11 kwietnia 2010

Wąż w solarium

... czyli jak rząd Austrii tresuje małpy

Usłyszałem w radiu, że w Austrii, śladem Niemiec i Francji (podobna debata trwa w UK, a w Polsce coś o tym przebąkiwali posłowie PiS), wprowadzono zakaz korzystania z solarium dla osób poniżej 18 r.ż. motywowany badaniami wskazującymi na ograniczenie ryzyka raka.

Dlaczego zakazano właśnie solarium spośród wszystkich możliwych rzeczy? W radiu RMF podawano jeden dziennikarsko jednoznaczny wynik: solarium na młodej skórze zwiększa ryzyko raka aż o 75%. Wow! A teraz przeanalizujmy na spokojnie. Jeśli 20% populacji ma/będzie mieć raka, a 1.5% będzie mieć właśnie raka skóry, realny wzrost zachorowań w skali populacji wyniósłby 0,625%. Osoby 1-18 stanowią circa 17%, więc ustawa ochroni jedną szóstą z tego, czyli 0,1% (38 tys.) ludzi w Polsce. Może pomijam jakieś odcyhlenia, ale nie otrzyma się tu znacząco różnej liczby. Choć mała, nie jest całkiem nieważna - o ile w ogóle jest prawdziwa. Krótki surf po necie wykaże, że badania nad rakiem skóry i solariami nie przynoszą jednoznacznych rezultatów, a w dodatku wyniki mogą się wiązać z tym, że ludzie chodzący do solarium podejmują równolegle inne ryzykowne działania, np. częściej włóczą się po imprezach, piją wódkę, biorą piksy i palą fajki. Tak już jest w badaniach społecznych i medycznych, że ciężko coś na pewno ustalić, kiedy w grę wchodzą, cynicznie mówiąc, pomijalne ułamki procentów, a nie zjawiska masowe i wielkie grupy. Natomiast jeśli chodzi o przeliczenia ubezpieczeniowo-medyczne, prawie każdy inny problem dotyczy znacznie większej liczby młodzieży liczonej w milionach a jego konsekwencje są dużo kosztowniejsze i bardziej niebezpieczne. Dieta złożona z napojów gazowanych. Dieta hamburgerowo-czipsowo-słodyczowa. Urazy mechaniczne od boiska, roweru i deskorolki, w tym urazy głowy. Utonięcia w wakacje. Skutki siedzenia przed kompem. Anoreksja i bulimia. Nieleczone uzębienie. Etc. Które z nich zwalcza się za pomocą ustawowego zakazu? Rozwijam tu poboczną w sumie kwestię liczb i porównań, żeby podkreślić jedno: sprawa zdrowia wcale nie jest kluczem do zrozumienia powodów wprowadzenia takiej ustawy. Gdyby była, znacznie większy wpływ miałoby dziesięć spotów reklamowych w telewizorni niż rządowa demonstracja.

Bo jest to demonstracja pewnego nastawienia decydentów do zjawiska kulturowego, jakim są nastolatki w solarium, i szerzej, do stylu życia określonej grupy młodzieży. Jeśli wyjąć politykom z rąk argument medyczny, którego się z buldogową siłą czepiają - nie mają innego - okaże się, że chodzi o próbę regulowania zjawisk kulturowych przez ustawy prawne. Nawet współczesny socjalista nie uzna, że takie rozumienie roli państwa jest i słuszne, i sensowne (jeśli uznać, że to socjalizm jest miejscem, gdzie wierzy się w polityka-inżyniera).

Te nastolatki chodzące do solarium to grupa specyficzna. Spędzają czas w galeriach handlowych, nie mają uniwersyteckich aspiracji, wydają kupę kasy na sportowe buty, ubierają się wsiowo, ostro makijażują i by zadać szyku, nie zalizują grzywki grzebyczkiem, tylko przyklejają sobie tipsy, rzęsy i diamenciki swarovskiego. W jakimś sensie ich konsumpcyjne nastawienie jest konserwatywne, a system wartości docelowo raczej "prorodzinny". Ale może dlatego stali się celem ataku: to grupa zrozumiała dla władzy, mówiąca zrozumiałym językiem, której wykroczenia też da się ująć w czytelną krytykę, inaczej niż na przykład ruch New romantic, nigdy nie niepokojony przez żadne władze - wymykający się im z powodu braku języka/sposobu myślenia, którym można go zahaczyć, czyli z powodu ograniczenia polityków. I dlatego baty zebrały dzieciaki z solarium: to jakby "my konserwatywni", tylko na razie krnąbrni, próbujący niemoralnie obniżać wiek seksualnej atrakcyjności i sięgać po konsumpcyjno-erotyczne przywileje Dorosłych, zamiast entuzjazmować się wysiłkiem nauki podporządkowywania się władzom przez uczenie się na lekcjach w szkołach.

Usłyszałem argument, że solarium i tak jest im do niczego niepotrzebne. To prawda, promieniami UV człowiek się nie naje (choć może ogrzeje?), ale cała solaryjna sprawa jest elementem szerokiego wachlarza środków, którymi zdobywa się kapitał społeczny w grupie podobnych sobie dzieciaków. A cała galeria handlowa czy inny salon fitnessu jest wielkim obszarem nieszkodliwego rozgrywania się interakcji między dzieciakami, które tam porównują te swoje kapitały (kto ma lepszą opaleniznę, tipsa, ciuszek, piercing, ajpoda), tam się ustawiają ich ciągle zmieniające się hierarchie, powiązania, układy - to jakby wielka małpiarnia w nastoletnim okresie, kiedy bycie małpą - to całe porównywanie się, plotkowanie - jest tak ważne dla rozwoju, tak satysfakcjonujące i podniecające. Dla jednych małpiarnią jest galeria sztuki, dla innych handlowa. I co w tym złego? A przede wszystkim, po co w tym, u licha, grzebać za pomocą ustaw? To nie walki psów ani kibolskie awantury, tylko bezstresowa młodość.

Skutkiem takiej ustawy nie będzie w dodatku spadek zachorowań na raka. Będzie nim przede wszystkim wzrost zachorowań na nieufność do państwa i jego narzędzi, i to w grupie ludzi, którzy pewnie nie będą aspirować do wykształcenia, być może nie nabędą bardzo szerokich kompetencji kulturowych i nie ma sensu budzić w nich dodatkowej rezerwy do systemu. Przecież dzieciaki mają rozum i widzą, że rząd specjalnie w nie bije, specjalnie im zakazuje. A władza kojarząca się i działająca zakazami to władza chora.


Zdjęcia: sxc.hu