22 maja 2010

Postlapidarium 3


Na Facebooku w Edycji profilu jest sekcja Informacje podstawowe. Tam rubryczka Relationship status z wieloma opcjami do wyboru, wskazującymi, że Facebook, w przeciwieństwie do peerelowskiego dowodu osobistego, to otwarte, rozumiejące, światowe środowisko, które nie wyklucza różnych preferencji czy sytuacji życiowych. Jakie są tam opcje? 1) "Wolny/a", wiadomo. Obnoszenie się z wolnym stanem to sól Internetu społecznościowego i jego hunterskiego nachylenia. 2) "Zaręczony/a" - to ukłon w stronę drobnomieszczaństwa i wsi. 3) "Żonaty/a", też często się zdarza, podatki, dzieci itd. 4) "W wolnym związku" - nowoczensy światowy tłumek to naturalny przyjaciel Facebooka. 5) "To skomplikowane" - oczywiście, miejska młodzież tak ma. 6) "Wdowa/wdowiec", wyrazy współczucia. Przy wszystkich opcjach wyskakuje ramka do wpisania osoby, której dotyczy Relationship status (poza pierwszą i ostatnią, gdzie nie ma żadnej ramki). Ale dlaczego, o, drodzy mieszczańscy amerykańscy obrońcy moralności, ramka jest tylko jedna?


|||

Przyszło mi kiedyś do głowy, że w historii seksualności Zachodu istniał krótki Złoty Wiek, a raczej niecałe dwie złote dekady. Rozpoczęły się z wynalezieniem pigułki antykoncepcyjnej w połowie lat 60., a skończyły z odkryciem HIV w połowie lat 80. Był to zarazem okres, kiedy już od dawna stosowano antybiotyki. Oto sytuacja bez zagrożenia ani ciążą, ani terminalną chorobą. Imperium swobody, erotyczny raj. Wyobraź to sobie przez chwilę. Kto wie, czy do niego nie wracamy, jako że doniesienia o zwalczaniu HIV są coraz konkretniejsze. Wtedy hipisi z ich Erą Wodnika będą mogli się kłaniać nam, rozpasanym promiskuitom Nowego Edenu.

|||

W Tesco w dziale z warzywami zobaczyłem naklejkę: "Dla poprawy twojego bezpieczeństwa sklep jest monitorowany za pomocą kamer". Nasuwa się pytanie, cóż takiego mi grozi w markecie: atak zmutowanych ośmiornic z działu rybnego, lawina orzeszków ziemnych? Może napadną mnie kibole przy sportowym albo przejedzie wózek widłowy? Ale zaraz przypomniało mi się inne ostrzeżenie przy instalacji jakiegoś programu, mówiące mniej więcej: teraz przeprowadzimy różne procedury weryfikacyjne, bo mogłeś "paść ofiarą piractwa". I jeszcze znienacka przypomniała mi się tylna strefa w autobusie, do której w Krakowie na niektórych liniach wsiadają śmierdzący żule, ale nikt ich nie wygoni czy nawet nie objedzie za to, że śmierdzą, dopóki nie zaczną się szarpać, krzyczeć, atakować innych zmysłów niż węch. Nie da się powiedzieć: "Nie kradnij, bo cię złapiemy" bez historyjek o bezpieczeństwie i ofiarach piratów, tak jak nie da się wywalić z pojazdu menela za to, że cuchnie, ponieważ są po prostu rzeczy, o których nie można wprost powiedzieć.

