10 lutego 2008

Jak etnolog laptop kupował

... czyli antytechnokratyczny bunt rodzin

splendor okazałość, świetność, wspaniałość, blask, przepych.
Etym. - łac. 'jw.' od splendere 'błyszczeć'.
[słownik Kopalińskiego]


Kupowanie laptopa dla tak protestancko zorientowanego
konsumenta jak ja nie jest wcale prostą sprawą. Gdy się jest kutwą i skąpcem, zaczyna się drobiazgowa analiza danych z pomocą Google'a, Ceneo.pl, Skapiec.pl itd. i kursowanie po marketach w celu zestawienia wirtualnych opisów z tak zwaną rzeczywistością. Nie po to, by sprzęt kupić rzecz jasna, tylko żeby go zobaczyć, a potem dać zarobić małym sklepikom internetowym, które Amerykanie umieszczają w klasie przedsiębiorczości typu "dot com". Wejść do sklepu, zapłacić, wziąć pudełko z towarem... dziwaczne, nie?

Być może wiecie, że od pewnego czasu wszystkie laptopy mają monitory (w żargonie "matryce" w sumie niczym się nie różniące od stacjonarnego monitora LCD, ale słówko znać i używać należy), które wyglądają, jakby nałożono na nie szybę. Kto na rok dwa stracił laptopowy rynek z oczu, może się zdziwić tak jak ja. To, co było symbolem jakości, czyli płaska, ostra, matowa powierzchnia ekranu, jest obecnie szklaną płytą kojarzącą się raczej z płytą grzejną kuchni elektrycznej niż komputerem. Od dziś ekran twojego laptopa przepraszam, notebooka, bo to dawniej cenny komputer kładło się na podołku (lap) jak dziecię, dziś raczej spogląda się na jego walory użytkowe i jest notesem (notebook) więc ekran ten teraz już świecić się może jak gładkie, wypucowane ajaksem powierzchnie kuchenne, klarownie odbijać świetlne igrce słońca i ciepłe energooszczędne oświetlenie rodzinnego domu. Co też czyni, niemal zupełnie uniemożliwiając pracę lub sprowadzając ją do zabawnych wygibasów, gdy użytkownik stara się uniknąć odbić światła i przepędzić słońce/lampę zza pleców. Dzisiejszy posiadacz notebooka to człowiek, który odwraca się tyłem do ciemności i słońce ma zawsze przed sobą, odwrotnie niż rewolwerowiec czy samuraj.

Spytacie, skąd ta refleksująca szyba na ekranie i po co wykonywać technologiczny krok wstecz. Umówmy się, nie chodzi przecież o pracę na laptopie, tylko o emocje i symbole, które się z nim wiążą. Bo z jednej strony laptopy mocno staniały, z drugiej elektronika doszła do poziomu, przy którym podnoszenie parametrów komputera ma sens jedynie w niektórych przypadkach: do nowych gier i pracy na fachowym oprogramowaniu. Tymczasem 95% użytkowników serfuje po sieci, słucha muzyki, ogląda filmy i okazjonalnie korzysta z Worda czy raczej PowerPointa, a do tych zadań procesor 1 GHz i 256 MB Ramu wystarczą w zupełności. Żyjemy więc w ciekawych czasach: coraz starsze i tańsze komputery zaspokajają większość potrzeb większości ludzi. Tak więc stworzenie mody na laptopy to duży sukces producentów: inwazja mas na gałąź jeszcze 3 4 lata temu dość specjalistyczną, biznesową i drogą pozwala na chwilę przełamać stagnację. W ten sposób tworzy się nowe potrzeby resztę klienci sami sobie uzasadnią (bo laptop zajmuje mniej miejsca, bo go mogę zabrać do pociągu, bo nie jest aż taki drogi, bo jest cichy, bo lubię mojego laptopa). W dodatku, co ciekawe, wydaje się, że klasyczny laptop nie spełnia zbyt dobrze masowych oczekiwań: monitor ma za mały do oglądania filmów i dysk twardy nie za duży (a wszak masy to kumulatorzy filmów i muzyki), jest czarny albo szary i do tego kanciasty, a poza tym osobisty, dla jednej osoby, a nie "społecznościowy", a masy przecież potrzebują się gromadzić.

