Nadchodzi taki dzień, kiedy trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, czy jest sens prowadzenia bloga, jeśli aktualizuje się go raz na sto lat. Moje publicystyczne wysiłki niweczy proza życia. Tymczasem w oczekiwaniu na normalny tekst na osłodę kilka zdjęć z Maroka, w którym spędziłem niecałe 3 tygodnie na przełomie stycznia i lutego.
Cały album
znajduje się tutaj.