|||

Unia Europejska dopłaca do wszystkiego. Nawet rząd Polski dopłaca. W pierwszym kwartale ogłasza się dopłaty do małych firm i 10 milionów ludzi rzuca się do pisania wniosków. W jakimś innym kwartale ministerstwo ogłasza dotacje na kulturę i polskie endżiosy zacierają ręce. Rolnicy mają z kolei suszę lub powódź i zaraz dostają dotację. Syjamskie pięcioraczki lecą do Saudii na zafundowany im zabieg. Za jeden procent niemowlaki z rakiem zjadają ostatnią owsiankę, a osierocone kundelki wiodą szczęśliwe życie w schronisku. Deszcz pieniędzy sypie się z nieba, tylko trzeba być trochę specjalnym i niedofinansowanym. Ja też jestem niedofinansowany i chcę moje pieniądze. Chcę, żeby były specjalne wnioski dla obywateli, którzy na nic nie chorują i nie są rolnikiem w trakcie suszy. W czym człowiek pracujący, powiedzmy, w biurze, jest gorszy od posiadacza małej firmy? Unijny wniosek dla obywatela wymagałby podania, co się planuje przez ten czas robić. Dostawałoby się punkty za naukę języka czy kurs prawa jazdy, ale nie byłoby to konieczne. Najważniejsze, aby w dobry, spokojny sposób przeżyć rok, nie łamiąc prawa, nie popadając w alkoholizm itp. Jak dobry obywatel Unii. Bez szaleństw na jachcie, ale z porządnymi wakacjami. Bez kupowania Audi A8, ale z przeglądem i rejestracją trzyletniego Passata. Nie byłoby kawioru na każde śniadanie, ale raz w tygodniu sushi czy jakieś owoce morza. Dużo książek, wyprawki dla dzieci, pies, remont. I jak w końcu je wprowadzicie, te wnioski dla zwykłych ludzi, to nazwijcie je Programem Żukowskiego.

|||

Literaturoznawcy, mitoznawcy, semiolodzy konstruują wzorce, według których konstruowane są opowieści świata. Propp ma reguły bajki magicznej. CLS ma mitemy w sieci wzajemnych powiązań. Campbell ma monomit. Vonnegut rysował studentom wykresy. Kiedyś z przyjacielem postanowiliśmy zrobić własny uniwersalny schemat opowieści - uniwersalna historia w pigułce podana jak najkrócej. Zaczęliśmy od jakichś prób typu: Podróż, przygody, osiągnięcie celu, dojrzewanie, powrót, pierdu pierdu. Wszystko to było za długie, a przede wszystkim za mało uniwersalne. W końcu nadeszło olśnienie. I teraz wzorzec klasycznej powieści brzmi:

Dokonał.

Może być wariacja feministyczna:

Dokonała.

|||

W retoryce dyskusyjnych forów i blogów jednym z częstych odwołań jest odwołanie do myślenia. "Pomyśl przez chwilę". "Zanim napiszesz, pomyśl". "Wystarczy pomyśleć, żeby to dostrzec". "To oczywiste, lecz myślenie jest dziś trudną sztuką". Etc. Co ciekawe, przeważnie dotyczy to wypowiedzi prawicowych, a promowane myślenie polega na tworzeniu redukcyjnych, sloganowych modeli opartych o przypadkowe fakty. Unia to nowa komuna. Piłsudski uratował Europę. Aborcja to morderstwo, bo stosował ją Hitler, a prowadzi wprost do antykoncepcji (i odwrotnie). GMO niszczą brazylijskie dżungle. Związki zawodowe niszczą gospodarkę. Do tych wniosków prowadzi jedynie myślenie, któremu przeciwstawia się bierne przyjmowanie medialnego pokarmu, bezmyślnym masom podawanego przez zasobne kliki. Kiedy wypowiada się ktoś z tej masy, widać, że nie przemyślał wypowiedzi, lecz napisał ją na zasadzie jakiegoś odruchu, niemal podświadomego powtarzania czegoś, co usłyszał. Inaczej z tym, kto woła o myślenie: on przemyślał swoją wypowiedź, jest ona jego autorskim tworem tkwiącym mocno na fundamentach tradycji i zdrowego rozumowania. W nurcie ciemnej głupoty sterowanym przez nielicznych tkwią nieruchomo oblężone wyspy oświecenia. Na szczęście wystarczy choć przez chwilę pomyśleć i wszystko staje się jasne.

