7 lipca 2009

Okrutna śmierć maszyn

... czyli DVD ostatniej szansy

Pamiętam swoje zaskoczenie przed bardzo wielu laty przy filmie o marynarzach w łodzi podwodnej (chyba). Do mnóstwa problemów, z których nie najmniej ważnym były wybuchające wokół bomby, dołączyło przegrzanie silnika. Kapitan wydał więc mechanikom polecenie: polewać wodą! Wiadra poszły w ruch, a na okręcie czego jak czego, ale wody nie brakuje. Co więc w tym wszystkim takie osobliwe? Ano to, że poważna złożona maszyneria okazała się tak podatna na najbardziej oczywiste, znane z codzienności manipulacje: ciepłe + zimna woda = schładzanie, i nie ma tu żadnych technoczarów.


Chciałoby się, żeby dzisiejszy świat techniczny działał w ramach tej samej poetyki. Czasem działa, zwłaszcza przy instalacjach dużych a starych (kanalizacja, CO, pralka, używane auto). Wszędzie jednak wkraczają procesory, scalaki. Nie mówię, że to źle, jednak jest w tym coś nieeleganckiego, że czip się po prostu przepala (czy co też mu się tam dzieje) i trzeba go wymienić w całości, co zwykle jest wyrokiem śmierci dla całego urządzenia wraz ze sprawną obudową, klawiaturą, ekranem itp. Nie ma elementu pośredniego, jest nieludzkie zimne plus-minus, jeden-zero. Nie można zrobić jak z tym polewanym silnikiem: nie zadziała już żadne podwiązanie drutem, oklejenie taśmą. Urządzenia nie zdychają powoli, reanimowane, podupadające, tracące osiągi aż do ostatecznej śmierci - one się po prostu pstryk! psują.

Dlatego ludzie tak lubią opowiadać sobie historie człowieczo reagującego sprzętu. Wciąganie kasety magnetofonowej było definicją tego, o czym mówię: nie tylko stopniowe psucie, hałasy i stukoty, lecz i zwierzęcy głód, pożeranie. W świecie komputerów styk elektroniki i mechaniki to zwłaszcza nagrywarki CD/DVD, które jako bodaj ostatnie używane w komputerach urządzenia potrafią wciąż się starzeć, a przynajmniej odstawiać różne cyrki przed śmiercią: wydają piękne odgłosy i chrupoty, arytmicznie zwalniają i przyspieszają, ponoć (czy to legenda miejska?) potrafią nawet, operując w agonii rozszalałym laserem, doprowadzić do pęknięcia płyty. Na antypodach takich zachowań leży słynny windowsowy blue screen of death, nagłe zawieszenie systemu niedające żadnych szans, już to pod względem technicznym, już to dla ludzkiej narracji o świecie, który nas otacza, a w którym obecnie nawet silniki w samochodach symbolicznie laminuje się, uszczelnia, lakuje, żeby przypadkiem nikomu nie przyszło do głowy polewać ich wodą. Podobno producenci sprzętu technicznego specjalnie opóźniają reakcje swoich tworów, dodają im miękkości gestów czy jakiejś gradacji prędkości poruszeń (które mogłyby wykonywać natychmiast, z bezlitosną precyzją i szybkością jak widywane na Discovery maszyny w fabrykach samochodów), a wszystko po to, aby człowiek nie czuł się z nimi obco czy wręcz - by się ich nie bał. Oto moja dodatkowa prośba: jeśli się mają zepsuć, niech nie psują się pstryk!, ale przeżywają agonię, spadek formy, grzanie, deregulację - niech dają się polewać z wiadra.

1 komentarz:

Jeśli komentujesz jako użytkownik niezalogowany, bardzo proszę o podpis imieniem lub pseudonimem. Wybierz poniżej z rozwijanej listy opcję "Nazwa/adres URL" i podpisz się. Dziękuję!