9 stycznia 2009

Kompromitacja szantażystów

... czyli skandale postclintonowskie

Powtórzyłem sobie ostatnio parę książek Chandlera. Oczywiście Chandlera wielbimy nie za wątki fabularne, tylko odzywki Philipa Marlowe'a, zwłaszcza obecnie, gdy cięty język i nonszalanckie traktowanie kobiet wciąz są twardą walutą, natomiast detektywistyczne historie z lat 50., przynajmniej niektóre, jakby straciły impet i moc przekonywania.

Wiadomo, że trup jest punktem wyjścia, dekoracją lub okolicznością, natomiast liczy się motyw. I tak, w prawie wszystkich książkach Chandlera występuje szantażysta. Może być głównym mącicielem (Playback) albo występować w tle jako atrakcja lub zmyłka wewnątrz konstelacji postaci (Wysokie okno). Nieodmiennie jest obleśnym, lepkim, cynicznym typkiem, usiłującym najczęściej nie tylko się dorobić pieniędzy w zamian za milczenie, lecz też położyć ohydne łapy na ciele głównej bohaterki. To dokładne przeciwieństwo Marlowe'a – pozbawiony finezji prostacki cwaniak w odmianie wieśniaczy kark lub pokurczony szczurek. Słowem, wstrętny degenerat posługujący się wstrętnymi metodami. I w tym właśnie archaiczność skądinąd świetnych powieści: szantażysta, ważny sworzeń chandlerowskich (i nie tylko) fabuł, nie robi już na nikim wrażenia.


Nieodmiennie z szantażem łączy się inne pojęcie, właściwe raczej powieści obyczajowej czy salonowej: kompromitacja. Człowiek skompromitowany towarzysko traci punkty społeczne, wypada na out środowiska za pogwałcenie obyczaju, czyli nieformalnego regulatora życia społecznego. Dawniej kompromitacja była jednym z kluczowych pojęć określania sytuacji w grupie towarzyskiej i niewykluczone, że wciąż jest ono żywe (no, może uśpione) w pokoleniu naszych rodziców. Wystarczyło jednak paręnaście lat i przerażająca obyczajowa moc szantażu i kompromitacji gdzieś się zagubiła. Kto dzisiaj mówi, że ktoś się skompromitował? Można mówić o obciachu albo żenadzie, albo że komuś głupio, ale to jednak nie to samo: raczej chwilowe zakłócenie czy uleczalna przypadłość (np. noszenie obciachowych ubrań) niż głęboki cios w społeczny obraz skompromitowanego.

Określenia szantaż i kompromitacja słyszy się jeszcze może w polityce, ale i to coraz rzadziej i chyba już nigdy w związku ze sferą intymno-obyczajową. Dziś kompromitacja dotyczy raczej nieposiadania wiedzy oczekiwanej przy piastowanej funkcji (nieznajomość języka) czy niedopatrzenia protokołu (spóźnienie na ważne spotkanie, nieprzystające zachowanie). "Śmiech Lecha Kaczyńskiego przy podpisywaniu umowy o tarczy antyrakietowej odbija się szerokim echem" – czytamy w "Dzienniku". "'To kompromitacja prezydenta' – komentuje zachowanie głowy państwa wicemarszałek Sejmu, Stefan Niesiołowski. (...) 'To jest żenujące'". Można się więc skompromitować, wybuchając śmiechem, ale nie z powodów wstydliwych, intymnych czy osobistych. Motyw szantażu wyblakł pewnie w okolicach lat 80., ale chyba najjaskrawszym przykładem osłabienia regulacji obyczajowej jest sprawa Clintona i Moniki Lewinsky, z której w sumie wyszła humoreska. Chłopak, który onanizował się jakiś czas temu w toalecie biblioteki i był szantażowany przez ochroniarzy z monitoringu wideo, po prostu poszedł na policję, obleszków ukarano i tak możliwa sensacyjna fabuła zgasła w zarodku. A może słyszeliście o skandalu z miss New Jersey Amy Polumbo, skandalu o tyle żałosnym, że dowodzącym zupełnego upadku przestępczych metod w świecie szantażu: szantażysta kompromitujące fotki wziął z oficjalnej publicznej strony misski na Facebooku.

Dziś wrogiem nie może już być szantażysta, a i służby szpiegowskie muszą szukać innych kwitów na tajnych współpracowników niż homoseksualizm czy romans (dziś już co najwyżej poświadczenie łóżkowej sprawności). Mamy nowego wroga: jest nim terrorysta. Oblech z kopertą pełną rozbieranych zdjęć to mimo wszystko jeden z nas - czarna owca w rodzinie. Terrorysta to innowierca, fanatyk z bombą, nie-człowiek, alien. Wobec takiego zagrożenia stary dobry szantażysta nikogo już nie skompromituje, bo nauczyliśmy sobie wybaczać skryte macanki i chwile zapomnienia, gdy w autobusach pełnych dzieci wybuchają islamskie bomby, i z Chandlera pozostały już tylko celne puenty.

Ilustracja z fenomenalnej strony Marie Meier's Goth'n'Roll Graphik Blog.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli komentujesz jako użytkownik niezalogowany, bardzo proszę o podpis imieniem lub pseudonimem. Wybierz poniżej z rozwijanej listy opcję "Nazwa/adres URL" i podpisz się. Dziękuję!