|||

Statystyki wskazują niezbicie: książka zabija Internet, podobnie jak wcześniej prawie zabiła telewizję i kino. Rząd dotuje liczne organizacje pozarządowe wspierające Internet, można też odpisać na nie 1% od podatku. Niektóre koncentrują się na możliwościach rozrywkowych Internetu - "Film przed premierą", inne na społecznościowych - "Znajomi bez wychodzenia z domu". W miastach wiszą bilbordy z uśmiechniętymi ludźmi przed monitorem. Na wsiach domy kultury udostępniają pracownie komputerowe i miejsca gier oraz dotują Dyskusyjne Kluby Seriali. Abonament telewizyjno-internetowy został zniesiony i zamieniony na kupony konkursowe: osoby odpowiednio długo korzystające co dzień z TV i komputera mają szansę wygrać wycieczkę. W szkołach na specjalnych pogadankach dzieciom rozdaje się DVD z najnowszymi FPS-ami i instalki MMORPG z opłaconym abonamentem. Nic z tego. Dzieci pod ławką czytają Przygody Mikołajka. Dorośli włączają TV tylko na czas programów literackich. Jeśli podchodzą do komputera, to żeby ściągnąć jakieś e-booki. Szczególny kryzys Internetu nadchodzi jesienią, kiedy to korporacje wydawnicze wypuszczają na rynek bestsellerowe tytuły i zaczyna się coroczny atak agresywnego czytelnictwa. Nowy Pilch, nowa Tokarczuk w księgarniach to wielotygodniowe spadki oglądalności TV. Minister kultury zapowiedział utworzenie komisji mającej badać negatywny wpływ książek na młodych ludzi i eliminować z rynku te, które zniechęcają do używania nowych technologii w jawny bądź skryty sposób. Opiniotwórcy wypowiadają się w mediach, czarno widząc przyszłość polskiej kultury. Stomma i Ogórek robią zbitę z czytających książki, a Hennelowa w pozytywistycznym duchu nawołuje do powrotu przed ekrany. Niewiele to jednak daje. Ludzie po prostu wolą czytać. I książka zabija Internet.

Foto książek: sxc.hu.

16 komentarzy:

  1. Jak zawsze w świetnej formie. Co do kamer w Tesco - może chodzi o ochronę przed pokusą - "na pewno chcesz kraść, ale nie jesteś sam. Nasi terapeuci w czarnych mundurach czekają tylko na twój sygnał, aby wkroczyć i pomóc ci walczyć z ciemną stroną twojej natury. Nie bój się, w tych trudnych chwilach jesteśmy z tobą!"

    Do schematu wzorowej opowieści można dodać jeszcze tragiczny wariant - bo i takie rzeczy się zdarzają - może i nie dokonał, ale starał się.

    A te książki - dramat, co na to policja? walczą z jakimiś tam dopalaczami a na każdym rogu księgarnia. Farba drukarska z ołowiem, nawet tego spalić nie ma jak bo truje... I nie wiadomo co Ci wcisną między wierszami, jakaś podprogowa poezja i człowiekowi się głupoty śnią...

    pzdr

    embe

    OdpowiedzUsuń
  2. A co do oznaczeń w miejscach publicznych, to znalazłem jeszcze jedno - na pływalni w Piekarach, a konkretnie na nalepce na wadze elektronicznej. Czarny sylwetkowy ludek (ale nie taki ze znaku drogowego, tylko lepiej zarysowany, jakby w garniturze, butach itd.) stoi prosto i porządnie na żółtym tle, podpis: PRAWIDŁOWO. Poniżej tenże ludek stoi na jednej nodze, wywija rękami i robi kogucika palcami przy nosie. Podpis: NIEPRAWIDŁOWO i czerwone przekreślenie. To nie tylko nalepka na wadze, to szeroki komunikat od władz.

    *

    To może: Dokonywał?

    *

    Farba drukarska już nie zawiera ołowiu, ale i tak wdychanie oparów wciąż jest skuteczne.

    OdpowiedzUsuń
  3. Właśnie trafiłam na parodię retorycznego prawicowego odwoływania się do myślenia. Wrzucam jako ilustrację Twojej obserwacji: http://dlaczegonienapalm.files.wordpress.com/2010/05/42.jpg

    Przykładem już nie parodystycznym może być taka audycja z Radia Maryja, która nosi nazwę "Spróbuj pomyśleć". Jako nastolatka nabijałam się z tego: że słuchacze przy wsparciu prowadzącego tak próbują, próbują i im nie wychodzi. A jak im się wreszcie uda, to program się skończy.

