2 lutego 2008

Charles Manson i meteoryty

... czyli mit natychmiastowy

Większość ludzi kojarzy nazwisko Charlesa Mansona z parareligijną sektą i masowymi morderstwami.
Niektórym dodatkowo przypomina się nazwisko Sharon Tate i Romana Polańskiego. Manson stał się ikoną postmodernistycznego, miejskiego, bezrozumnego bestialstwa. Stanowi jedno z tych zjawisk, które się starły od ciągłego używania, jak Che Guevara, Elvis Presley i E=mc^2: jak powiedziałby dziennikarz - ikony popkultury, rzeczy tak znane, że czujemy się zwolnieni z obowiązku dowiadywania się o nich więcej. Kto wie, może taki research zakrawałby wręcz na chorą fascynację.

Fakty, które przedstawię, pochodzą z (angielskiej) Wikipedii. To historia Mansona w telegraficznym skrócie. Trafiłem na to wszystko przypadkiem, przełączając się od hasła do hasła. Jestem pewny, że was zaskoczę.

W mroźną wigilię roku 1968 Manson zebrał wokół ogniska swoich zwolenników (rodzinę, jak się określali), po większości dziewczyny, i wyłożył im po raz pierwszy swoje poglądy, które dopracował w ciągu następnych trzech miesięcy, przekształcając je w opowieść o przyszłych losach świata. Otóż w najbliższym czasie, twierdził Charles, biali rasiści zaczną walczyć z białymi nierasistami o kwestię traktowania czarnych. Wskutek różnych napięć, których wyrazem miało być np. niedawne morderstwo Martina L. Kinga, rozpęta się między nimi wielka wojna i w jej wyniku wszyscy biali wyginą. Na świecie pozostaną zatem masy czarnych pogrążające się stopniowo w chaosie czarni nie potrafią bowiem organizować się i tworzyć ładu społecznego. Manson jest jednak przewidujący: wraz ze swoją grupą ucieknie zawczasu w niedostępną dzicz, na ranczo w kalifornijskiej Dolinie Śmierci. Po całym zamieszaniu z wielką wojną rodzina wyjdzie na powierzchnię. Jako ostatnia i jedyna grupa białych na świecie przejmie panowanie nad wszystkim, będąc w naturalny sposób zaaprobowana czy wręcz wybrana przez masy do władzy. (Marzenie Mansona o zamknięciu, izolacji, zapadnięciu w "bezdenną czeluść" [bottomless pit], do której nie dobiega zgiełk świata, wiele razy przejawia się w jego wypowiedziach więziennych (przed morderstwami i po nich), kiedy twierdzi, że chce wrócić do celi i nie jest w stanie konfrontować się ze światem).

Poza istniejącymi już napięciami wśród białych narracji Mansona potrzebny był dodatkowy element, który wyzwoli wielką rzeź. Miała się nim stać muzyka płyta rockowa nagrana przez rodzinę. Ruszyły więc przygotowania, niestety jednak płyta nie ukazała się początkowo entuzjastycznie nastawiony do jej nagrania Terry Melcher, zabawny jegomość w białym garniturku, producent Beach Boysów, wycofał się w ostatniej chwili. Rock nie znika jednak z planów Mansona, przeciwnie, jest z nimi organicznie zespolony. Niedługo po nagraniu White Albumu przez Beatlesów Manson obwieszcza rodzinie, że brytyjscy muzycy, piosenka po piosence, zakodowali i przedstawili jego własny scenariusz, adresując płynący z płyty zaszyfrowany przekaz bezpośrednio do niego i rodziny. Dla niektórych melomanów The White Album to jedna z najważniejszych płyt w historii rocka. Dwudziestym trzecim kawałkiem jest niezwykły, szorstki i żywiołowy Helter Skelter, określany jako utwór protometalowy w owym czasie najostrzejsza nuta w historii. I tak właśnie helter skelter nazywać się teraz będzie wielka ostateczna wojna, starcie białych z białymi i białych z czarnymi.

Znamy już mitologię Mansona. Uwierzywszy w nią, kilkoro członków rodziny pojechało do dawnego domu Terry'ego Melchera, by dokonać brutalnej i krwawej rzezi wszystkich, których tam napotkają. Melcher nie mieszkał już w tamtym miejscu o czym Manson wiedział i traf chciał, że dom przejęła po nim rodzina Romana Polańskiego, w dniu napadu nieobecnego. Jego ciężarna żona Sharon Tate, przyjaciel Wojciech Frykowski (jego wnuczką jest bigbrotherowa bezpruderyjna Frytka) i dwie inne osoby padły ofiarą rodziny Mansona. Myśl była taka: pojechać do bogatej dzielnicy, wymordować grupę białych, a dowody podrzucić w dzielnicy czarnych (i przy okazji do niemożliwości wystraszyć krnąbrnego producenta Melchera). Wówczas wybuchnie helter skelter.

Plan powiódł się częściowo: wspomniane wyżej i kolejne morderstwa zostały wykonane, ale jak wiemy, wielka wojna nie wybuchła i na świecie rządzą ciągle jakieś gadające głowy zamiast Charlesa Mansona. Po złapaniu szefa rodziny rozpoczął się najmedialniejszy z procesów sądowych, w czasie którego pozostający na wolności członkowie grupy koczowali i demonstrowali w budynkach sądów. Naśladując Mansona ("wykreśliłem się ze społeczeństwa", mówił), przyszli na jedną z rozpraw z iksami wymalowanymi na czole. Po serii wyroków skazujących rodzina się rozpadła.