Spójrzmy więc, co się dzieje. Klasyczny ekran o proporcjach 4:3 zmienia się na 16:10, żeby można było wykorzystać większą powierzchnię do oglądania filmów kinowych. Dyski twarde rozbudowuje się kosztem innych podzespołów, np. kart graficznych i muzycznych, głośników czy płyt głównych. Pojawiają się wbudowane kamery do gromadnych sesji rozmów na żywo. Wkracza design kolorowy i nasycony świecącymi elementami ("Notebook Acer Aspire 5920 jest pierwszym modelem, zaprojektowanym zgodnie z przełomową koncepcją inspirowaną wyglądem kamieni szlachetnych" inf. producenta). Rynek zostaje nasączony sygnałami, że sprzęt nadaje się dla rodziny. Laptop przestaje być nudnym zawodowym instrumentem pracy, kojarzonym z czymś osobistym, z poufnymi danymi, wykresami korporacyjnymi, którymi nie należy się dzielić, z jakąś nową wersją niedostępnej czarnej, skórzanej walizki ojca. Staje się familijną zabawką. ("Notebooki z tej serii opracowano tak, aby mogły pełnić funkcje centrum domowej rozrywki dla całej rodziny" inf. prod.).

I tu pojawia się refleksyjna szyba. Wpisuje się w tę samą strukturę, z której korzystała średniowieczna zasada splendoru czyli w pozytywne wartościowanie tego, co się błyszczy, świeci, złoci, odbija światło. Monitor błyszczący już nazwą deklasuje matowy. Słyszy się głosy, że dzięki zastosowaniu szyby kolory są "soczystsze" i "głębsze", jest lepszy "kontrast", obraz jest "wyraźniejszy". To cytaty forumowiczów i sprzedawców od żadnego nie usłyszałem zaś prawdziwej (i jedynej) zalety szyby, z której wynikają pozostałe opisywane efekty, czyli tego, że bardziej nasycona jest czerń i nic więcej, co stwierdzam autorytatywnie jako człowiek siedzący w fotografii i grafice (no bo co, gadać o jakiejś czerni klientowi?! że obraz będzie bardziej czarny?!!). Rodzina nie chce matu i jakiegoś realizmu tonacji barwnej, ona potrzebuje koloru, blasku, refleksów, odbić. W świecie laptopów trwa bowiem antytechnokratyczny bunt rodzin. Jeszcze ma szansę potrwać, bo dzisiejsze laptopy wciąż stoją na rozdrożu są już kiczowate, ale jeszcze nie aż tak kolorowe i familijne, jak mogłyby być. Producenci, do dzieła!

Na zdjęciach: laptop NEC La Vie G Hello Kitty ("Jest nawet lalka Barbie z serii Hello Kitty, która nosi pas, naszyjnik i kurtkę z wizerunkiem sławnego bezustnego kota" - za PC & Laptop review); rodzina przy laptopie z Encyklopedii Britanniki; pokrowce na laptopy za Lapstyle.com.

1 komentarz:

  1. Na DH Jubilat zawieszono właśnie reklamę nowego kosmetyku Nivea. Szampon diamentowy blask. Przez węglo-czarne włosy wyszczerzonej (to miał być zdaje się uśmiech, a wyszło coś jakby ostentacyjna demonstracja białego i błyszczącego uzębienia z reklamy pasty do zębów) modelki przewiercają się stosy najtwardszych kamieni. Prowitaminy i inne „zdrowe i higieniczne rzeczy” odeszły już do lamusa. „Zabłyśnij blaskiem diamentów” mówi plakat. Czyż Nivea może kłamać? przecież „Piękno to blask” jak mówi druga część reklamowego sloganu.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli komentujesz jako użytkownik niezalogowany, bardzo proszę o podpis imieniem lub pseudonimem. Wybierz poniżej z rozwijanej listy opcję "Nazwa/adres URL" i podpisz się. Dziękuję!