    A tak na serio - retoryka, o której mówisz, jest dla mnie częścią szerszego prawicowego stylu mówienia nie wprost. W obrębie tego stylu mówi się o "pewnych siłach" albo używa się form bezosobowych (takich jak ja w tym i w poprzednim zdaniu używam) dla wyrażania zawoalowanych oskarżeń. To mówienie nie wprost pomaga uniknąć poddawania pod dyskusję wątpliwych przecież prawd w rodzaju "Unia to nowa komuna".

    OdpowiedzUsuń
  4. Celne uwagi.
    Albo stwierdzenia w stylu Ziobry: "Istnieje domniemanie podejrzenia", "Sprawą interesuje się prokuratura", "Ja tylko pytam". Myślę, że unika się tu nie tylko poddawania pod dyskusję krytyki świata (Unia = komuna), ale również prawd, na których oparty jest własny prawicowo-konserwatywny system myślenia (ojczyzna = wartość). Żeby w ogóle zrozumieć te niedopowiedzenia i insynuacje (odczytać kod), trzeba milcząco założyć prawicowy system wartości (szyfr do kodu). I jeśli odbiorca nawet się nie zgadza, musi zacząć mówić językiem narzuconym przez dyskurs.

    OdpowiedzUsuń
  5. Słowem: język to faszyzm! Znowu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wypada zauważyć, że już same sposoby wysławiania się nigdy nie są wolne od uproszczeń i schematów. Co więcej, są konstruowane w oparciu o te schematy! Kody istnieją niezależnie od rodzaju światopoglądu. Mam wrażenie, że ich stosowanie widzimy w sposób jaskrawy u Innego, którym w oczach lewicowca staje się prawicowiec i odwrotnie. Jako że mnie jest bliżej do prawicy, to znam dużo przykładów manipulacji "charakterystycznych" dla lewicowej retoryki lub tzw. postępowego światopoglądu. Np. tłumaczące się same przez się synonimy typu patriotyzm = nacjonalizm; mówienie nowomową i eufemizmami na wzór PZPR; "fakt prasowy"; a Che był ok, bo walczył o prawa biedoty i go za to zabili (lewacki święty!) i może być nawet patronem marszu tolerancji, choć zakładał obozy dla homoseksualistów, etc. Czyli zasada nie zależy od politycznych podziałów, a na dodatek jej istnienie jest względne! A że politycy i publicyści mówią niedopowiedzeniami, by za chwilę trzasnąć wprost "Żydami" lub "antysemitami", to nic nowego...

    OdpowiedzUsuń
  7. Che był patronem jakiegoś marszu tolerancji?? Nie wydaje mi się, żeby można go uznać za lewicowego świętego, właściwie jego postać nie istnieje w dyskursie publicznym i mało kto, może jacyś ekstremizujący anarchiści, na poważnie wskazuje jego postać jako wzór do naśladowania (a tym chyba ma być święty?, popraw mnie, jeśli się mylę). Nie chcę się też rozwodzić nad sprawą PZPR, która ze współczesną lewicą nie ma nic wspólnego, nie nadążam zaś za "nowomową" i "eufemizmami". Co do patriotyzmu, lewica nie dość często podkreśla to równanie, o którym mówisz, a nawet wielu lewicowców uważa się za patriotów, co mnie osobiście mierzi, bo to równanie wzbogaciłbym o jeszcze jedno "równa się", po którym idzie, za Einsteinem, "zalążek choroby psychicznej". Taka dygresja.