*

Mitologia sekty Mansona przyciągnęła moją uwagę z paru powodów. Po pierwsze, zdumiało mnie, jak niewiele wiadomo Polakom o tamtych sprawach, mimo że kamp, gore i kontrkulturowo-industrialowo-splatterpunkowe zajawki, które mogłyby prowadzić zainteresowanych na trop Mansona, siedzą mocno w naszej kulturze od lat. Już samo to jest swoistym fenomenem im bardziej wyeksponowany staje się jakiś temat, tym płyciej się go eksploruje, jakby jego historia i istota tkwiła w jednym zdaniu, dawała się streścić zdjęciem, wizerunkiem na t-shircie albo półminutowym spotem w wiadomościach; to wiedza powszechna, każdy ją ma zwalnia z poszukiwań. Prowadzi do tworzenia znaków pustych, kreuje postaci, które wbiły się tak głęboko do wnętrza dyskursu popularnego, że niczym meteoryt spalający się w atmosferze, straciły wszystko poza jednym wizerunkiem, zdjęciem, melodią, logiem, sentencją.

Druga sprawa ma związek z mitologią sekty. Zwróćcie uwagę, że pomimo posiadania narracyjnej struktury właściwej dla opowieści religijnej (objawienie proroka, święty tekst, lud wybrany, rekluzja, czas "potopu", oczyszczenie, eschatologiczne odrodzenie i nastanie raju), nie zawiera w swojej warstwie obrazów i symboli żadnych elementów tradycyjnie kojarzonych z kościołami, czy to dawnymi, czy odłamowymi. (Manson ponoć cytował swym wyznawcom fragmenty rozdz. 9 Księgi Objawienia, ale członkowie rodziny twierdzą, że religia chrześcijańska nie odgrywała żadnej poważnej roli w ich życiu). Tymczasem do tej pory o ile mi wiadomo każda z niebezpiecznych i morderczych sekt posługiwała się pojęciami mającymi podkreślić jej związek z systemami dawnymi, transcendentnymi, niosącymi ezoteryczną tajemnicę, jak hinduizm, buddyzm, krisznyzm czy katolicyzm. Tak było w szwajcarskiej Świątyni Słońca albo sekcie Jonesa w Gujanie, oba przypadki zakończone masowymi morderstwami i samobójstwami. Tymczasem Manson wyprodukował mitologię w oparciu o płytę rockową. Spowodował, że ludzie zabijali, wierząc w przekaz zakodowany nie w księdze pradawnej czy choćby sprokurowanej na potrzeby kultu (vide mormoni), ale w piosenkach Beatlesów. Prawdą jest, że lider każdej sekty jest interpretatorem słowa bożego, który ma moc rozumienia i dekodowania mistycznych przekazów. Manson przesunął jednak mit z czasu przed czasem, z uniwersum snów, ze sfery pełnej przedwiecznych mocy, do realiów świata tu i teraz, muzyki z list przebojów, biblii wyśpiewanej w brytyjskim studiu nagrań. Stworzył mitologię natychmiastową. Religię-hamburgera.

A trzeci wniosek, a raczej pytanie retoryczne, brzmi: jeśli dwadzieścia pięć osób jest w stanie uwierzyć, że w popularnej piosence zaszyfrowano wiadomość, która nakazuje mordować w imię nadchodzącej wojny, to czy jest coś jeszcze, w co ludzie mogą nie uwierzyć?

Charles Manson odsiaduje dożywocie. Może ubiegać się o przedterminowe zwolnienie w 2012 roku. Będzie miał wtedy 78 lat.

Zdjęcie Mansona i okładka płyty Melchera za Wikipedią.

Poszła morduj Karolinka do Gogolina przeciwników, a Karliczek jedynej za nią słusznej jak za młodą wiary panią, z flaszeczką w Cthulhu wina.

3 komentarze:

  1. Najbardziej mnie zastanawia, jak sekta chciała wciągnąć białych z innych części globu do światowej wojny. Raczej trudno byłoby im zwerbować wszystkich mieszkańców Norwegii, Islandii czy nawet Polski. A jeśli nawet by się im udało, to co planowali zrobić z rasą żółtą?

    OdpowiedzUsuń
  2. ile osób jest przekonanych, że axl rose nigdy nie zagra dla Żydów i Polaków ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. mógłby to wszystko być dowód, ze teksty rockowe sa już tak kultowe że mozna o nie opierać religie. Ale z drugiej strony za długo nie przetrwali, a i tak w najlepszych czasach było ich dwadzieścia kilka osób, więc to chyba jeszcze tak nie działa... A'propos ukrytych przekazów w piosenkach rzypomina mi się za to historia naszyjnika z Buddą - http://neurobot.art.pl/03/rants/miernik/miernik2.html . Doczytajcie dalej to sami zobaczycie jakich mądrych rzeczy można się dowiedzieć z tekstów pop...

    OdpowiedzUsuń

Jeśli komentujesz jako użytkownik niezalogowany, bardzo proszę o podpis imieniem lub pseudonimem. Wybierz poniżej z rozwijanej listy opcję "Nazwa/adres URL" i podpisz się. Dziękuję!