14 maja 2009

Krasnale na froncie

... czyli jak my, Niemcy, chronimy się przed chaosem

Niedawno w facebookowym quizie okazało się, że moja prawdziwa wewnętrzna narodowość wcale nie jest polska (co już od lat podejrzewałem) - jestem Niemiec. Ich bin ein Berliner, chciałoby się zacytować. Bardzo się ucieszyłem i postanowiłem to tożsamościowe odkrycie uczcić kawałkiem pizzy i lampką wina Kumala w pizzerii Peppez przy Ks. Józefa. Jest ona blisko mnie, a my, Niemcy, nie lubimy łazić po próżnicy. W dodatku pizzeria Peppez to jedno z niewielu miejsc w Krakowie, gdzie można się natknąć na krasnala ogrodowego. Ba, żeby tylko. Rozsiane na posesji wokół budynku imitującego chatę z bali stoją sztuczne żaby i ptaszki, psy i sarny naturalnej wielkości. Po wilgotnych ścianach oczka wodnego pną się ślimaki giganty pod czujnym okiem rodziny plastikowych kaczek. Dla zrównoważenia sielanki, z głębi ogródka, dokąd sięga spojrzenie tylko najwytrwalszych kiczolubów, jedzących obserwują dwie mroczne postacie: pomniejszony Charlie Chaplin z miną zacietrzewionego psychopaty u boku wielkogłowego zakurzonego Szaraka z X-Files.


I tak, między kęsami hawajskiej, zacząłem rozmyślać o instytucji krasnala ogrodowego. Zjawisko to jest tak jaskrawe, że przyciąga wzrok do tego, co najbardziej rzuca się w oczy, a mianowicie do kiczowości. Krasnale są jawną obrazą wszelkiego, nawet seryjnego i fabrycznego poczucia smaku. Ich funkcja estetyczna to w rzeczywistości jakaś głęboka dysfunkcjonalność, co prowadzi do łatwego oskarżenia nas, Niemców, o brak gustu i rozmiłowanie w kosmicznej ohydzie. Oskarżyciele idą jednak linią niskiego oporu, a powinni wzbudzić w sobie wątpliwości, czy krasnal jest (tylko) ozdobą, czy może czymś zupełnie innym. Nikt wszak nie oskarża, powiedzmy, znaku drogowego o to, że jest brzydki. Może krasnal też funkcjonuje inaczej niż się na pierwszy rzut oka zdaje?

Etnolodzy ustalili, że natura jest zagrażającym żywiołem, chaosem, który osacza uporządkowany świat człowieka. Gdy tylko dać jej szansę i wychylić się dalej, niż należy, rozpoczyna inwazję. Odsłonić się złym mocom można nie tylko wkraczając w domenę puszczy, ale też np. przez niedopełnienie reguł codziennego życia. Każdy słyszał o skrzatach sikających do mleka. Wydaje się to humorystyczne. Jednak dla gospodyni skisła breja w wiadrze nie była czymś zabawnym, oznaczała bowiem interwencję złych sił w strefę ładu wskutek zlekceważenia rytuału. Jak widać, granice domu to twierdza pod ciągłym szturmem. Co dopiero jego otoczenie. Trawnik, kompostownik, kępa krzewów - kawałki natury na skolonizowanej ziemi - to wszystko miejsca oswojone, ale takie w pół drogi. Mogą się stać przyczółkiem zła. Kto wie, co się w nich czai. Przecież rytuał można naruszyć nieświadomie, można złamać reguły i o tym nie wiedzieć. Diabły kryją się w cieniu tuż poza zasięgiem wzroku.

A co, gdyby je wyciągnąć z symbolicznej ciemności? Można by je ucieleśnić w plastikowym odlewie i oswoić, rzeźbiąc im dobroduszne rysy. Byłoby tak, jak z zabawkami, które według jakiejś bajki toczą każdej nocy swoje zabawkowe życie, ale zamierają w pół ruchu, gdy spojrzy na nie dziecko. Ogrodowe krasnale to chaos natury wlany w fabryczną formę, znieruchomiały na zawsze. Dzięki temu ogarnięty i zrozumiały. W cieniu nie ma już żadnych straszydeł. "Sąsiedzie, jakież to skrzaty ci krowę ochwaciły?". "A te, tutaj, proszę spojrzeć". A przecież siła chaosu penetrująca domostwo to nie jest zwykłe uprzykrzenie, to także świadectwo, że gospodarz lub gospodyni czegoś zaniedbali. Naruszyli normy, nie dopełnili rytuału. To w pewnym sensie wyznanie winy.

Niemieckie krasnale nie (tylko) mają zdobić, one są totemami bezpieczeństwa, emblematami kosmicznego porządku i zarazem publiczną spowiedzią. Enkapsulują i unieruchamiają w swojej postaci niewidzialne wsiowe zło. Są jak złodziej podczas manipulacji przy sklepowym zamku osaczony światłem policyjnego szperacza. Być może skandynawskie trole znieruchomiałe przy progu domostw albo inne chochliki z różnych stron świata służą temu samemu. Uświadomieniu sobie, że zło nie mieszka już w krzakach. Że może nigdy go tam nie było. Ma lepsze miejsca.

Zdjęcie: Papież ogrodowy, Peter Fuss za portalem Bankier.pl.

1 komentarz:

  1. Herr Dariusz, enkapsulują? No no no.
    Na pewno istotna jest tu magiczna moc śmiechu. Przecież krasnale ogrodowe przedstawiane są często jako sprośne pijaczki podczas nieprzyzwoitych czynności. Grasujące po gospodarstwie duchy, przejaskrawione i wyśmiane nie są już dłużej groźne. Kojarzy się to z ludowymi legendami o diable, którego poskromił chłop. Swoją drogą to ciekawe, że niemieckie krasnale stały się takim popularnym "towarem eksportowym". Dlaczego dopiero w XX wieku? Dawniej sprowadzano i kopiowano od Niemców zegary z kukułką, ale to chyba zupełnie inna bajka ;)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli komentujesz jako użytkownik niezalogowany, bardzo proszę o podpis imieniem lub pseudonimem. Wybierz poniżej z rozwijanej listy opcję "Nazwa/adres URL" i podpisz się. Dziękuję!