    Ale nie chodzi o to, żeby się wymieniać przykładami, bo pewien styl mowy politycznej faktycznie istnieje jako taki. W tym konkretnym wpisie po prostu drwię ze zjawiska "pomyśl", które jest silne po prawej stronie narodowo-prawicowej w szerokim publicystycznym dyskursie (który przenika do publicznej mowy niektórych polityków). Szerokim, czyli nie tylko w mediach, także na blogach, forach, telefonach do radia etc. Światopogląd konserwatywny wytwarza właśnie takie metody zapewne dlatego (robocza myśl), żeby możliwie daleko odsunąć wizję konieczności wytłumaczenia się z podstaw i fundamentów własnego rozumowania, systemu przyjętych wartości, co w nowych czasach jest zawsze kłopotliwe, bo Bóg, 10 przykazań i stosik szowinistycznych dogmatów niekiedy mogą wybrzmieć dość niepoważnie, jeśli nie groźnie. Lepiej skupić uwagę na "myśleniu" i z "pedała" uczynić po prostu samodefiniujące się "zło".

    OdpowiedzUsuń
  8. @mikenn:
    Jak czytam pierwsze zdanie Twojej wypowiedzi, to sobie myślę, że różnica między nami jest nie taka, ze ja ciążę ku lewicy, a Ty ku prawicy, tylko taka, że ja jestem optymistką i wierzę w możliwość komunikacji za pomocą języka; w to, że schematy komunikacyjne nie tylko są ograniczeniem, ale też pomagają wyrażać rzeczy. Wkurza to, jak w dyskursie publicznym język jest używany do insynuowania, a nie komunikowania, bo nie wierzę, że tak musi być.

    Za to podzielam Twoje zdanie, że na pewno i lewica potrafi używać języka nie po to, żeby komunikować rzeczy, ale żeby insynuować. I fajnie, że ktoś wytyka także lewicy nadużycia języka. (Chociaż akurat tych przykładów, które podajesz, nie łapię.)

    OdpowiedzUsuń
  9. A Monika jak zwykle wyraża się celnie i pięknie, aż wstyd się odezwać. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie łapiecie przykładów? A wystarczy pomyśleć! ;) Są przypadkowe i nieprzemyślane, umowne i jednostronne. Nie poddawałem ich pod dyskusję, tak jak - z tego, co zrozumiałem - nie poddawał swoich przykładów Dariusz. Stawiam tezę, że wszystkie stanowią tylko część _recepcji_ ideologicznego "przeciwnika". Chciałem podważyć obiektywność ich istnienia w myśleniu "na prawo" czy "na lewo".
    Światopogląd lewicowy wiążę z abstrahowaniem od kultury na rzecz uniwersaliów. Spodziewałbym się więc podobnego dystansu wobec języka, który jest jej częścią. Dosyć często prowadzi do nieporozumień, niejako sam z siebie.
    Na szczęście nie jest jedynym sposobem komunikacji międzyludzkiej.
    Co do zwrotów typu "wystarczy pomyśleć", to nie zauważyłem związku opisanego w Postlapidarium. Podejrzewam, że nie chodzi wcale o odwrócenie uwagi odbiorcy od meritum sprawy i ucieczkę przed racjonalną dyskusją; to wymagałoby jakiegoś wyrachowania, premedytacji. A np. we mnie taki zwrot wywołuje chęć dociekania o co właściwie chodzi, co to za wykręty. Czyli byłaby to mało skuteczna metoda. Używa się go natomiast wówczas, gdy jest się przekonanym, że myśli się we właściwy sposób. Świadczy to o traktowaniu "sloganowych modeli" przez użytkownika zwrotu jako oczywistości.

    OdpowiedzUsuń
  11. Obszerny komentarz w 2 częściach (w 1 się nie zmieścił)

    Odnosząc się do kwestii: racji, racjonalności i myślenia; przypomnę iż swego czasu, w innym zgoła miejscu już ktoś poukładał to co się "wydaje" tym z lewa i tym z prawa. Jest zatem tych parę stron obdzielających każdego, na łamach "Mitologii" przesławnego rycerza nocy - Rolanda.

    Co się zaś tyczy samej wypowiedzi Darka, dokonajmy jej systematycznego rozbioru, tak jak to robił przesławny a przywołany.

    1. "W retoryce dyskusyjnych forów i blogów jednym z częstych odwołań jest odwołanie do myślenia."

