8 lutego 2010

Młodzież wszystko już przeżyła

... czyli starzy maleńcy i mali starcy w kinie

Każdy, kto ogląda czasem filmy z lat 70., musiał to na pewno zauważyć. W tamtych czasach na ekranie rzadko pokazywano aktorów poniżej czterdziestki. Kiedy jakiś występował, to jako młodociany przestępca (pamiętam, jak nagle zobaczyłem Marka Hamilla sprzed Gwiezdnych Wojen w serialu Ulice San Francisco - sprzedawał gandzię na rogu w hipisowskich spodniach i ścigał go trochę jednak starszy Michael Douglas) albo jako chłopak na posyłki, parkingowy itp. Nawet studentów grali trzydziestoparolatkowie udający dwudziestoparolatków. Jeszcze w latach 90. w serialu BH 90210 trzeba było wysoko zawiesić niewiarę. W hitowym filmie Network (1976) Faye Dunaway ma 35 lat, a gra przebojową, agresywną bizneswoman, która właśnie zaczyna poważną przygodę ze światem kariery i jest określana jako młoda. To samo dotyczy kina komercyjnego, Charlton Heston ma w Zielonej pożywce (1973) 49 lat, a w Planecie małp (1968), jako młody rzutki szef wyprawy na obcą planetę - 44 lata! Sean Connery pierwszy raz zagrał Jamesa Bonda w wieku 32 lat, ale później grał go, aż przekroczył pięćdziesiątkę. Typowe twarze telewizji i kina lat 70. i nawet 80. to szlachetnie pomarszczone twarze lekko siwiejących ludzi koło pięćdziesiątki - ludzi decydujących, rozdających karty, biorących pełny udział w życiu w jego najlepszych odsłonach. 

Przełączmy się teraz do lat 2000. Człowiek koło pięćdziesiątki występuje tylko w takim kontekście, który podkreśla jego wiek, doświadczenie etc. Przestaje być naturalnym protagonistą, wypada z roli "normalnego" typowego człowieka w kinie. Mainstream aktorski w kinie popowym to roczniki osiemdziesiąte (Zmierzch: gł. bohaterowie z 1990 i 1986). Niekiedy odmładzanie bohaterów budzi efekt niezamierzenie śmieszny, gdy producent każe widzom na poważnie przeżywać kino pełne jakichś nastolatków. Co ciekawe, występuje tu podział na kino komercyjne (zwłaszcza kino trendowe - w tym roku trend wampirów i wilkołaków) i mniej popularne, i niestety nie wykonałem researchu, ale jestem pewien, że gdyby sensownie dobrać przykłady, dostalibyśmy wzrost wieku aktora wraz ze wzrostem "ambitności" dzieła. Dziś osoba w wieku Dunaway z Network grałaby rolę człowieka doświadczonego, po przejściach, po życiowych zakrętach, szefa, mędrca, stateczną panią domu. (Co ciekawe, nastolatki królują też w reklamach sklepów z ubraniami, do których przychodzą ludzie starsi od nich o 10-20 lat). Dla ludzi "starszych" (50, 60) czy też "starych" (70, 80+) są już natomiast zarezerwowane zupełnie specjalne role.

Dziennikarz powiedziałby, że chodzi o dzisiejszy "kult młodości". Ale przecież bohaterowie dawnych lat nie są starzy, jeśli wziąć pod uwagę rozumienie starości w kontekście tamtej kultury. W ramach świata przedstawionego Dunaway, Connery i Heston grają ludzi młodych przedstawianych ówczesnymi środkami i w ramach ówczesnych pojęć. Nie chodzi o to, że dawniej pokazywano problemy ludzi starych, a dziś już się tego nie robi. Trudno mówić o przerwanej w jakimś momencie okupacji kina przez starców, tylko raczej o innym wizażu młodości czy wręcz zmianie jej definicji. Młody w latach 70. to człowiek rzeczywiście przebojowy, szokujący establishment swoim zachowaniem czy choćby "zwariowany" (to zwłaszcza lata 80.): weźmy znów ten Network, Aleję Potępionych (1977, aktor ma tu 33 lata) czy Footloose. Świat jest dla niego miejscem, w którym buntuje się i dojrzewa. Dziś natomiast młody ciałem nie oznacza "młodego duchem". Klony wampirofilmów pokazują człowieka dręczonego rozterkami charakterystycznymi dla wieku dojrzałego, kogoś okrzepłego już od dawna w rzeczywistości świata, do której może mieć stosunek cyniczny, desperacki czy poszukujący  niczym "inna od swoich rówieśniczek" Isabelle ze Zmierzchu (poszukiwanie to co innego niż niedojrzałość czy "nastoletniość", bo - w przewrotny sposób - wiąże się z osobowościowymi mocnymi fundamentami). Osoba taka nie będzie zaś niepewna, szalona czy beztroska (chyba że jest to podkreślone jako specjalna cecha u drugoplanowego bohatera). W jakimś sensie młody człowiek z lat 70., w świetle ówczesnego wizerunku młodości, w filmach, na które dziś reagujemy: "Jezu, czemu tu pokazują samych starców?", jest dużo bardziej kontrkulturowy aniżeli wylansowany, hipsterowy, sztucznie odmłodzony przez makijażystów bohater, niemający żadnego fabularnego powodu do płynięcia pod prąd. "Kult młodości" jest więc kultem pokory.

Bo młodzież wszystko już dziś przeżyła, a ja więcej wniosków nie mam.

Zdjęcia za filmweb.pl: plakat z filmu Network (1977); kadr z filmu Zmierzch (2008).