4 stycznia 2010

Avatar: mesjasz ze skażonego raju

... czyli na co niebieskim ludkom rewolucja

Przyjaciel utyskuje na nowy film Camerona tymi słowy: "Przemowa zjednoczeniowa jest irytująca. >Ja, Bialy Człowiek, poprowadzę was, dzikusów, do wojny i was zjednoczę... bo sami, kurwa, na to nie wpadniecie! Hurrraaa!!<". Celna i trzeźwa krytyka, która demaskuje jedną z klisz filmów o międzykulturowych zderzeniach. Ale jakaś logika musi stać za tą kliszą, skoro jest tak trwała i uporczywa. Jaka? Przedstawię kilka puzzli, które zazębiając się wzajemnie, pozwolą zrozumieć, do czego jest potrzebny bohater z Ziemi na księżycu Pandora w filmie Avatar.

1. Lud Na'vi, Indianie (Tańczący z wilkami, Ostatni Mohikanin), Majowie (Apocalypto), Japończycy (Ostatni samuraj) są obcymi tylko z pozoru. W rzeczywistości przedstawiają nas samych, podobnie jak niemal wszyscy obcy pokazywani w popularnej fantastyce. Oto my, oczyszczeni z grzechów, wykoślawień, występków przeciw "naturalnemu porządkowi" - my sprzed Upadku. Czym zaś jest naturalny porządek? To reguły ustanawiane przez Naturę. Z kolei Natura w wyobraźni twórców wspieranej mitami konserwatyzmu to nie są po prostu drzewa, kwiaty i zwierzęta: reprezentuje ona pewien rodzaj przedustanowionego, odwiecznego porządku, a jej wyobrażenia ściśle przeplatają się z wyobrażeniami o tradycji i mądrości przodków. Słowem, Natura wspiera tu tradycję i daje jej legitymację. Aby udowodnić, że konserwatywne, tradycyjne sposoby życia są słuszne, należy pokazać, że są "w zgodzie z Naturą": Na'vi są organicznie zespoleni ze swoim czującym lasem, Indianie posiadają mądrość symbiozy z końmi i drzewami, Japończycy zaś, choć nie pokazani bezpośrednio jako "lud Natury" - co byłoby śmieszne - zamieszkują ekologiczne drewniane domy rozrzucone po zalesionych stokach, a kamera nieodmiennie pokazuje piękno krajobrazu i kwiatów wiśni, przeciwstawione błotnistej ohydzie industrialnych amerykańskich miast. Rytuały, zasady i kodeksy obcych są proste, bo "naturalne", przez co głęboko mądre i w jakimś sensie niewymagające uzasadnień czy wyjaśnień. To po prostu wiedza przodków, a jednocześnie lekcja odebrana (nieświadomie, wsycona w krew od urodzenia) od Przyrody. Jednocześnie olśnienia bohatera, który zostaje w filmie wysłany między lud Natury, zawsze będą mieć związek z pięknem, przywołując grecką triadę kalokagatii: prawda to dobro i piękno. Na ekranie nie zobaczymy zawszonych, niedożywionych dzieci, a tylko piękno ludzi, gestów, szat, beztroskę zachowań. (Nota bene, metody lewicowe czy też postępowe będą działać w odwrotnym kierunku: kronikarze Nowej Huty filmowali prymitywne wsie, dziadów i baby brodzących po kolana w błocie przed budową kombinatu: oto rzeczywistość wołająca o zmianę).

2. My, czyli Najeźdźcy, zawsze pokazywani jesteśmy w sposób zrozumiały i swojski dla widza (choćby chodziło o XVIII czy XIX albo XXII wiek). Ta swojskość bierze się z odwołania do medialnie nośnych powszechnych lęków o wojnie i przemocy (Avatar, Tańczący), pijaństwie, przemyśle i postępie, rozpuście (Samuraj, Apocalypto), czczeniu bożków (Apocalypto). Zawsze w grę wchodzi też interesowność - kapitalistyczny biznes do zrobienia na podbitych terenach, największa ze skaz upadłego człowieka Zachodu, który nie potrafi już kierować się zasadami duchowymi, lecz tylko żądzą zysku. Zawsze lud Natury prezentuje też "czyste", "pierwotne" relacje między członkami społeczności, gdzie każdy ma swoją rolę, którą wypełnia z ochotą; zwłaszcza relacja kobieta-mężczyzna oraz ojciec (patriarcha)-matka jest jasno określona i powszechnie przyjmowana za oczywistą. Skażony dewiacjami Najeźdźca, postać jak z gazetki Świadków Jehowy, przegląda się w czystym zwierciadle obcego ludu, dostrzegając tam siebie - ale siebie czystego. Dewiant śni o czystości i niewinności, ukąszony przez węża Adam pragnie wrócić do Raju (Ewa nie ma tu nic do gadania).