    Świetnie, mamy na dzień dobry dookreślony target o którym chcemy mówić. I chyba zgodzimy się ze sobą, że blog blogowi nierówny, a fora kipią od tępej zawiści i żółci. Co jest tego przyczyną, to akurat historia na inną okazję. Przyjmijmy jednak, że obrany przykład przez wzgląd na swój charakter, jako medium, kierunkuje ogląd rzeczywistości a zatem rzutuje na wnioski.

    2. ""Pomyśl przez chwilę". "Zanim napiszesz, pomyśl". "Wystarczy pomyśleć, żeby to dostrzec". "To oczywiste, lecz myślenie jest dziś trudną sztuką". Etc.

    Wypowiedzi tego typu nie powinny być rozpatrywane kategorycznie z tego względu, że znaczenie zależne jest od kontekstu. I tak „pomyśl przez chwilę” raz może być głębokim, deprecjonującym władność mentalną interlokutora, środkiem perswazji; z innej strony może stanowić próbę zwrócenia interlokutorowi uwagi na to, że nie powinien wysuwanych argumentów/kontrargumentów potępiać w czambuł i odrzucać. Było nie było każdy kij ma dwa końce. Ale rozumiem o co Darkowi chodziło, i zgadzam się z tym, że nie powinno się stosować podczas dyskusji siatek projektujących ograniczenia i dysfunkcje drugiej strony. To dla mnie taki rodzaj mentalnego rasizmu w stylu: „i tak tego nie zrozumiesz” (w domyśle: po co mam się wysilać i ci to tłumaczyć). Tu pojawiają się jeszcze dwie kwestie: a) komunikacja ma charakter pragmatyczny, b) komunikacja wcale nie musi służyć dialogowi, ale może tez być formą uwierzytelniania własnego stanowiska - autoreferencjalność (przysłowiowe: grochem o ścianę).

    3. "Co ciekawe, przeważnie dotyczy to wypowiedzi prawicowych, a promowane myślenie polega na tworzeniu redukcyjnych, sloganowych modeli opartych o przypadkowe fakty."

    Z tym stwierdzeniem, przynajmniej w takiej postaci nie sposób się zgodzić. Dlaczego? Nie wiem czy Darek sam siebie zmanipulował (odnośnie przeświadczeń, wyobrażeń odnoszących się do organizacji świata, kondycji ludzkiej itp.), ale w ostatecznym rozrachunku byłaby to wyłącznie półprawda. Dla przykładu w deprecjonowaniu przymiotów mentalnych oponentów w obrębie wypowiedzi lewicowych przoduje racjonalista.pl . Ciekawi też o które z bliżej nieokreślonych „wypowiedzi prawicowych” chodzi. O te z moherowego dziennika czy z Rzepy, albo może jakieś inne - bardziej pierwotne, prosto od ludu? W tym miejscu nie mam zamiaru nikomu dokopać, ani tym bardziej nie czuję się arbitrem godnym rozsadzania racji jakie się pojawiły, ale ważnym jest dla mnie pokazanie konkretów o których chce się rozmawiać. Dopiero wtedy jest możliwa wartościująca (?) analiza dyskursów. Uogólnienia na ogół zabijają, i niestety chcąc nie chcąc musimy się powysilać czyniąc niezbędne rozróżnienia.

    OdpowiedzUsuń
  12. 4. „Unia to nowa komuna. Piłsudski uratował Europę. Aborcja to morderstwo, bo stosował ją Hitler, a prowadzi wprost do antykoncepcji (i odwrotnie). GMO niszczą brazylijskie dżungle. Związki zawodowe niszczą gospodarkę.”

    Nie przeczę, że takie argumenty się pojawiają. Pytanie tylko na ile są reprezentatywne. Czy to nie takie szlagiery i slangowe popychadła wycieruchy, dyżurni chłopcy do bicia? A gdyby się pokusić o bardziej subtelne, ześrodkowane przykłady argumentów, które są znacznie bardziej politycznie brzemienne, nie przez wzgląd na swą ordynarną absurdalność (ewidentność, którą mało kto chce brać na serio – bo wątpię żeby któryś z czytelników tego bloga sięgał dla własnej satysfakcji po „Fakt”), ale z powodu swej oczywistości. Wydaje się, że praca na pewnych bazowych stwierdzeniach, choć mniej efektowna okazałby się być znacznie bardziej efektywna.

