5 maja 2008

Perwersje skandalicznych statków

... czyli kobiety i dzieci najpierw

Ciężkie białe cielska tną płachty oceanów. Nocami brzmi na nich muzyka i rozrzutnie jarzą się rzędy kolorowych żarówek. Sprzęty są okrągłe, masywne i mosiężne - załoga w kancik galowy. Spośród wszystkich znanych luksusowych form środków transportu to właśnie statki są najbardziej próżniacze, to na ich chybocących się miarowo pokładach sięga zenitu nieopisana rozpusta bogaczy. Limuzyna, a zwłaszcza prywatny samolot są symbolami statusu i wyznacznikami osiągnięcia pułapu zasobności, której nie ma sensu mierzyć w jednostkach monetarnych (co jednakże ze skrupulatnością czynią dziennikarze tabloidów), gdyż przechodzi ono w sferę ważniejszą niż fiskalna, symboliczną. Ale to nie samolot jest szczytem demonstracji finansowego potlaczu i wyżyn nonszalancji: to statek.

Pociągi i samochody wciąż przyspieszają. Lotnictwo już od dawna jest znakiem prędkości. Statek jednak się nie spieszy, jego powolny marsz wyznacza cichy bas dyskretnych maszyn. Płynący mogą sobie bezkarnie pozwolić na jedno z najpoważniejszych przestępstw współczesności - marnowanie czasu. Nie tylko trwonią go w tempie morskiego kursu, ale też przeważnie u kresu wędrówki nie czeka ich nic przypominającego użytkowy cel. Samolot, choćby prywatny, użyty w najbardziej ekskluzywny sposób, np. przez jedną osobę mimo możliwości przewiezienia wielu, zawsze ostatecznie ląduje w miejscu stanowiącym cel, a jego lot jest sensowny, określony przez miejsce lądowania, zamknięty rozsądnymi ramami czasowymi i surowymi regułami lotniskowych regulaminów. Prywatny luksusowy lot to jakby zachcianka - kosztowna, wydumana, ale krótkotrwała i ulotna niczym pralina Rafaello, spięta sensownym miejscem wylotu i rozsądnym portem przeznaczenia, gdzie życie znów podejmuje bardziej lub mniej normalny rytm, czy chodzi o biznesowe spotkanie w Tokio, czy kolację przy świecach w Paryżu. Luksusowy statek nie płynie jednak na takich trasach - on wybiera porty absurdalne, tropikalne raje, zakupowe mekki, w których można jak półbogowie zejść dla krotochwili i jeszcze większej rozpusty między plebs, a potem powrócić na cierpliwy pokład i ruszyć ku kolejnym skandalicznie bezużytecznym miejscom. Bahama, Maui, Acapulco to nie są rozsądne porty przeznaczenia, miejsca mogące wyznaczyć ramę sensu podróży.

Statek jest najbardziej perwersyjny także z powodów zasugerowanych przez Archimedesa - można upakować na nim w jednostce powierzchni masę zbliżoną do masy budynku stojącego na lądzie, czego nie osiągnie się w przypadku samochodu czy nawet pociągu. To pozwala nie tylko stworzyć namiastkę mieszkania/hotelu jaką próbuje dać pociąg (samochód i samolot wypadają tu najgorzej, oferują tylko okna, fotele, barek, może kawałek korytarza i toaletę), ale nawet formę mieszkania przekroczyć i stworzyć nową, morską jakość: jedyne w swoim rodzaju relacje człowieka do przestrzeni, nad którymi unosi się aura erotyzmu zmieszana z iskierką niebezpieczeństwa wywołana przez sam fakt konieczności mijania się w wąskich korytarzach, oglądania tych samych pejzaży przy relingu, spotykania tych samych, coraz lepiej poznawanych osób w restauracji i na dance floorze, a wszystko to wystawione na działanie niekiedy wysokich przecież fal, zupełnie bezpiecznych, lecz groźnych symbolicznie na tyle, by mężczyzna poczuł się męski, zaś kobieta gotowa poddać się ochronie. Statek najrozrzutniej niesie swoją masę, szpanuje kutym mosiądzem i szlachetną stalą tam, gdzie nawet pociąg musi użyć dykty i aluminium. Nie kryje się z absurdalnymi ilościami śrub, nitów, szyb z grubego szkła, poręczy, wsporników, stalowych lin. Wszystko to idzie szykownie, rozrzutnie i kpiarsko na kurs kolizyjny z ekologicznym biadoleniem o wysokim spalaniu paliwa jak futro ze stu srebrnych lisów.

I wreszcie woda, po której statek się porusza, w której się perwersyjnie nurza, woda morska, najbardziej bezużyteczna, a zarazem najlepiej się kojarząca. Morska woda to plaża, delfiny, mewy i kurorty, surfing i opalone ciała, niewiele więcej, może jeszcze blada wizja - także romantyczna - pochylonego nad siecią rybaka. Zaś ziemia, po której jeździ samochód i pociąg, to głównie trud, brud (co spadnie na ziemię, staje się nieczyste), odległość i praca, kroki i schody, albo też jakieś inne rzeczy z szeregu tych zwyczajnych, powszednich. Powietrze samolotu natomiast to głównie terror zabójczej wysokości i złudne, okrutne marzenia o tak zwanej wolności latania, odebrane nam bez żadnej nadziei przez ewolucję i grawitację na korzyść huczącego, smrodliwego erzacu: airbusa.

Skandal luksusowych statków, słabo poznana topografia kołyszących się, ściekających szampanem erotycznych pokładów, przesuwa się na tle tropikalnych wybrzeży w rozedrganych marzeniach zbiorowego snu o kolorowych drinkach, diamentowych koliach i nieprzebranym, absurdalnym bogactwie.

2 komentarze:

  1. Artykuł fajny, choć ocieka bogactwem niedostępnym oczom zwykłych śmiertelników ;) A jeżeli coś jest nam dostępne, to przeczy tezie, jaka zdaje się z tekstu wypływać: że to "szczyt finansowego potlaczu". Wydaje się, że dziś jest to raczej swoisty opad kulturowy.

    OdpowiedzUsuń
  2. w zasadzie to taki transatlantyk często nie jest środkiem, a celem samej wyprawy, nie ważne gdzie (może i nigdzie konkretnie nawet) płyniemy ważne czym. coś na kształt popularnych niegdyś wczasów kolejowych, gdzie wagon na bocznicy przestaje spełniać swoją przewoźniczą posługę i staje się chwilowym domem (wypoczynkowym).

    o dowartościowaniu burżuazyjnej klasy środków przewozu świadczą przywileje jakie wywalczyły owe oceaniczne monstra, bo w końcu tylko kapitan statku (żaden tam pilot czy tymbardziej szofer) ma prawo udzielić ślubu na morzu.

    a ci których nie stać na ów kabotaż luksusu mogą próbować groszowej rekompensaty za sprawą tvp2 , która po raz kolejny odgrzewa pływający dom schadzek - "Love boat" ("statek miłości").

    a więc charonie przewieź i mnie do edenu rozpusty i blichtru choć ten jeden raz.

    ahoj!

    OdpowiedzUsuń

Jeśli komentujesz jako użytkownik niezalogowany, bardzo proszę o podpis imieniem lub pseudonimem. Wybierz poniżej z rozwijanej listy opcję "Nazwa/adres URL" i podpisz się. Dziękuję!