie wystawę Ars Homo Erotica, a w Berlinie 33. pochód lesbijek i gejów i pomyślałem, że warto na tę okoliczność napisać kilka słów. Jako rekwizyt przyda nam się jeszcze plakat z dziwnej, niewidzialnej, ale fajnej jakiejś kampanii wiszący przy Krakowskiej koło mostu (fot. Mateusz Szczerbiński) oraz Różowy elementarz Biedronia.

1. Biedroń pisze, że homoseksualistą się jest lub nie. Nie można się nim stać samodzielnie, nie da się zmienić preferencji. Słowem, nie jest i nie może to być sprawa wyboru, ale, powiedzmy, genów. Według tej wizji między homo i hetero przebiega ścisła granica. Metroseksualne zabawy heteryków to co najwyżej pozowanie.

Decyzja Biedronia o rozdzieleniu światów nie jest niewinnym opisem barwnej rzeczywistości LGBT. To decyzja strategiczna podjęta z określonych przyczyn. Pozwala mianowicie na odparcie (czy wyminięcie) dwóch ważnych w polskim dyskursie wokół-LGBT zarzutów: o promocję homoseksualizmu i o zgejowacenie adoptowanych dzieci. Wg tej wersji nie można promować homoseksualizmu w ścisłym sensie (tzn. bezpośrednio lub nie wprost zachęcać ludzi, by sami przyłączali się do lesbijsko-gejowskiego klubu), ponieważ stanie się gejem jest niemożliwe. Zaadaptowane dziecko także nie stanie się nigdy gejem, może się nim co najwyżej (inszallah) urodzić.

2. Reklama koło mostu nie jest tak jednoznaczna jak książka Biedronia, podlega interpretacji niczym wiersz. Widać na zdjęciu, że gdy te interpretacyjne umiejętności dobiegają bliskiej granicy w łysej głowie narodowca, pozostaje mu tylko z zafrapowanym wyrazem twarzy na wszelki wypadek przekreślić napis sprayem. Ma się czego bać. Bo jeśli queerową ewolucję faktycznie kształtujemy sami, bezpieczna pluszowa wizja pokojowo koegzystujących, ale monadystycznych w sumie światów Biedronia idzie w drzazgi. Adoptowane dziecko może napatrzyć się na rodziców i wybrać homoseksualizm. Tęczowe sztandary, luźny styl i fascynujące parady jednak mogą wypromować LGBT i skłonić kogoś do przejścia na queerową stronę. Przejścia - czy też przechodzenia i wracania zależnie od ochoty. To samo z dzieckiem: może stać się lesbijką albo gejem, ale równie dobrze może się odstać lub stawać, kiedy chce.

Oczywiście mówienie o "stawaniu się" implikuje i teoretyczną, i realną wolność wyboru swojej seksualności. W kraju takim jak Polska, gdzie dwaj mężczyźni trzymający się za rękę zostają oskarżeni o jakieś demonstracje czy prowokacje, gadanie o wolnym wybieraniu LGBT może brzmieć śmiesznie, krzywdząco i głęboko nieprawdziwie. W tym sensie Biedroń ma rację: między homo a hetero przebiega ścisła granica, gdyż żaden hetero nie skaże się dobrowolnie na szykany społeczne, a ci, którzy żyją w szafie i/lub udają hetero, pozostają w szafie z niewieloma wyjątkami.

3. Odsuńmy jednak póki co na bok tę kwestię i wyobraźmy sobie na chwilę świat, gdzie zagadnienia homo i hetero są neutralne. Historia seksualności, mnóstwo ludzkich biografii i badania nad seksualnością wskazują wyraźnie, że Biedroń po prostu nie ma racji. Jego strategiczna próba obrony przed zarzutem o promocję pada wobec teorii kontinuum seksualnego rozwijanej od czasów Kinseya. Jednak można stawać się homo, bi, hetero itd. w określonych warunkach społecznych i psychologicznych, a więc możliwa jest "promocja homoseksualizmu", możliwe jest także, że adoptowane dziecko wybierze homoseksualną opcję. (A także że łysy młodzieniec z nazistowską flagą poczuje pociąg do innego łysego młodzieńca, ale to chyba oczywiste). Dochodzę do zasadniczej kwestii, na krok przed którą zatrzymał się skądinąd pożyteczny Elementarz: jeśli nie ma obrony przed migracją między preferencjami, jeśli faktycznie zachodzi queerowa ewolucja i sami określamy nasze seksualne skłonności, co nas broni przed konserwatywną prawicą, przed jej zarzutami o promocję i o dzieci? Uważam, że wymyślanie strategii z barierą między orientacjami to błędna droga, która nie pozwala postawić podstawowych spraw jasno: homoseksualizm to nie deprawacja. Stawanie się homoseksualistą nie jest niczym złym. Sprawianie, że dziecko wybiera homoseksualną opcję, to orientowanie go na jedną z wielu możliwych życiowych dróg, nie lepszą ani nie gorszą (no dobra, dużo lepszą) niż orientowanie go na religię katolicką lub jakąkolwiek inną. Życie i lifestyle'owe wybory.

4. Argumentujący przeciwko homoseksualizmowi (by tak szeroko rzec) próbują niezręcznie opleść swoje argumenty w pozory ratio (wypowiedzi lekarzy, logikę większości, a nawet kategorie estetyki itd. - nie będę ich przytaczać, bo o tym napisano już bardzo dużo i nie chcę tu o tym dyskusji. Akcent wyborczy: na test-wyborczy.pl pytanie o adopcję przez pary homo, odpowiada Komorowski: nie ma przyzwolenia społecznego, Kaczor: nie bo nie, Olechowski: tradycja nie pozwala, Pawlak: nie w imię "prawidłowego rozwoju"). Ale ostatecznie, po odsączeniu z całej słownej mierzwy "społecznych przyzwoleń" i wzorców "prawidłowej" rodziny, sprawa zawsze sprowadza się do ostatecznej rozgrywki, kluczowego pytania. Najgłębsza i nieredukowalna dalej odpowiedź, która leży pod wszystkimi argumentami niczym odruch obronny wysłany z pnia mózgu brzmi: bo homoseksualizm jest ZŁY. Powoduje skażenie i deprawację, a homoseksualista - u podstawy tej linii rozumowania - to po prostu degenerat. Pytanie o to, co jest złego w tym, że dziecko staje się homoseksualne, to przecież de facto pytanie o to, co jest złego w homoseksualiście jako takim. Nie da się na nie szczerze odpowiedzieć inaczej niż przyznaniem się do irracjonalnego strachu przed metafizycznym, nieuzasadnialnym złem. Co jest nie tak w wizji ludzi migrujących pomiędzy wyborami poza głęboką bojaźnią przed tabu? To jest samo jądro, podstawowe pytanie, które powinniśmy zadawać (choćby i sobie samym) za każdym razem, kiedy prawicowi strażnicy moralności czy inni papiści bzyczą nad uchem, mamrocząc o demoralizacji, wzorcowym modelu rodziny i społecznej niezgodzie. W rzeczywistości mamroczą jednak o piekielnych ogniach, wężach, diabłach z widłami i panu bogu z mitycznej krainy chrześcijan. A Tęczowy elementarz, wszakże przydatny, odpierając te wizje tworzeniem granic, których nie ma, w rzeczywistości gra w tę ich obślizgłą grę, zamiast rozdać karty przy innym stoliku.

[A teraz promocja: zostań lesbijką lub gejem. Będziesz - według statystyk - bogata/y i wykształcona/y, poszerzysz doświadczenia, a kiedy ci się znudzi, zawsze możesz znowu być hetero.]