    5. „Do tych wniosków prowadzi jedynie myślenie, któremu przeciwstawia się bierne przyjmowanie medialnego pokarmu, bezmyślnym masom podawanego przez zasobne kliki. Kiedy wypowiada się ktoś z tej masy, widać, że nie przemyślał wypowiedzi, lecz napisał ją na zasadzie jakiegoś odruchu, niemal podświadomego powtarzania czegoś, co usłyszał.”

    Nie wiem czy poprawnie wyznaczam opozycje, jakimi posłużył się Darek, ale już samo to, że się one tutaj pojawiły daje do zastanowienia. Skądinąd zmyślna figura retoryczna :) Z jednej strony mamy odosobnionych prawo-myślnych, patrzących z góry, zimnym okiem na rzeczywistość i wszystkich tych zatopionych w świecie bezmyślnej konsumpcji. Z drugiej jest masa, w domyśle lewicowa (tylko dlaczego?). Oczywiście to próba rekonstrukcji określonego toku rozumowania, ale już sama ta rekonstrukcja się zapętlą i kiksuje (ot choćby to odwołania do obleśnie maślanej masy, ono nie jest niewinne! To reaktualizacja rozmaitych rejestrów dyskusji nad kulturą masową/popularną/popkulturą i jej medialnymi zapętleniami. Vide: omówienie relacji władzy i dominacji u Adorno i Gramsciego – „kliki”).

    6. „Inaczej z tym, kto woła o myślenie: on przemyślał swoją wypowiedź, jest ona jego autorskim tworem tkwiącym mocno na fundamentach tradycji i zdrowego rozumowania. W nurcie ciemnej głupoty sterowanym przez nielicznych tkwią nieruchomo oblężone wyspy oświecenia.”

    Repetycja tego co wyżej. Dodana nobilitacja tych wolno-myślących, wyzwolonych, niepodatnych („oblężone wyspy oświecenia”). Oto samotni misjonarze (jak Neo z Matrixa) niosący kaganek oświaty tym zatopionym w „nurcie ciemnej głupoty” i „sterowanym”. Darku za łatwo sobie to zbudowałeś, to bardzo „dogodny” model, który niestety nie ma chyba aż takiego związku z rzeczywistością jak mogło się z początku wydawać. Teraz pytanie do wszystkich: o czym mówi tak poprowadzona bajka?

    7. „Na szczęście wystarczy choć przez chwilę pomyśleć i wszystko staje się jasne.”

    Jak widać nie.

    I żeby nie było, że opowiadam się po którejkolwiek stronie. Ja tylko dekonstruuję i szukam możliwych konsekwencji.

    Pozdrawiam serdecznie :F

    OdpowiedzUsuń
  13. Dzięki za ten zaskakujący komentarz.
    Zaskakuje długością, przyjętą metodą i tym, że ironiczną metawypowiedź rozmontowuje na poziomie meta-meta. Niedługo nie będzie można zrobić listy zakupów bez antropologicznej lustracji. Tak, to żart, ale pokazuje zły dobór środków do celów, Filipie. Postlapidarium to seria półżartobliwych mini-wpisów, które nie roszczą sobie żadnych pretensji. W tym pretensji do naukowości, czyli podawania stwierdzeń popartych systematycznym opracowaniem opartym o spójną metodę i potwierdzonym źródłami. Jeśli już, jest to jakiegoś tam rodzaju luźna felietonistyka, która ma wzbudzić uśmiech lub moment refleksji. Tymczasem tropisz nieścisłości naukowe w tekście nienaukowym. Gdy to ustalenie już za nami, po pierwsze zwracam uwagę, że Barthes zarzuca sieć na najszersze możliwe wody, a ja komentuję JEDEN chwyt retoryczny (to też uwaga do MikeNNa), zauważony z jakąś powtarzalnością w różnorodnych mediach, głównie komentarzach do artykułów na GW, Rz i wielu innych, niekiedy nawet naukowych portalach. Rozliczasz z dowodów? Proszę bardzo, dowodem jest moje prywatne przeczucie, przy którym można roześmiać się i mruknąć: "Noo, kurde, coś w tym jest". Oto dowód, obserwacja i metoda działania na miarę luźnego felietonu, nic więcej ani mniej. Oczywiście, że nie prowadziłem badań ani analiz. Ba, gdybym prowadził, nie podawałbym przykładów i wyników W TYM WPISIE. Piszesz: ważnym jest pokazanie konkretów, dopiero wtedy jest możliwa analiza. Ale tu nie ma i nie miało być żadnej ANALIZY. Piszesz: gdyby były subtelne przykłady / praca na bazowych stwierdzeniach okazałby się bardziej efektywna. Ale tu nie ma żadnej pracy. Gdyby była praca, przykłady, Adorno i analiza dyskursu, byłby artykuł, a nie akapit. A "nobilitację wolno myślących" pomyliłeś z ironią.