3. Główny bohater jest Mediatorem między tymi dwoma światami, a jego wybranka enkapsuluje możliwe skażenie kulturowe swego ludu ze strony Najeźdźcy. (Enkapsulacja to mądry termin na określenie czegoś takiego, że człowiek lub grupa przejmuje na siebie kontakt z obcym i zagrażającym, dzięki czemu inni nie muszą już tego robić i mogą żyć po staremu). On sam enkapsuluje skażenie swoich ze strony ludu Natury. Lud ten zawsze przegra ze złem, bo taka jest logika chrześcijańskiego (i nie tylko) mitu: zło jest silne fizycznie, ale słabe moralnie. Jako Mediator bohater umożliwia jednak przekład. Przez swoją wędrówkę, zstąpienie w obcy wymiar ludu Natury, nabiera kompetencji, by przełożyć reguły Natury na zasady panujące w zepsutym świecie upadłych, do którego sam należy. Inaczej komunikacja byłaby niemożliwa. To reguła mesjasza: Jezus wciela się w postać człowieka, by umożliwić komunikację między dwoma nieprzekładalnymi na siebie światami, boskim (czystym, odwiecznym) i ludzkim (upadłym, skażonym, mówiącym tysiącem słów i języków). Bohater Avatara wciela się w Na'vi - kierunek jest odwrotny, ale zasada podobna. Ostatecznie celem obu jest ocalanie, wybawianie. Avatar ocala Na'vi przed zagładą, a ludzi zbawia od skażenia, zaszczepiając im świadomość tego, że robią źle.

4. Wracając do wyjściowego zagadnienia: lud Natury nie potrafi stawiać oporu wrogowi nie dlatego, że jest za głupi, ale dlatego że, jak opisałem, znajduje się w stanie pierwotnej niewinności. Aby podjąć walkę, musi zacząć myśleć i komunikować się na innej płaszczyźnie. Do tego służy avatar: zbawiciel, a jednocześnie wąż w raju planety Pandora, który przekłada dwie kultury na siebie wzajemnie, ale też wyrywa lud Natury ze stanu niewinności do stanu świadomości. W pewnym sensie wprowadza metody Najeźdźców do ich świata. Jednocześnie Jake Scully, bohater-Mediator, jest wehikułem fabuły, której zasadniczym celem jest pokazanie naturalnego porządku - rozumianego jako tożsamy z tradycją i patriarchalnym porządkiem przodków - i uświadomienie, jak bardzo się od niego oddaliliśmy, co jest w oczywisty sposób złe. Oddalenie od Natury jako prawdy, a zarazem tradycji, nie może być bowiem dobre mocą całej logiki opisanego mitu. Wszystko to dzieje się oczywiście na podłożu konserwatywnych strachów o nacierającym złu zmiany, nowości, postępu, czyli tych rzeczy, które w polityce kojarzą się z (centro)lewicą. Co zabawne, głęboka warstwa strukturalna tych opowieści stoi w sprzeczności z wykreowanym sztafażem - wszystkimi dekoracjami i tym, co jawi się na pierwszy rzut oka: pułkownik z Avatara i wszyscy oficerowie tudzież politycy z pozostałych wymienionych filmów są ubrani w szaty rasowych prawicowców, kwadratoszczękowych i twardogłowych psów systemu.

5. Oczywiście to, co pisał mój kolega i co widać na pierwszy rzut oka, pozostaje jak najbardziej aktualne: oto Biały Człowiek w krainie dzikich niesie kaganek oświaty, jako że dzicy, zajęci zabawą na sześcionogich koniach i latających pterozaurach, sami nie potrafią się zająć polityką dużych chłopców. Ciężko znaleźć inną niż rasistowska odpowiedź na tego typu spektakl kolonizacyjnej świadomości. Może kolonizatorzy tęsknią do czasów, gdy tytułowano ich mianem sahibów i bwana, a wszystko było proste jak smagnięcie batem. Może dlatego swoje frustracje (i marzenia) przelewają na fikcyjne niebieskie ludki z Pandory. Wygląda na to, że to bardzo nośne sny i bardzo uniwersalne.

*

Moja recenzja z Avatara znajduje się na portalu IRS.

4 komentarze:

  1. Ciekawe spostrzezenia. Bylem na Avatarze i skojarzyl mi sie z ost. samurajem, ale nie sadzilem, ze bohater to jezus...

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dobry tekst, świetnie dobrane przykłady. Ja bym jeszcze dorzuciła tutaj "Battle for Terra", animację, która idealnie wpasowuje się w powyższy schemat. w dodatku tamtejszy Jezus dosłownie poświęca się na ołtarzu ludzkości - co prowadzi do niemal utopijnej zgody w przyszłości pomiędzy Szlachetnymi Dzikusami,a Złymi (?) Ludźmi szukającymi nowej ojczyzny. Mimo, że to film animowany, dorosły widz znajdzie w nim sporo perełek dla siebie. Warto obejrzeć przed Avatarem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki!
    Z chęcią obejrzę "BfT", kiedy nadarzy się okazja. Z fotosów mam trochę wrażenie, że to jakby mrówka Z w kosmosie? A jeśli chodzi o poświęcenie się na ołtarzu dla zgody, nasuwa mi się tu jeszcze koncepcja kozła ofiarnego wg Rene Girarda... :) Ale to jeszcze inna bajka.
    *
    BTW, czy ktoś wie, jak ustawić, by komentarze i okienko komentowania były widoczne od razu na głównej bez klikania w link do komentowania? Przeszukuję różne haki i tweaki bloggerowe ale, choróbka, nie umiem tego zrobić.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja bym jeszcze dorzucila Pocahontas.... ;)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli komentujesz jako użytkownik niezalogowany, bardzo proszę o podpis imieniem lub pseudonimem. Wybierz poniżej z rozwijanej listy opcję "Nazwa/adres URL" i podpisz się. Dziękuję!