1 września 2008

Pożeracze płci

... czyli bierzcie i jedzcie wszyscy ze wszystkiego

Mamy męskie i kobiecie kible w knajpach, męskie i kobiece ubrania, męskie i kobiece kosmetyki, męskie i kobiece przebieralnie, a nie mamy męskiego i kobiecego jedzenia. Już słyszę głosy: "Jak to nie, faceci żrą golonkę, a dziewczęta jogurt 0%". Jasne, tak bywa. Tylko że w tych innych sferach, które wymieniłem, mieszanie płci byłoby wielkim hardkorem, a przy żarciu - tylko ciekawostką.


Weźmy już ten przykład ubrań. W sklepach z ciuchami istnieje wyraźny podział na część męską i damską. Jest to praktyczne i wygodne: nie ma szans, że facet pójdzie szukać czegoś do działu damskiego i będzie się skarżył, że musi schodzić cały sklep, zanim znajdzie stanik. Jest tak dlatego, że w sferze ubioru istnieje mocny obyczajowy podział na to, co jest dla mężczyzny, a co dla kobitki. Obyczajowy, czyli taki, za którego nieprzestrzeganie grożą poważne sankcje społeczne. Grożą raczej mężczyźnie w sukience niż kobiecie w spodniach. Ale zauważcie, że także żadna kobieta nie kupi spodni męskich, nawet dżinsów, bo istnieją specjalnie dla niej uszyte spodnie damskie. Podział obyczajowy obejmuje nie tylko kategorie (ubrania), podkategorie (spodnie), ale i podpodkategorie (spodnie damskie). Może i kobieta mogłaby jeszcze założyć męskie dżinsy, czym wzbudziłaby pewnie zdziwienie, ale gdyby wrzuciła na siebie dodatkowo koszulę, płaszcz i marynarkę w męskim kroju, wziętoby ją za człowieka-statuę z krakowskiego rynku, aktorkę czy coś w tym rodzaju. Faceta ubranego w pończoszki, mini i top chyba nie muszę komentować?

Oczywiście nie mam nic przeciw drag queens, ale spieszę wyjaśnić, że mówię tu o mainstreamie kultury, czyli świecie rodzin z dziećmi wesoło wybierających nowy model rowerka w hipermarkecie. Jasne, że wszystkie kombinacje są możliwe, ale w swoich specyficznych niszach, gdzie sukienka na mężczyźnie funkcjonuje jako sygnał, komunikat pewnej specyficznej i wąskiej przynależności społecznej, zapatrywań, poszukiwań, preferencji. Bo faktycznie różnice się zacierają w rozmaitych enklawach pozagłównonurtowych, jak na przykład, poza klubami nocnymi, przy specjalistycznym sprzęcie podróżniczym albo wspinaczkowym, i nie mówię tu o pseudosportowych kurteczkach HiMountain skrojonych na kształt dziewczęcej figury, które wytrzymają nawet mżawkę i mrozy +15 st. C, tylko kurtkach Mammoutha w wysokie Alpy. Tam nie ma podziału na męskie i damskie, ale przy bluzkach i spodniach H&M obowiązuje jak najbardziej.

Tymczasem w restauracyjnych menu nie dostanie się różowej karty dla pani i niebieskiej dla pana, przy nazwach posiłków nie widnieją znaczki Marsa i Wenus. W głęboko, obyczajowo spolaryzowanej kulturze dzielenia wszystkiego na męskie i kobiece tak ważna i bazowa sfera, jaką jest jedzenie, uniknęła podziału. Kobiety nie jedzą golonki, nie piją piwa? Ależ jedzą i piją. Żeby uzasadnić swoje apetyty, mają dostępny cały repertuar zachowań, wyjaśnień i postaw, które mogą przywołać, np. postawa twardej dziewczyny albo takiej z szybką przemianą materii itd. ("co mi tam, raz się żyje", "ja to wszystko błyskawicznie trawię", "dzisiaj dużo pływałam, to mi się należy", "a ja właśnie lubię zjeść czasem jak chłop", "znam jednego Jacka, który jak panienka się brzydzi golonki, a ja jestem normalna"). Istnieje tu rzecz jasna bariera oparta na zwyczaju, ale naruszanie zwyczaju nie niesie z sobą poważnych konsekwencji społecznych - ot, ciekawostka, dziewczyna przy golonce. To samo z facetem przy jogurcie 0% albo kolorowym drinku, również może wyjaśnić na mnóstwo sposobów, dlaczego decyduje się na taką strawę. Prawdopodobnie w społeczności hiphopowych chuliganów poniósłby większą karę, ale przypominam - mówimy o głównym nurcie kultury. Poza tym głównym nurtem plasują się także różne rodzaje herbatek odchudzających, tabletek witaminowych i wód mineralnych, które jakoby mają skład idealnie dobrany dla kobiet, co jest na opakowaniu explicite wyrażone. To znikomy, choć dzięki reklamom widoczny, promil rynku spożywczego.

Niestety nie potrafię tak z buta wyjaśnić tego fenomenu mimo rozmowy z Weroniką, która, jak czegoś nie wiem, wszystko mi objaśnia. Ale czyż myśl antropologiczna nie jest przede wszystkim po to, żeby ludzi fajnie zaskoczyć czymś oczywistym jak dobry komik? W każdym razie póki można - korzystajmy. Zapraszam, panie do steków, panowie do jogurtów!

PS Dialog barowy z filmu Zodiac (2007). Twardy reporter rubryki kryminalnej mówi znad szklanki pełnej whisky do zakompleksionego gołowąsa redakcyjnego siedzącego przy kolorowym drinku:
- Stary, co ty za gówno pijesz.
- Nie mówiłbyś tak, gdybyś spróbował.
Cięcie, dwie godziny później na stole piętnaście opróżnionych szklaneczek po kolorowych drinkach.

Zdjęcie własne.

1 komentarz:

  1. Przepraszam bardzo, a Nestle Fitness? A jogurty, serki, woda typu fitness/linea/figura? A piwo Karmi tylko dla kobiet? Nawet butelka czy puszka idealnie dopasowana do delikatnej, kobiecej rączki. Być może stereotyp chłopa nad golonką i damy nad sałatką pokutuje w naszej kulturze, aczkolwiek muszę przyznać, że coś jest w tym stereotypie, bo jakiś czas temu leciała w tv reklama jednego z produktów KFC czy Pizzy Hut, taki "wrap" z warzywami, jakimś lekkim wkładem mięsnym i pan, któremu pani włożyła coś takiego do ręki oburzył się: "no co ja jestem królik żebym sałatę jakąś żarł??" I wszystko jasne jak to mówią;)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli komentujesz jako użytkownik niezalogowany, bardzo proszę o podpis imieniem lub pseudonimem. Wybierz poniżej z rozwijanej listy opcję "Nazwa/adres URL" i podpisz się. Dziękuję!