    Widzisz, taki luźny tekst ma to do siebie, że opiera się na obserwacjach przesianych przez prywatne filtry, a wymaga od czytelnika własnego wkładu, którym jest pewne pozytywne nastawienie, chęć wzięcia udziału w (lewackiej) zabawie. To trochę jak z występami kabaretów - jeśli przyjdziesz na salę burkliwie nastawiony i zaczniesz rozliczać prowadzoną grę skojarzeń, przesad i ironii z zawartości ideologicznej czy domagać się dowodów od klaunów, to delikatnie mówiąc, rozminiesz się z formą i satysfakcja z uczestnictwa będzie niewielka. A obawiam się, że to właśnie zrobiłeś. Skrytykowałeś limeryk, że nie jest eposem.

    W każdym razie dzięki za obszerny wpis! I pozostałe 11 wpisów też. :) Bardzo się cieszę, że ktoś czyta Reaktor.

    OdpowiedzUsuń
  14. Chyba przyczyniłem się do tego nadmiaru oczekiwań wobec zwykłego wpisu w Lapidarium. Jednak do komentarza zainspirował mnie nie tylko ten wpis, ale także Wasze komentarze do niego, rozszerzające zagadnienie!
    A teraz nasunęła mi się myśl, że podtytuł "blog etnologiczny" może być błędnie interpretowany jako pretendowanie do naukowego charakteru tekstów. Wszak etnologia uważana jest częściej za naukę, niż "humanistyczną wiedzę" (jak u Robotyckiego). Wątpliwości powinien rozwiać wyraz "blog", który odwołuje się do swobodnej i osobistej formuły komunikacji, a nie do zdyscyplinowanej metodologicznie publikacji...

    OdpowiedzUsuń
  15. Moniko, jeśli różnica między nami to różnica w postrzeganiu języka, to chyba nic nas nie dzieli ;) Jestem wręcz niepoprawnym optymistą w kwestii komunikacji językowej. Jednak nie można przeprowadzić na niej wiwisekcji bez koniecznego dystansu. Natomiast pisząc powyżej, że język "na szczęście nie jest jedynym sposobem komunikacji" wcale go nie skreślałem. Jest głównym jej narzędziem, choćby z tego względu możemy "rozmawiać" na blogu Darka.

    Obawiam się, że w sferze publicznej język służy nie tylko insynuacji, ale też i gorszym technikom manipulacyjnym. Zbitki słowne są powtarzane tak długo, aż zastępują w umyśle odbiorcy samodzielne kojarzenie faktów. Obraźliwe, zawstydzające przeciwnika określenia zastępują nam fakty, a siła rażenia etykietki jest większa niż zdystansowanego stwierdzenia. Jednak gdyby język nie był najskuteczniejszym narzędziem komunikacji, to również te techniki przestałyby być skuteczne.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli komentujesz jako użytkownik niezalogowany, bardzo proszę o podpis imieniem lub pseudonimem. Wybierz poniżej z rozwijanej listy opcję "Nazwa/adres URL" i podpisz się. Dziękuję!