28 grudnia 2007

Teletubisie i konwencje widza


... czyli niemowlak przed telewizorem





Nie rodzimy się z umiejętnością oglądania telewizji. Postrzegania sylwetek i sensownych kształtów pomniejszonych na dwuwymiarowej powierzchni trzeba się nauczyć, donosi o tym m.in. B.L. Whorf (znany z hipotezy Sapira-Whorfa), opisując swoje doświadczenia z Indianami, którzy nie potrafili odczytać obrazu na zdjęciu.

Teletubisie, jak wiadomo, to baloniaste stwory przypominające niemowlaki, skrojone ponoć na psychiczną miarę dzieci w wieku od 1 (jednego!) do 4 lat. Niemowlak nie tylko znacznie wcześniej ogląda (przyswaja? pochłania?) teletubisie niż czyta, ale nawet niż mówi. Około dwunastego miesiąca życia zaczyna się w mózgu mielinizacja komórek nerwowych -- Teletubisie wiodą dziecko w świat telewizji już od chwili, gdy przestaje być ono rozwrzeszczanym połciem mięsa, a zaczyna przypominać coś na kształt człowieka.

Kadr i kompozycja: ujęcia z horyzontem na jednej trzeciej przedstawiające najczęściej centralnie pokazane postacie. Czasem zbliżenie na twarz czy rzut z góry: przyswajamy abecadło operatorskie. Rozumienie kadru nie jest oczywiste -- decyzja o tym, co w nim pomieścić, a co pozostawić poza jego granicami jest głęboko kulturowo uwarunkowana, oparta o zachodnie rozumienie tego, co centralne i poboczne, ważniejsze i mniej ważne, frontowe i tylne, nadające się i nienadające do pokazania, pierwszoplanowe i drugoplanowe. Ważny jest także odbiór światła: w świecie telewizji pada ono z góry w dół, jest zrównoważone, raczej płaskie, równomiernie i miękko oświetla postać ze wszystkich stron, co bardzo rzadko zdarza się w sytuacji codziennej. Wreszcie elementy strukturalne i związane z rytmem życia: serial emitowany jest w określonych godzinach, do których należy się przyzwyczaić, i trwa daną ilość minut. W każdym odcinku pojawia się niemowlęca buzia w żółtym słoneczku -- sygnał, że program rozpoczyna się/dobiega końca. Tak powstaje umiejętność oczekiwania określonej długości przekazu i samego faktu, że posiada on zakończenie. Widz, który odpowiednio wcześnie nie nauczy się, że film czy serial należy oglądać od do, który zechce wyjść z kina w połowie seansu albo będzie wymagać, by program trwał nadal i się nie kończył, jest dla producenta bezwartościowy, a nawet groźny.

Słowem, telewizja zakłada pewną bardzo określoną konwencję, której trzeba się nauczyć i podporządkować, i tej właśnie nauce służą Teletubisie jako program w pełni zgodny z zasadami rzeczywistości telewizyjno-obrazkowej. Podstawowym celem podskakujących na ekranie kolorowych postaci jest utrzymać uwagę widza, jednocześnie ucząc go i podporządkowując określonemu hierarchicznemu porządkowi wzajemnej wymiany telewidz -- telewizor; jest to cel podstawowy, bo, umówmy się, serial ten właściwie nie zawiera treści. Oto model wszelkiej telewizji w postaci laboratoryjnej.

Teletubisie przypominają dzieci, ale w kilku istotnych kwestiach się od nich różnią. Są zdolne do wyrażania dwóch jedynie emocji: radości i zadziwienia, czyli reakcji najbardziej oczekiwanych w stosunku do medium telewizji przez producentów. W miejsce twarzy teletubiś ma martwą plastikową maskę z przylepionym sztucznym uśmiechem. "Na brzuszkach mają ekrany telewizyjne, służące do pokazywania krótkich filmików z udziałem dzieci w wieku przedszkolnym" (za teletubis.pl) -- dziecko-stwór, który połknął telewizję, a zarazem sam został przez nią połknięty, zeschematyzowany i sformatowany do kilku prostych reakcji. Tak się uczymy oglądać telewizję i zostajemy z nią na dobre i na złe już od chwili, gdy chaos w głowie niemowlaka przeradza się w zrozumiałe kształty w oczach teledziecka.

4 komentarze:

  1. Z tym mięsem to trochę przesadzasz :D Więc mała dygresja na ten temat...
    Oprócz tego, że pojęcie tego wyjątkowo żywotnego połcia mięsa jest umiejscowiono w innym miejscu naszego mózgu niż trupiarnie i kulinarie, to na dodatek jego wrzeszczenie nie jest jedynym procesem w nim zachodzącym... :P
    Nie jestem przekonany, by do bycia człowiekiem było coś potrzeba oprócz faktu, że się nim zwyczajnie jest... Nie zawsze jest oczywiste co jest człowiekiem, a co nie, stąd w ogóle cała niepewność z jaką często traktowano dziecko w naszej kulturze, nawet już kumające to i owo. Być może z tej niepewności bierze się np. współcześnie dwojaki stosunek do dziecka w fazie płodowej. Ale czy z pewnego punktu widzenia my, ty i ja, nie jesteśmy również kupą mięsa, stężeniem materii, wiązką atomów?
    Prochem po prostu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. nikt nie mówi że dorosły nie jest rozwrzeszczanym połciem mięsa. Ma za to inne dodatkowe funkcje i dodatki. Ale nie o tym.

    Widzę więc że Autor demaskuje w Teletubisiach narzędzie do hodowli telewidza idealnego, który od małego wie że program wypada oglądnąć od początku do końca, że nienaturalne światło nie jest niczym niezwykłym etc. Dlaczego więc teletubisiów nie przerywają żadne reklamy ? Czy widz idealny nie powinien być do nich przyzwyczajony ? Czy może spojrzymy na reklamę jako na wyrwany z kontekstu przerywnik mający na celu wywołanie określonej podniety i poddający proste rozwiązanie, jak ją zaspokoić - czy coś takiego występuje w Teletubisiach ? pytam bo nie wiem, ale jeśli tak to mamy do czynienia z wyjątkową perfidią !

    OdpowiedzUsuń
  3. Racja - reklamy, trafna uwaga. Tu może wchodzić w grę telewizyjny savoir vivre, a nie zapominajmy, że Teletubisie to produkt szacownej tv BBC Jego Królewskiej Mości. Reklamy w czasie emisji dla dzieci są źle widziane, a niekiedy falą powraca na różne sposoby debata "dziecko a reklama" (np. ostatnio kampania Szkoła wolna od reklam itp.). Natomiast gdy teledziecko podrośnie, już czeka nań Ulica Sezamkowa, która ma znacznie bardziej pofragmentaryzowany charakter przyzwyczajający widza do nieciągłości programu, no i sponsorują ją literki.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jej Królewskiej Mości póki co ; )

    To to już nie dość że perfidia, dodatkowo zakłamanie - robimy dzieciom wodę z mózgu od pierwszego roku życia, ale nie jesteśmy aż tacy źli, bo nie dajemy reklam. Moralne jak herbata z mlekiem albo fajka Holmes'a.

    Nie zdziwiłbym się, gdyby wśród "pokolenia teletubisiów" najlepiej sprzedawały się ciuchy, samochody i komówki w kolorach balonowych stworów. Byłbyż to psipadek ?

    a tak nawiasem Polacy mieli własne teletubisie, tylko bardziej rozgarnięte - Pi i Sigmę !

    OdpowiedzUsuń

Jeśli komentujesz jako użytkownik niezalogowany, bardzo proszę o podpis imieniem lub pseudonimem. Wybierz poniżej z rozwijanej listy opcję "Nazwa/adres URL" i podpisz się. Dziękuję!